Tag: zwycięstwo

My way

fot. Anna Rivus

Gdy czas obedrze nas
Ze snów i marzeń, co daremne
Gdy rękom braknie sił
Gdy chmury skądś napłyną ciemne
I kiedy wbije nóż
Ktoś, kto się zwał przyjacielem
Do głowy ciśnie się
Myśli tak wiele…

Lecz choć niełatwo jest
A każdy dzień jak walka z cieniem
I nieraz chce się wyć
Pochylić kark przed zwątpieniem
Kolejny robisz krok
Bez lęku patrzysz w oczy wrogom
I masz odwagę iść
swą własną drogą!

Bo przecież wiesz, że każdy dzień
W ulotnym mija rytmie serca drgnień
Więc zamiast wciąż w przeszłości tkwić
Ty chcesz zachłannie życie pić
By szczęście znaleźć, by do gwiazd
Iść swoją drogą!

Czy lepiej z boku stać,
czy mierzyć siły na zamiary?
W bezpiecznym cieple trwać,
czy z losem złapać się za bary?
Czy tym się kłaniać, co
fałszem okryci są jak togą?
Czy głowę podnieść, by
iść własną drogą?…

Przecież już wiesz, gdzie twój wiedzie szlak
I choć upadasz, choć sił nieraz brak
Choć chciałeś już powiedzieć „pas!”
Wstajesz, by w podróż ruszyć jeszcze raz
I choć pod górę, choć pod wiatr
Iść własną drogą!

Wołanie z dna serca

fot. Adam Olszak

Gdy Bóg wysłuchał modlitwy Sary
I słów Tobiasza pełnych goryczy,
Na długo zamilkł, współczuciem zdjęty
Że rozpacz trapi jego stworzenia

Natychmiast Rafal, posłaniec z nieba
Wyruszył w podróż z młodym Tobiaszem
Aby go chronić i aby Sarę
Wyrwać z zachłannych szponów demona

Jak znaleźć wytrych do serca Boga?
Jaka modlitwa ma taką siłę,
Że Stwórca świata ku niej się zwraca
I nie zostawia bez wysłuchania?

To słowa, które płyną wprost z serca
Z jądra ciemności nieprzeniknionej
Z pęknięcia na dnie duszy człowieczej
Co źródłem wszelkich zwątpień i lęków

Bóg, który dla nas zstąpił do piekieł
I wyszedł żywy z grobu otchłani
Na pastwę śmierci nas nie zostawia
Lecz walczy o nas z nami samymi

Czasem nam w podróż wyruszyć każe
Która okazją jest, by dorosnąć
Odważnie spojrzeć w ślepia demonów
Pokonać lęki, rozerwać więzy

I nie porzuca nas, gdy zbłądzimy
Gdyż Aniołowie Jego czuwają
Dyskretnie krzywe prostując ścieżki
By nie powiodły nas ku przepaści

Warto więc wołać w bezsenne noce
Choćby się wiara w popiół zmieniała
By skarga duszy bólem dręczonej
Mogła poruszyć ojcowskie serce…

Wrócę do domu

fot. Adam Olszak

Kim jestem?
Pytam sam siebie
Patrząc na twarz faceta w lustrze
Zmarszczki na czole i zmęczone oczy

Ślady bitew ze sobą,
Z innymi i z Bogiem
Toczonych w bezsenne noce
Słów raniących i niepotrzebnych
Upadków i potknięć
Zwycięstw i kroków naprzód

To, co było – nie wróci
Nie da się przeżyć raz jeszcze
Jest TERAZ, chwila obecna
Kolejny krok do zrobienia
A może moment oddechu
Bo czasem lepiej stać mądrze
Niż głupio biegać bez celu

Są we mnie geny pradziadka
Co służył w carskim wojsku
I pieszo przyszedł z Odessy
Przymierając głodem
Lecz szedł wytrwale, bo wiedział
Że każdy krok zbliża do domu
Mam w sobie jego upór
Więc wierzę, że kiedyś też wrócę

Kim jestem? – rzucam pytanie
Jak kamień, co leci w niebo
Za moment spada bezwładnie
Znikając w studni milczenia
Bóg nie odpowie za mnie
Chociaż daje ściągawkę
Że moje „ja” prawdziwe
Muszę sam w końcu odnaleźć
Aby je pokochać
I zaprosić do siebie

Zaczadzenie

 

fot. Adam Olszak

Twoich kłamstw zaczadzony koszmarem
Smogiem marzeń toksycznych zatruty
Duszę się

Chcę uwolnić się wreszcie od ciebie
Fotografie z albumu pamięci
Palą się

Powietrze chwytam łapczywie
Każdy oddech to walka o życie
Normalność jak tlenu łyk
Do wyjścia biegnę na oślep
Z labiryntu wciąż uciec próbuję
Zwierzę schwytane we wnyk

W gęste bagno chaosu zapadam
Bezskutecznie oddzielić próbuję
Ziarna słów

Co jest prawdą – co fatamorganą
Wyobraźni twej chorej iluzją
Nie wiem znów

Rozczarowanie jak chmura
Dym trujący me płuca wypełnia
Nie chcę przeszłością już żyć
Odrzucam cię tu i teraz
Swoje łgarstwa dla innych zachowaj
Ja chcę do słońca się wzbić

Linę wspomnień tnę beznamiętnie
By niepamięć je mogła pochłonąć
Z tobą wraz

Żrący balast za burtę wyrzucam
Spada w przepaść by zniknąć na zawsze
Błędów głaz

Skończona mroczna udręka
Czysta radość w mych oczach pulsuje
Życie cudowne jest tak
Wolnością wreszcie oddycham
Znowu w miłość uwierzyć potrafię
Ku szczęściu wybieram szlak!

Piosenka o przemijaniu

fot. Adam Olszak

Niełatwo cierpieć kiedy spada cios
A diabli wzięli twe wszystkie teorie
Nie biec na oślep, nie psioczyć na los
Z godnością pisać wciąż swoją historię
Każdego dnia…

Cierpliwie znosić przemijania ból
Gdy rany szarpią dopiero zadane
Pozostać sobą, nie odgrywać ról
Choć dusza wyje w udręce nad ranem
Jak struna drga…

Czy lepsze serce jest marmurowe
Czy żywe z ciała, co zranić się da?
Murem kamiennym się obwarować
Czy łapać chwilę obecną, co trwa?
Choć miłość może przynieść cierpienie
Stale jej szukasz, wyglądasz co dzień
Kiedy nadchodzi, wszystko rozjaśnia
Przy Twoim cieniu widzisz drugi cień.

….Więc chociaż rozejść mogą się drogi
A ból po stracie ciężki jak życie
To krok do przodu robisz z nadzieją
Że przecież słońce wstanie o świcie
Rozpali żar!

Błąkamy się jak mewy samotne
Gotowe walczyć o zdobyczy kęs
Lecz czasem chmura zjawia się czarna
Co każe pytać w milczeniu o sens
Pokochać kogoś – to ryzykować
Kto podszedł blisko, może wbić ci nóż
Lecz bez miłości dusza obumiera…
Jak pusta studnia, którą pokrył kurz.

***
Ci, co odeszli, są  też częścią nas
Gdzieś w tkankę serca wrośnięci głęboko
Film z ich twarzami zakończy nasz czas
Kiedy ze śmiercią zielonooką
Spotkamy się…

Gra o sens

fot. Adam Olszak

W lustrze widzisz co rano
Swą twarz tak bardzo zmęczoną
Znów bolesny upadek
Choć miało  pięknie tak być
Kto twym życiem kieruje
Diabeł, Bóg czy przypadek?
Tyle dróg jest łatwiejszych
Lecz ty niełatwo chcesz żyć

I znowu do gry z losem siadasz
jak hazardzista uparty
Blefujesz i stawkę podbijasz
łykając wściekłości łzy
Choć on, drwiąc z ciebie bezczelnie,
znaczone rozdaje karty
Godność i duma ci każą
zachować reguły gry.

Czy życie twoje jest filmem,
gdzie zasnął reżyser pijany?
Milczy niebo, gdy pytasz
A jednak rolę swą grasz
I choć zranią cię czasem
ludzie podli i mali
Nie chcesz giąć karku przed nimi
Odważnie patrzysz im w twarz

Bo życie to taniec na linie
Nad krawędzią otchłani
Patrzy niebo i piekło
Czasem zerknie sam Bóg
Więc chociaż sił już brakuje
Znów rzucasz światu wyzwanie
Tańczysz najpiękniej jak umiesz
Swych marzeń  przekraczasz próg

Bo życie to droga pod górę
Nad przepaścią w ciemności
Gdzie każdy krok jest wysiłkiem
I walką o tlenu kęs
Lecz czasem błyśnie w ciemnościach
Nadziei małe światełko
Które ci wiarę przywraca
Że to wszystko ma sens

 

Małe przerażone „ja”

fot. Adam Olszak

Kim jestem? Wciąż nie wiem. Szukam odpowiedzi.
Maski na mej twarzy. Maski, maski, maski.
Trzymają się mocno lękiem przyklejone
Gdy tańczę przed światem, by słyszeć oklaski

Gdzieś tam pod maskami jestem ja prawdziwy
Gdzieś tam żyje moje „ja”, co przerażone
Błądzi samo w ciemnym nieprzyjaznym lesie
Wrócić chce do domu tułaczką zmęczone

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
W ciemności zgubione
Przed ludźmi schowane
Drogi szuka wciąż
Drogi szuka wciąż

Maleńkie światełko na krańcach ciemności
Jasne okna domu majaczą w oddali
Wewnątrz moje serce tak bardzo spragnione
By siebie pokochać, by się w jedność scalić

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Z miłości stworzone
Dla miłości żyje
Bardzo kochać chce
I kochanym być

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Odnalazło drogę
Wróciło do domu
Puka do mych drzwi
Puka do mych drzwi

Moje „ja” zgubione…

fot. Adam Olszak

Moje „ja”, od którego uciekłem
Dla spokoju, kariery, wygody
Opuszczone. Zepchnięte w niepamięć,
Jak kamienie wrzucone do wody.

Jak się siebie zaparłem? I kiedy?
Z lęku nożem do gardła przytkniętym
Uwierzyłem, że może tak trzeba:
Słuchać innych, choć z sercem pękniętym…

„Ja” prawdziwe… niechciane. Zdradzone
Za srebrniki spokoju świętego
Prestiż, splendor, znaczenie i podziw
Życie sztuczne zamiast prawdziwego.

Lecz co zrobić z duszą udręczoną?
Jak jej rany uleczyć bolące?
Wciąż pozory, kamuflaż, kontrola,
Aby ukryć pęknięcie krwawiące.

Lecz dziś w sobie znajduję odwagę
Aby spotkać swe „ja” porzucone
Strach pokonać, co jarzmo nakłada
I odnaleźć marzenia zgubione…

Uwierz słońcu

fot. Adam Olszak

Ból istnienia przenika do głębi
Pali serce jak gorycz trująca
Chmura myśli pod czaszką się kłębi
Niepokoi i uwiera jak cierń

Lecz choć niemoc bezsilna cię gnębi
To nadzieja – jaskółka kwiląca
wyswobodzić z pazurów jastrzębi
jest się w stanie – nieuchwytna jak cień

Bo gdy ciemność krzyczy i pustka dokoła
Kiedy smutek osacza wszechobecny jak mgła
Na dnie serca jakiś nieśmiały głos woła
Że wyjść krok po kroku z labiryntu się da
I rozplątać może się to, co splątane
I że jeszcze odnajdziesz w życiu radość i sens
Tylko uwierz słońcu że wzejdzie nad ranem
I osuszy łzy słone z pajęczyn twych rzęs…

A gdy wreszcie promień światła
Padnie na łez rosę świętą
Blask im nada tajemniczy
Najczystszym równy diamentom…

Bo gdy ciemność krzyczy i pustka dokoła
Kiedy smutek osacza wszechobecny jak mgła
Na dnie serca jakiś nieśmiały głos woła
Że wyjść krok po kroku z labiryntu się da
I rozplątać może się to, co splątane
I że jeszcze odnajdziesz w życiu radość i sens
Tylko uwierz słońcu że wzejdzie nad ranem
I osuszy łzy słone z pajęczyn twych rzęs…

Ciemność przenikam wzrokiem

fot. Adam Olszak

Ciemność przenikam wzrokiem
Sen odleciał daleko
Życie puste i smutne
W teatrze iluzji gram
We mgle marzeń majaczy
Czyjaś twarz rozmazana
Szarpie duszę pytaniem:
Skąd tak dobrze ją znam?

Kiedy się wreszcie odnajdziesz
Tak znany, choć nieznajomy?
Kiedy w mym życiu zamieszkasz?
Kiedy stworzymy dom?
Przyjdź już, bo sił mi brakuje,
Pozwól się wreszcie odnaleźć
Stań tak realny przede mną
Ja czekam na przekór łzom!

Przyszedłeś niespodziewanie,
Gdy biegłam naprzód w amoku
Wiarę mi przywróciłeś,
Że można inaczej żyć!

Odnalazłeś się wreszcie
Wyśniony i wyczekany
Zamieszkałeś w mym życiu
Razem stworzymy dom!
Zostań już ze mną na zawsze
Chcę się budzić przy Tobie
Warto było na Ciebie
Czekać na przekór łzom.

Lalka

fot. Adam Olszak

Kolejne zwycięstwo, potyczka wygrana
Sukces jak narkotyk, lecz szybko cię zdradzi
Jeśli dasz się wciągnąć w boje niepotrzebne
Nie wiedząc, dokąd ta droga prowadzi.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Codziennie przyspieszasz, następne zadania
A dni w kalendarzu szczelnie wypełnione
Świat już twoje życie sobie zaplanował
Wmawia ci, że wszystko dawno przesądzone.

Ktoś chce twego biegu bez chwili wytchnienia
Gdy stanąć próbujesz, wściekle cię pogania
Bo wie, że wolność w duszy niewolnika
Tam się zaczyna, gdzie trudne pytania.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Bo choć nie wszystko od ciebie zależy
I jutro niebo może w ogniu być
Lepiej wyruszyć i podjąć ryzyko
Zamiast w chocholim tańcu z bólu wyć!

Jesteś moim aniołem

fot. Adam Olszak

Jak brzydkie kaczątko ze wzrokiem spuszczonym
Taka byłam zanim pokochałeś mnie
Zagubiona w akcji, niewierząca w siebie
Wszystkich zadowolić wciąż starałam się.

Ciągle wystraszona, bez swojego zdania
W milczeniu cierpiałam, kiedy spadał cios
Ale dzięki tobie poczułam odwagę
Nagle świat zdumiony usłyszał mój głos!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

Już się nie dam stłamsić, wcisnąć w cudze ramy
Chcę żyć swoim życiem i nie cofnę się
Ty mi dałeś siłę, wiarę i nadzieję
By odnaleźć szczęście, już wiem czego chcę!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

Chmura

fot. Adam Olszak

Ciemna chmura w oddali
Budzi lęk przed nieznanym
Sparaliżowany
Świat czeka na cios

Jako chłopiec
Uciekałem przed nią
Szukałem schronienia
Na odludnym strychu świata

Jako mężczyzna
Wchodzę w nią odważnie
Pozwalam się ogarnąć
By odkryć zdumiony
że składa się z miłości
choć wymieszanej z cierpieniem

Tylko to połączenie jest prawdziwie płodne
Zdolne porwać pod niebo, zmienić planet bieg
Jak chemiczna reakcja wyzwala energię
Porywa do walki, pokonuje lęk.

Pytania w drodze

fot. Adam Olszak

Jak krótka droga nas dzieli
Od szczęścia i świata u stóp
Do smutku i cienia doliny
Gdzie diabeł ukrywa swój łup

Liściem jesteśmy na wietrze
Plewą niesioną przez wiatr
Gdy podmuch nas wyżej poniesie
Wierzymy, że nasz jest ten świat…

Za moment nadciąga chmura
I słońce szczelnie zakryte
Smutek się gęsty rozlewa
Kontury rzeczy rozmyte

Jak równowagę zachować
Jak mądrość zdobyć co trwa
Rozpoznać to, co możliwe
Od tego, w co obłęd nas pcha?

Marność – Kohelet powiada
– Lecz nad tą marnością jest Ktoś
Kto do miłości nas stworzył
Kto nas przenika na wskroś

Kto trzyma nas w swoim ręku
Policzył każdy nasz włos
Chce, byśmy byli szczęśliwi
Ważny dla Niego nasz los.

Lecz rany w sercu sprawiają
Że nie wierzymy Mu już
Lęk przed Nim, brak zaufania
Życie zamknięte na klucz…

Ale On czeka cierpliwie
By w progu powitać cię
Nie będzie robił wymówek
Tylko miłości twej chce.

Więc wracaj… wracaj do domu
Serce błądzące gdzieś tam
Tu twoje miejsce, tu właśnie
Wróć… jarzmo goryczy złam…

Po czerwonym dywanie

fot. pixabay.com

Staruszka z wózkiem na zakupy
Idzie do nieba
Po czerwonym chodniku
W niemodnym płaszczu
Moherowym berecie

Zmieszana i zawstydzona
Nie rozumie dlaczego
Kłaniają się jej aniołowie
Ministrowie czekają w kolejce
Prezesi przepuszczają w drzwiach

Przecież nic nie zrobiła
Nie zbawiła świata
Nie wynalazła szczepionki
Nie załatała budżetu
Nie rozbroiła bomby atomowej

Mogła się tylko modlić
Cierpliwie bawić wnuki
Odwiedzać chorą sąsiadkę
Ale to przecież normalne
Więc o co tyle krzyku

Lecz każdy krok w stronę światła
Sprawia że lepiej rozumie
Boga co płaci stokrotnie
Za rzeczy nawet te małe
Lecz wykonane z miłością

Czas decyzji

fot. pixabay.com

Stoisz na rozstajach dróg, co w dal prowadzą
Pytasz o decyzje, które sens nadadzą
Sekundom, co płyną niczym w rzece woda…
Miłość i spełnienie to Twoja nagroda.

Strach karmi się smutkiem, odwaga – nadzieją.
Czasem ponad głową zdarzenia się dzieją
Czasem w ciężkim trudzie codziennym kiełkują
Szczyty zdobywają ci, co ryzykują.

Trwoga może ścisnąć za gardło nieznośnie,
Szantażuje, skamląc pod drzwiami żałośnie
Nie przewidzisz wszystkich możliwych wydarzeń
Lecz nie pozwól nigdy pozbawić się marzeń!

Udręka to straszna, ogromne cierpienie
W lustrze wspomnień widzieć szans straconych cienie
I rozpamiętywać przeszłość, co nie wróci
Niczym przy ruletce zgorzkniali bankruci.

Wiesz, czym się smucili ci, co umierali?
Nie brakiem kariery … lecz że nie kochali
I że żyli w maskach, by innym dogodzić
To pęknięcie serca trudno załagodzić…

Możesz więc pójść naprzód przez morze otwarte
Lub obstawiać nadal lęku zgraną kartę
Poddać się pokornie, wrócić do niewoli
I nie myśleć więcej o duszy, co boli…

Chociaż boleć będzie… jak cierń wbity w rękę
Który niewyjęty ciągłą sprawia mękę.
I ból ten zagłuszyć próbujesz daremnie
Póki nie zrozumiesz: „Me szczęście jest we mnie!”

To jest czas decyzji, czas rozstajnych dróg
Wybierz mądrze, abyś w lustro spojrzeć mógł!

Tylko ty wiesz

fot. Adam Olszak

Najpierw myśl niczym błysk na umysłu krańcach głos
Jest idea, intuicja, wszystko proste zdaje się
Zrobić pstryk, działać w mig, na loterii szczęścia los
Sławę i czerwony dywan widzisz w każdym swoim śnie

Teraz jest chwila ta gdy z kanapy zwlec się czas
I wykonać najtrudniejszy najważniejszy pierwszy krok
Walczysz wciąż z sobą sam nagle okazuje się
Że grabarzem swoich marzeń jesteś ty – no co za szok!

Jednak nie, ruszasz się, powolutku w górę pniesz
Wtem upadek i trudności wokół ciebie piętrzą się
Poddać się? Dalej trwać? Pytasz stale, szukasz wciąż
Lecz uparcie idziesz naprzód z tymi, co wspierają cię

Wreszcie jest, widzisz sens, wreszcie coś udało się
Nagle tłumy masz przyjaciół, sukces wielu ojców miał
Lecz ty wiesz, że to blichtr, że po prostu zwodzą cię
Przyjacielem ten jest tylko, kto w trudnościach z tobą trwał

Tylko ty jeden wiesz, jaką cenę płaci się
Za sukcesu smak i radość, że na szczycie jesteś już
Tylko ty znasz ten stan, gdy na przekór wszystkim trwasz
Tylko ty wiesz, co to znaczy, kiedy jednak radę dasz!

Boję się

fot. Adam Olszak

Boję się
Porażki
Choroby
Niepowodzenia
I własnego cienia.

Lęk ma wielkie oczy.
Czai się przyczajony
Rzuca kłody pod nogi
Realny, choć nieokreślony.

Boję się
Ryzyka
Cierpienia
Niezadowolenia innych
Utraty reputacji

Lęk chce odebrać mi Ciebie
Stawia mur między nami
Podniosłem głowę
Popatrzyłem mu hardo w oczy
Zniknął.

Kocham.
Przestałem się bać.

Jak orły

Polskim lotnikom, walczącym w Bitwie o Anglię.

Polscy lotnicy z Dywizjonu 303, fot.wikipedia.pl

Polscy lotnicy z Dywizjonu 303, fot.wikipedia.pl

Tam wysoko pod niebem
Gdzie wzrok nie sięga człowieczy
Na śmierć i życie batalia
Z najeźdźcą okrutnym trwa
Gdy ciemność ziemię spowija
Kto złu może się przeciwstawić?
Gromada polskich szaleńców
Co dumę i odwagę ma!

I chociaż nikt szans wam nie daje
Bez lęku się w górę wzbijacie
Jak orły co lecą do słońca
Bo wolność wciąż w duszach im gra
Nie chcecie zaszczytów i sławy
O godność i honor walczycie
Pod flagą Tej co nie zginęła
Zwycięstwa smak każdy z was zna

Jak wroga w serce porazić
By spadł w płomieniach na ziemię
Wielu ratują nieliczni
Heroizm sprawia ten cud
Na koniec zamiast defilad
Niewdzięczność i zapomnienie
Lecz orły znów w górę wzlatują
Nad małość świata i brud

Bo poddać się nigdy nie wolno
Choć nawet cierpienie przygniata
Jakkolwiek los się potoczy
Wytrwale zaczynaj co dnia
Więc wstawaj, ruszaj do walki
Życie to skarb Twój największy
Poszybuj odważnie, wysoko
Nadzieja skrzydła ci da!

My way…

fot. Adam Olszak

Nim życie zdmuchnie nas jak świecy płomień delikatny
Zatrzymać warto się, by zyskać pogląd akuratny
Dziś więc – gdy życie mnie prowadzi znów na dróg rozstaje
By wybrać drogę swą, przed lustrem staję

Ja wiem, że trudno jest samego siebie trafnie sądzić
I że zdarzało się zagubić szlak, w ciemności zbłądzić
Lecz choć za błędy swe zapłacić przyszło cenę srogą
To wciąż pragnąłem iść mą własną drogą.

Ciągle pod wiatr, uparcie tak
Choć dobrze znam porażki smak
I głową w mur bić przyszło też
Czuć na policzkach ślady łez
To jednak wciąż
Wstawałem i
Szedłem wytrwale…

Dziś wdzięczność w sercu mym głęboką również chcę obudzić
Za dobra tyle i za wszystkich napotkanych ludzi
A choć tak może być, że ktoś ma żal lub żądzę mściwą
To ja zachować chcę
Pamięć życzliwą

Wybieram zatem drogę swą
Bo wierzę w to, że idąc nią
Nie muszę brnąć w układów mrok
I kłaniać się, spuszczając wzrok
To moje życie, więc chcę iść
Iść swoją drogą…

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén