Tag: zachwyt

Wiosna i Ty

fot. Adam Olszak

Znowu wiosna.
Triumf zieleni i kwiatów
i ptaków rozmowy.
Jasno i ciepło,
wiatru rześki powiew…

I Twoja obecność:
wytrwała, uparta
jak człowiek, gdy po zwycięstwo sięga.

Więc można tak kochać?
Nie chwilę,
lecz w każdej chwili?
w radości,
w smutku,
w zwątpieniu…
Wciąż trwać ze sobą
w dusz zjednoczeniu?

Rozmowa

fot. Adam Olszak

Z kruchej filiżanki
Unosi się miłość
Mgła słów
Sączy się niespiesznie
Wibruje delikatnie
Poruszeniami serca
Osiada na duszach
Niczym krople rosy
Skrzące się błyskiem porozumienia

Rozmawiamy

Na zawsze

fot. Adam Olszak

Przez powieki zamknięte widziałem Ciebie
Kiedy jeszcze nie miałaś twarzy
Nie wiedziałem, kim jesteś
Lecz tęskniłem za Tobą
Szukałem

Tyle pomyłek, rozczarowań
Potykałem się, lecz szedłem dalej
Wierzyłem, że w końcu Cię znajdę
Że się spotkamy
I już zostaniesz

Gdy na zakręcie życia
Pojawiłaś się niespodzianie
Serce dało znak, bym przystanął
Podszedł do Ciebie
Nie pozwolił Ci odejść

Warto było brnąć przez manowce
Warto było czekać
Szczęście ma Twoją twarz
Jesteś częścią mnie
Na zawsze

Tęcza

fot. Adam Olszak

Jesteś moją tęczą
Dotykiem piękna
Znakiem obietnicy
Miejscem spotkania słońca
Ze łzami nieba
Wylanymi nad światem

Pojawiasz się delikatnie
Jak miękki promyk nadziei
Wśród drzew co ciszą zdziwione
Prostują z ulgą konary
Liczą stracone liście
I opłakują zniszczone kwiaty
Które już nie wydadzą owoców

Wyrastasz wprost z milczenia
Co po burzy nastało
Okrywając przemoczoną ziemię
Niczym koc zziębnięte ramiona

Igrasz przede mną ze światła utkana
Na tle chmur co odpływają powoli
Odgrażając się pomrukiem grzmotów
Że dzieło zniszczenia
Jeszcze niedopełnione

A Ty po prostu jesteś
Koisz oczy i serce
Mówisz, że może być pięknie
I że to jednak dobro
Mieć będzie ostatnie słowo

Bądź…

Z Tobą…

fot. Adam Olszak

fot. Adam Olszak

Za oknem ciemność… lecz już świt nadchodzi
Dziś sen na próżno wokół domu krąży
Kiedy wtuleni w siebie rozmawiamy
Słów ciepłym deszczem miłość podlewając

Z Tobą czas biegnie szybko, choć łagodnie
Z Tobą naczynia same się zmywają
Wypełniasz przestrzeń swoją obecnością
Oddycham Tobą jak świeżym powietrzem

Gdy jesteś – wszystko jest na swoim miejscu
Codzienne sprawy stają się odświętne
Zauważone w swojej zwyczajności
Celebrowane jak ważna rocznica

Lubię spoglądać w głębię Twoich oczu
Bo w nich przebija Twe duchowe piękno
Dziękuję za to, że chcesz się nim dzielić
Niczym kwiatami, co spadają z nieba

Chcę Cię smakować, poznawać w zachwycie
Uczyć się Ciebie, z Tobą ruszyć w drogę
Po łuku tęczy wspiąć się na dach świata
O świcie pobiec plażą w stronę słońca…

Warszawa

fot. Adam Olszak

Fale mgieł porannych miękko obmywają
Eterycznych wieżowców rafy koralowe
Pierwszy promień słońca jak morska latarnia
Drogę pokazuje zbłąkanym w ciemności

Tak milcząco i sennie jest tylko o świcie
Później jazgot zgrzytliwy ciszy żyć nie pozwala
Puls codziennych bolączek przyspiesza szaleńczo
Przez ciasne żyły ulic spraw ludzkich krwiobieg pcha

Miasto niepokonane
Z morza ruin wzniesione
Czasem cię nie rozumiem
Z frustracji kląć chcę i wyć
Miasto wciąż zapędzone
Ze złudzeń odzierające
Kocham i nienawidzę
Lecz tutaj właśnie chcę żyć

Może jak kot mruczeniem do snu spokojnie kołysać
Lecz umie też poranić i podrapać do krwi
Przeżuwa i wypluwa, i nie masz cwaniaka
Z tych, co chcą je ujarzmić, prosto w twarz sobie drwi

Budzi lęk i urzeka
Jak narkotyk zniewala
Zmienne niczym pogoda
Obojętne jak głaz
Ale gdzieś na dnie serca
Dziwny ogień zapala
Który nigdy nie zgaśnie
Nim wypełni się czas…

Miasto niepokonane
Z morza ruin wzniesione
Czasem cię nie rozumiem
Z frustracji kląć chcę i wyć
Miasto wciąż zapędzone
Ze złudzeń odzierające
Kocham i nienawidzę
Lecz tutaj właśnie chcę żyć!

Jesteś

fot. Adam Olszak

Jesteś kwiatem co wyrósł pośrodku pustkowia
W smutku mrocznej dolinie, w pyle marzeń i snów
Mimo suszy palącej, mimo wiatrów przeciwnych
Wśród bezdusznych kamieni, ostrych jak kolce słów.

Życiodajnym strumieniem, co pustynię przenika
Duszę miękko obmywasz z gorzkiej zwątpienia rdzy
Jak rzęsista ulewa, co na ziemię spękaną
Spada z nieba łagodnie niczym kojące łzy.

Wierzyłem, że kiedyś Cię znajdę
W noce zimowe z tęsknoty utkane
Ciemnością spowite
Bez sekundy snu
W chmurach porannych widziałem
Twój portret jutrzenki poświatą pisany
Obecność Twą czułem, gdy zakwitł
Majowym wieczorem krzak bzu.

Jesteś wiosną po zimie i pobudką z koszmaru
Ciepłym wiatrem, co topi rozczarowań mych lód
Pierwszym słońca promieniem, co poranek zwiastuje
Wlewasz w serce otuchę i nadzieję na cud!

Wierzyłem, że kiedyś Cię znajdę
W noce zimowe z tęsknoty utkane
Ciemnością spowite
Bez sekundy snu
W chmurach porannych widziałem
Twój portret jutrzenki poświatą pisany
Obecność Twą czułem, gdy zakwitł
Majowym wieczorem krzak bzu.

A dziś odnalazłaś się sama
Gdy już zwątpiłem że kiedyś Cię spotkam
I szukać przestałem
Bezwolny jak głaz
Więc teraz rozgość się, proszę
To miejsce czekało na Ciebie
Niech szept naszych rozmów wieczornych
Już zawsze odmierza nam czas…

W duszy muzyka nam gra

fot. Adam Olszak

W codziennym życia kieracie
Ciężarem spraw przytłoczeni
Ludzie ze wzrokiem spuszczonym
W beton ponury wpatrzeni
Lecz kilka taktów wystarczy
By zmysły stępione poruszyć
By oczy podnieść zdziwione
Mur beznadziei nadkruszyć…

Więc śpiewać chcę dla was i grać
Radością napełniać wam serca
Niech płynie dziś muzyka ma
I dusze skulone przewierca
Niech z gęstwiny nut
Piękna wyłoni się cud
Owładnie, upoi, zapomnieć pozwoli
O życiu co czasem tak bardzo zaboli
Niech porwie wysoko do gwiazd!

Twarze straszliwie zmęczone
Szarością zmartwień pokryte
Sny z wielkich dążeń wyprane
Pragnienia starannie skryte
Niech dzisiaj zbudzą się wreszcie
Jak kolorowe motyle
W muzyki promieniach kwitną
Niczym wiosenne żonkile!

Bo w duszy muzyka nam gra
Więc dzielić się z wami nią chcemy
Jak wodę źródlaną co ma
Moc siły przywracać – dajemy
Niech z gęstwiny nut
Piękna wyłoni się cud
Owładnie, upoi, zapomnieć pozwoli
O życiu co czasem tak bardzo zaboli
Niech porwie wysoko do gwiazd!

…Więc uwierzcie że
Życie naprawdę ma sens
Że poddać się nigdy nie wolno rozpaczy
A wiara i miłość naprawdę coś znaczy
Wspinajcie się w górę, do gwiazd!

Uczucia nie lubią światła

fot. Adam Olszak

Uczucia nie lubią światła
Kryją się w sercu głęboko
Chowają się w zakamarkach
Niechętnie wypływają na powierzchnię

Niełatwo je wyrazić
Są trudne do ogarnięcia
Ciężko nadać kształt czemuś
Co przed kształtem się broni

Ty dajesz mi odwagę
By zajrzeć w głąb siebie
Dajesz mi słowa
By zamknąć w nich kosmos

Dajesz natchnienie
By nazwać nienazwane
Dajesz umiejętność
Zatrzymania w locie kropli deszczu

Zachwycam się Twoim pięknem
Harmonią ciała, ducha i umysłu
Każda sekunda pełna Ciebie
Niech tak będzie już zawsze

Dzień Kobiet

fot. Adam Olszak

Kiedyś goździki i rajstopy
Dziś bombonierki i tulipany
Wirtualne róże i całusy
Życzenia i zapewnienia

A wszystko to wyraz bezradności
Hołd nieświadomie złożony
U bram niezdobytej twierdzy
Biała flaga
W obliczu metafizycznej pułapki

Jesteście Tajemnicą

Nieprzeniknione w swej głębi
Skomplikowane i nieproste
Zagadki nierozwiązywalne
Pragmatycznym męskim umysłem
Wyzwania rzucone
Chęci wyjaśnienia wszystkiego.

