fot. Adam Olszak

Fale mgieł porannych miękko obmywają
Eterycznych wieżowców rafy koralowe
Pierwszy promień słońca jak morska latarnia
Drogę pokazuje zbłąkanym w ciemności

Tak milcząco i sennie jest tylko o świcie
Później jazgot zgrzytliwy ciszy żyć nie pozwala
Puls codziennych bolączek przyspiesza szaleńczo
Przez ciasne żyły ulic spraw ludzkich krwiobieg pcha

Miasto niepokonane
Z morza ruin wzniesione
Czasem cię nie rozumiem
Z frustracji kląć chcę i wyć
Miasto wciąż zapędzone
Ze złudzeń odzierające
Kocham i nienawidzę
Lecz tutaj właśnie chcę żyć

Może jak kot mruczeniem do snu spokojnie kołysać
Lecz umie też poranić i podrapać do krwi
Przeżuwa i wypluwa, i nie masz cwaniaka
Z tych, co chcą je ujarzmić, prosto w twarz sobie drwi

Budzi lęk i urzeka
Jak narkotyk zniewala
Zmienne niczym pogoda
Obojętne jak głaz
Ale gdzieś na dnie serca
Dziwny ogień zapala
Który nigdy nie zgaśnie
Nim wypełni się czas…

Miasto niepokonane
Z morza ruin wzniesione
Czasem cię nie rozumiem
Z frustracji kląć chcę i wyć
Miasto wciąż zapędzone
Ze złudzeń odzierające
Kocham i nienawidzę
Lecz tutaj właśnie chcę żyć!