Nie zmieniajcie się
Proszę

Przeniknięci

fot. Adam Olszak

Spojrzeniem, dotykiem, czułymi słowami
Muśnięciem co niczym afrodyzjak działa
Zbliżenie tworzymy pomiędzy duszami
Wpierw zanim w amoku połączą się ciała

Zbliżamy się teraz ku sobie wstydliwie
Miłosne wyznania nieśmiało szepczemy
Swe wargi wilgotne chwytamy łapczywie
Uczucia jak wino z ust swoich pijemy

Na górę urwistą wspinamy się razem
A z każdą sekundą nasz oddech przyspiesza
Gdy instynkt pociąga wewnętrznym nakazem
Namiętność gorącą natura rozgrzesza

Wtem wybuch wulkanu nas w niebo porywa
Rozbłyska w kosmosie galaktyka nowa
Gdy ciała wibrują, ekstaza nadpływa
W przeciągłym okrzyku, gdzie gubią się słowa!!!!

***
A potem na ziemię powoli spadamy
Z tysiąca kawałków złożeni na nowo
Złączeni namiętnie serc swoich słuchamy
Intymność scalamy szeptaną rozmową…

Góry

fot. Adam Olszak

Tyle codziennych spraw i dylematów
To, czym żyjemy, co jest życia treścią
Wybory trudne i zwykłe, codzienne
Bo każde życie – inną opowieścią

A góry patrzą spod przymkniętych powiek
Na ludzkich istnień długie korowody
Dla nich jesteśmy tylko krótkim mgnieniem
Maleńkim pyłkiem, w rzece kroplą wody…

Swym majestatem mogą odczarować
Sprawy, co się tak bardzo ważne zdają
I oglądane z innej perspektywy
Drobiazgiem mało znaczącym się stają

Warto więc w góry zawitać czasami
By złapać dystans, by trochę ochłonąć
Aby proporcje właściwe przywrócić
Zapałem, wiarą na nowo zapłonąć.

Motyl

fot. Adam Olszak

Wśród szarych, smutnych, odrapanych bloków
Pośrodku miasta co się zawsze spieszy
Gdzie smutne dzieci beton tylko widzą
I żadna zieleń oka nie ucieszy

Pojawił się raz motyl kolorowy
Z innego świata wysłannik bezbronny
Przeleciał tańcząc pomiędzy oknami
Mącąc szarości obraz monotonny

Tylko przeleciał… skrzydła kolorowe
Szybko go z morza betonu zabrały
Lecz nawet krótkie chwile jego tańca
Swoim widokiem radość ludziom dały

Zmartwiona babcia, dziecko osowiałe
Pani z parteru zawsze zatroskana
Każdy na chwilę o smutku zapomniał
Każdy z nich radość poczuł tego rana

Motyl odleciał tam, gdzie kwitną kwiaty
Gdzie łąka kwitnie cała w barwach lata
Zostało po nim radości wspomnienie
I zaproszenie do lepszego świata

Choć wokół szarość, słońce za chmurami
Czasem naprawdę tak niewiele trzeba…
Wystarczy uśmiech, by stać się motylem
Co innym ludziom da kawałek nieba.

Nie płoszmy tej ciszy

fot. Adam Olszak

Pod niebem sierpniowym leżymy objęci
Otuleni milczeniem niczym kołdrą puchową
Chłód nocy przed ciepłem ciał naszych umyka
Wycofuje się cicho aby magii nie spłoszyć
Szczęścia chwili…

Patrzymy jak gwiazdy spadają bezgłośnie
Każda z nich to marzenie co spełnione zostanie
Muzyka kosmosu ogarnia nam serca
Nie wyrażą jej nuty, nie oddadzą jej słowa
Tylko cisza…

Pył gwiezdny powoli opada na ziemię
Chcielibyśmy go z nieba sypać ludziom na głowy
Zaplatać warkocze komecie Halleya
Na pierścieniach Saturna wypić kawę poranną
Spontanicznie…

Godziny tej nocy zbyt szybko mijają
Perseidy gonitwę swą po niebie prowadzą
Sen krąży dokoła lecz zbliżyć się boi
Tracić czasu nie wolno gdy sekunda jak wieczność
Pełna wzruszeń…

Milczymy dotykiem łagodnym złączeni
Czasem cisza miłością napełniona wystarczy
Nie trzeba jej płoszyć zbędnymi dźwiękami
Słowa mogą coś znaczyć lecz nie mówią niczego
Niepotrzebne…

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén