Tag: walka (Page 1 of 2)

Trwamy

fot. Anna Rivus

Utkani z lęków i marzeń
obowiązków
pragnień
zdarzeń…

Swego prawa do szczęścia
niepewni
samym sobie
wierni – niewierni.

Z sercem przeszytym pytaniami
jak Ten, Który kocha obejdzie się z nami?

Czy bieg rzeki dla nas
zawróci?
Czy jak człowiek – wykorzysta,
odrzuci?

Paradoksami życia miotani
znienawidzeni
ukochani,
odrzuceni – wybrani.
Trwamy.
Wciąż trwamy…

I każdego dnia
słońce wschodzi nad nami.

 

Wołanie z dna serca

fot. Adam Olszak

Gdy Bóg wysłuchał modlitwy Sary
I słów Tobiasza pełnych goryczy,
Na długo zamilkł, współczuciem zdjęty
Że rozpacz trapi jego stworzenia

Natychmiast Rafal, posłaniec z nieba
Wyruszył w podróż z młodym Tobiaszem
Aby go chronić i aby Sarę
Wyrwać z zachłannych szponów demona

Jak znaleźć wytrych do serca Boga?
Jaka modlitwa ma taką siłę,
Że Stwórca świata ku niej się zwraca
I nie zostawia bez wysłuchania?

To słowa, które płyną wprost z serca
Z jądra ciemności nieprzeniknionej
Z pęknięcia na dnie duszy człowieczej
Co źródłem wszelkich zwątpień i lęków

Bóg, który dla nas zstąpił do piekieł
I wyszedł żywy z grobu otchłani
Na pastwę śmierci nas nie zostawia
Lecz walczy o nas z nami samymi

Czasem nam w podróż wyruszyć każe
Która okazją jest, by dorosnąć
Odważnie spojrzeć w ślepia demonów
Pokonać lęki, rozerwać więzy

I nie porzuca nas, gdy zbłądzimy
Gdyż Aniołowie Jego czuwają
Dyskretnie krzywe prostując ścieżki
By nie powiodły nas ku przepaści

Warto więc wołać w bezsenne noce
Choćby się wiara w popiół zmieniała
By skarga duszy bólem dręczonej
Mogła poruszyć ojcowskie serce…

Ballada o strumieniu

fot. Adam Olszak

Strumień przy źródle jest wąską strugą
Wije się lekko wśród skał i kwiatów
Jeszcze niepewny, szuka kierunku
Chce naprzód płynąć, lecz nie wie dokąd.

Od zdroju coraz dalej odpływa
Jednak nie słabnie… lecz zasilany
Wodą dopływów, deszczu kroplami
Stale się wzmacnia i potężnieje.

Na górskich zboczach nagle przyspiesza
Sprężysty, wartki, młodością gnany
Jego energia może pomagać
Lub niszczyć wszystko na swojej drodze.

Gdy przez równinę szlak jego wiedzie
Dostojnie zwalnia, pluszcze leniwie,
A brzegi zdobi jasną zielenią
Bo gdzie dociera, tam wraca życie.

Są również lęku wiry zdradliwe
Jest susza, która siły wypala
I ciemne chmury – skrzydła aniołów,
Co nowy zapał przynoszą z nieba.

Dokąd wędrujesz, jasny strumieniu?
Kto twych zakrętów linię wyznaczył?
W blasku księżyca szepczesz pytania
Gdy powiew zmąci gładkość odbicia.

Gdzieś jest ocean… przyzywa głębią
Lecz zanim jego częścią się staniesz
Możesz się złączyć z innym strumieniem
By dwa jak jeden odtąd płynęły…

Dlatego warto, choć serce krwawi
Dać się zaskoczyć o wschodzie słońca…

Zaczadzenie

 

fot. Adam Olszak

Twoich kłamstw zaczadzony koszmarem
Smogiem marzeń toksycznych zatruty
Duszę się

Chcę uwolnić się wreszcie od ciebie
Fotografie z albumu pamięci
Palą się

Powietrze chwytam łapczywie
Każdy oddech to walka o życie
Normalność jak tlenu łyk
Do wyjścia biegnę na oślep
Z labiryntu wciąż uciec próbuję
Zwierzę schwytane we wnyk

W gęste bagno chaosu zapadam
Bezskutecznie oddzielić próbuję
Ziarna słów

Co jest prawdą – co fatamorganą
Wyobraźni twej chorej iluzją
Nie wiem znów

Rozczarowanie jak chmura
Dym trujący me płuca wypełnia
Nie chcę przeszłością już żyć
Odrzucam cię tu i teraz
Swoje łgarstwa dla innych zachowaj
Ja chcę do słońca się wzbić

Linę wspomnień tnę beznamiętnie
By niepamięć je mogła pochłonąć
Z tobą wraz

Żrący balast za burtę wyrzucam
Spada w przepaść by zniknąć na zawsze
Błędów głaz

Skończona mroczna udręka
Czysta radość w mych oczach pulsuje
Życie cudowne jest tak
Wolnością wreszcie oddycham
Znowu w miłość uwierzyć potrafię
Ku szczęściu wybieram szlak!

Piosenka o przemijaniu

fot. Adam Olszak

Niełatwo cierpieć kiedy spada cios
A diabli wzięli twe wszystkie teorie
Nie biec na oślep, nie psioczyć na los
Z godnością pisać wciąż swoją historię
Każdego dnia…

Cierpliwie znosić przemijania ból
Gdy rany szarpią dopiero zadane
Pozostać sobą, nie odgrywać ról
Choć dusza wyje w udręce nad ranem
Jak struna drga…

Czy lepsze serce jest marmurowe
Czy żywe z ciała, co zranić się da?
Murem kamiennym się obwarować
Czy łapać chwilę obecną, co trwa?
Choć miłość może przynieść cierpienie
Stale jej szukasz, wyglądasz co dzień
Kiedy nadchodzi, wszystko rozjaśnia
Przy Twoim cieniu widzisz drugi cień.

….Więc chociaż rozejść mogą się drogi
A ból po stracie ciężki jak życie
To krok do przodu robisz z nadzieją
Że przecież słońce wstanie o świcie
Rozpali żar!

Błąkamy się jak mewy samotne
Gotowe walczyć o zdobyczy kęs
Lecz czasem chmura zjawia się czarna
Co każe pytać w milczeniu o sens
Pokochać kogoś – to ryzykować
Kto podszedł blisko, może wbić ci nóż
Lecz bez miłości dusza obumiera…
Jak pusta studnia, którą pokrył kurz.

***
Ci, co odeszli, są  też częścią nas
Gdzieś w tkankę serca wrośnięci głęboko
Film z ich twarzami zakończy nasz czas
Kiedy ze śmiercią zielonooką
Spotkamy się…

Gra o sens

fot. Adam Olszak

W lustrze widzisz co rano
Swą twarz tak bardzo zmęczoną
Znów bolesny upadek
Choć miało  pięknie tak być
Kto twym życiem kieruje
Diabeł, Bóg czy przypadek?
Tyle dróg jest łatwiejszych
Lecz ty niełatwo chcesz żyć

I znowu do gry z losem siadasz
jak hazardzista uparty
Blefujesz i stawkę podbijasz
łykając wściekłości łzy
Choć on, drwiąc z ciebie bezczelnie,
znaczone rozdaje karty
Godność i duma ci każą
zachować reguły gry.

Czy życie twoje jest filmem,
gdzie zasnął reżyser pijany?
Milczy niebo, gdy pytasz
A jednak rolę swą grasz
I choć zranią cię czasem
ludzie podli i mali
Nie chcesz giąć karku przed nimi
Odważnie patrzysz im w twarz

Bo życie to taniec na linie
Nad krawędzią otchłani
Patrzy niebo i piekło
Czasem zerknie sam Bóg
Więc chociaż sił już brakuje
Znów rzucasz światu wyzwanie
Tańczysz najpiękniej jak umiesz
Swych marzeń  przekraczasz próg

Bo życie to droga pod górę
Nad przepaścią w ciemności
Gdzie każdy krok jest wysiłkiem
I walką o tlenu kęs
Lecz czasem błyśnie w ciemnościach
Nadziei małe światełko
Które ci wiarę przywraca
Że to wszystko ma sens

 

Małe przerażone „ja”

fot. Adam Olszak

Kim jestem? Wciąż nie wiem. Szukam odpowiedzi.
Maski na mej twarzy. Maski, maski, maski.
Trzymają się mocno lękiem przyklejone
Gdy tańczę przed światem, by słyszeć oklaski

Gdzieś tam pod maskami jestem ja prawdziwy
Gdzieś tam żyje moje „ja”, co przerażone
Błądzi samo w ciemnym nieprzyjaznym lesie
Wrócić chce do domu tułaczką zmęczone

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
W ciemności zgubione
Przed ludźmi schowane
Drogi szuka wciąż
Drogi szuka wciąż

Maleńkie światełko na krańcach ciemności
Jasne okna domu majaczą w oddali
Wewnątrz moje serce tak bardzo spragnione
By siebie pokochać, by się w jedność scalić

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Z miłości stworzone
Dla miłości żyje
Bardzo kochać chce
I kochanym być

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Odnalazło drogę
Wróciło do domu
Puka do mych drzwi
Puka do mych drzwi

Barykada na progu

fot. pixabay.com

Gadające głowy kłócą się o rację
Nie wynika z tego absolutnie nic
Napiszą w ustawie co jeść na kolację
Mam im przytakiwać jak bezwolny widz

Spadam
Spadam
Spadam
W bezdenną studnię zagubienia
Jak Ikar co
Chciał uciec stąd
Prawda i kłamstwa wymieszane
Zwątpienie żre
Duszę jak trąd

Prawica, lewica, władza, opozycja
Chcą inwigilować, sprawdzać noc i dzień
Nie masz prywatności, żyjesz wirtualnie
Gdy Wielkiego Brata stale widzisz cień!

Mam dość
Mam dość
Mam dość
Mam dość waszego zakłamania
Nie wierzę wam,
zostawcie mnie,
Was nie obchodzi moje dobro
O władzy smak
Bijecie się!

Tysiące pomysłów jak ustawiać życie
Ludziom co zmęczeni nie chcą walczyć już
Ciężary nakładać nie do uniesienia
Małym pionkiem jesteś, więc pokornie służ!

Krzyczę
Krzyczę
Miotam
Słowa protestu jak kamienie
Niewolnik co
Zbuntował się
Na progu domu barykadę
Z mojej wolności
Stworzyć chcę!

Trucizna

fot. Adam Olszak

Choć w ustach słodka jak miód
Przepalasz moje wnętrzności
Trucizna z krwią pompowana
Do każdej komórki i kości

Choć kiedyś dawała szczęście
Dziś niesie paraliż serca
Krąży w żyłach podstępnie
Jak nieuchwytny morderca!

Zabijasz we mnie to co najlepsze
Zimnym spojrzeniem i cyniczną grą
Sztyletem kpiny mordujesz marzenia,
Twe słowa jak ostre noże serce tną!

Modliszka jak żywioł zachłanna
Co szczęścia miraże roztacza
By zburzyć je w jednej sekundzie
Gdy ktoś twą granicę przekracza

Jak Narcyz wpatrzony w odbicie
W swych lękach wciąż uwięziona
Nie umiesz kochać naprawdę
Bliskość odrzucasz spłoszona

Zabijasz we mnie to co najlepsze
Zimnym spojrzeniem i cyniczną grą
Pożerasz miłość, niszczysz motywację
Twe słowa jak ostre noże serce tną!

Dzisiaj odchodzę, znikam obojętnie
W mym życiu miejsca już dla ciebie brak
We własne sidła wpadasz uwikłana
Przeżuwasz gorzki samotności smak!

Moje „ja” zgubione…

fot. Adam Olszak

Moje „ja”, od którego uciekłem
Dla spokoju, kariery, wygody
Opuszczone. Zepchnięte w niepamięć,
Jak kamienie wrzucone do wody.

Jak się siebie zaparłem? I kiedy?
Z lęku nożem do gardła przytkniętym
Uwierzyłem, że może tak trzeba:
Słuchać innych, choć z sercem pękniętym…

„Ja” prawdziwe… niechciane. Zdradzone
Za srebrniki spokoju świętego
Prestiż, splendor, znaczenie i podziw
Życie sztuczne zamiast prawdziwego.

Lecz co zrobić z duszą udręczoną?
Jak jej rany uleczyć bolące?
Wciąż pozory, kamuflaż, kontrola,
Aby ukryć pęknięcie krwawiące.

Lecz dziś w sobie znajduję odwagę
Aby spotkać swe „ja” porzucone
Strach pokonać, co jarzmo nakłada
I odnaleźć marzenia zgubione…

Cały jestem…

fot. Adam Olszak

Zapadam się w popiół
Ze spalonych marzeń
Połamanych ideałów
Daremnie szukam oparcia
Popiół wszędzie popiół
W ustach uszach oczach przełyku płucach
Cały jestem popiołem
Cały jestem prochem

Spadam wciąż spadam
W głąb studni bezdennej
Bez punktu odniesienia
Pogrążony w ciemności
Cały jestem spadaniem
Cały jestem krzykiem

Rozpadam się
Na miliony kawałków
Bezużyteczny
Jak stłuczony dzban
Cały jestem cierpieniem
Cały jestem bólem
Pragnieniem nieistnienia
I kłębkiem bezsensu

Czy jest ręka co chwyci
I złoży w całość na nowo
Czy jest słońce co ciemność
Rozjaśni o świcie
Czy jest źródło co sensem
Napełni raz jeszcze

Przyjdź
Wołam

Wylogowana

fot. Adam Olszak

Długi ogon cudzych spraw
Ciągniesz za sobą co dzień wytrwale
Dokądś biegniesz, szarpiesz się
Lecz takie życie nie cieszy Cię wcale
Telefon wciąż
tkwi w ręce Twej
jak ostry miecz.

Jak kukiełka w teatrzyku
swoją rolę grzecznie grasz
Choćby serce wyło z bólu
Uśmiech zdobi Twoją twarz

Niespełnienia czujesz ból
Łzy Twe w poduszkę co noc wsiąkają
O uznanie żebrzesz tych,
Którzy oddaniem Twym pogardzają
Jak przedmiot, co
Przydatny jest
Traktują Cię

Mówisz: „Nikt mnie nie rozumie,
Radzę sobie sama znów”
Lecz odpychasz dłoń pomocną
Wokół siebie kopiesz rów.

Czy kamienny przerwiesz krąg
Pokonasz lęk swój, zrzucisz kaganiec
Czy po prostu chcesz tak żyć
Niczym bezradny w celi skazaniec
Ofiarą być
Na pewno też
Swe plusy ma

Popatrz: morze się otwiera
Abyś suchą stopą szła
Pójdziesz naprzód czy zawrócisz
Bo wciągnęła Cię ta gra?

Pytania bez odpowiedzi

fot. Adam Olszak

Oczywistość gdzieś się zatraciła
Nie ma już prostych odpowiedzi
Kształty są jasne i nieostre
Wątpliwości jak rój szerszeni

Mała iskra może rozniecić pożar
Choć chmury ciemne deszcz niosą
Ktoś powyrywał drogowskazy
Każdy krok to ryzyko potknięcia

Wszystkie dogmaty nagle podważone
Rozłożone na pierwsze czynniki
Pytania rzucam na wiatr
Wiedząc że utoną w milczeniu

Twoje oczy jak morska latarnia
Wśród fal wszechogarniającego chaosu
Ale do ciszy bezpiecznej przystani
Jeszcze daleko przez mielizny i skały

Okrutna jest wolność i bezlitosna
Choć tak bardzo jej pragniemy
Ciężarem nieznośnym się staje
Gdy nikt nie zdejmie odpowiedzialności

Błądzić jest rzeczą ludzką
Choć czasem cena bardzo wysoka
Gdy niepewność sprzymierzy się z lękiem
Tylko miłość stawi im czoła

Lalka

fot. Adam Olszak

Kolejne zwycięstwo, potyczka wygrana
Sukces jak narkotyk, lecz szybko cię zdradzi
Jeśli dasz się wciągnąć w boje niepotrzebne
Nie wiedząc, dokąd ta droga prowadzi.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Codziennie przyspieszasz, następne zadania
A dni w kalendarzu szczelnie wypełnione
Świat już twoje życie sobie zaplanował
Wmawia ci, że wszystko dawno przesądzone.

Ktoś chce twego biegu bez chwili wytchnienia
Gdy stanąć próbujesz, wściekle cię pogania
Bo wie, że wolność w duszy niewolnika
Tam się zaczyna, gdzie trudne pytania.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Bo choć nie wszystko od ciebie zależy
I jutro niebo może w ogniu być
Lepiej wyruszyć i podjąć ryzyko
Zamiast w chocholim tańcu z bólu wyć!

Spadanie

fot. Adam Olszak

Ciemność tak gęsta
Że nieprzenikniona
Owija duszę
Jak gruba zasłona
Blokuje oddech
Obezwładnia lękiem
Sprawia że się staję
Cały cichym jękiem
Dochodzącym z dna….

Spadam jak kamień
Połamane skrzydła
Upadły anioł
Zaplątany w sidła
Nie wiem, kim jestem
Odrzucam sam siebie
Nie mam już miejsca
Na ziemi ni w niebie
Spadam, spadam wciąż!

Czy ktoś mnie chwyci?
Czy ktoś jęk usłyszy?
Czy krzyk bezgłośny
Rozmyje się w ciszy?
Gdzie szukać światła?
Jak zbudzić odwagę?
Jak się zatrzymać,
Chwycić równowagę?
Bezsilność jak noc.

Już nie mam siły
Walczyć z nieważkością
Ciągle przegrywać
Ze swoją małością
Na twarzy błoto
Ze wstydem zmieszane
Wnika w mą duszę
Przez łzy co nad ranem
Z oczu sączą się

Gdzie jest nadzieja?
I jak ją obudzić?
Dać sobie szansę
Lub przestać się łudzić?
Walczyć uparcie
Czy już zejść ze sceny?
Jak się uwolnić
Od duszy gangreny?
Pytam, pytam wciąż…

Twój obraz w pamięci

fot. Adam Olszak

Co zrobić gdy stoisz
Wśród dymiących zgliszczy
Bo na twoich oczach
Dom zawalił się?
Czy grzebać w ruinach,
Rozdrapywać rany
Czy iść nową drogą
Cicho roniąc łzę?

Co zrobić, gdy życie
Kpi z ciebie okrutnie
Niczym stary szuler
Wciąż nabiera cię?
Czy odejść od stołu
Z cynicznym uśmiechem
Czy wierząc zuchwale
Zacząć nową grę?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Czy chcesz odbudować
Mosty, co spalone
Wzajemną pretensją,
jadem gorzkich słów?
Miłością wyleczyć
Uczucia zranione
Odrodzić namiętność
I zaufać znów?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Popielec

fot. Adam Olszak

Biorę do ręki
Niespełnione marzenia
Pęknięte iluzje
Życiowe błędy
Poplamione ideały
Niezrealizowane plany

Wspomnienia co kłują jak ciernie
Słowa raniące o jedno za dużo
Chwile których się wstydzę

Wrzucam je w ogień
Przebaczający
Juz nie mają władzy
Nad moim myśleniem
Stają się popiołem
Co woła że marność

Sypię go na głowę
Zaczynam od nowa.

Jesteś moim aniołem

fot. Adam Olszak

Jak brzydkie kaczątko ze wzrokiem spuszczonym
Taka byłam zanim pokochałeś mnie
Zagubiona w akcji, niewierząca w siebie
Wszystkich zadowolić wciąż starałam się.

Ciągle wystraszona, bez swojego zdania
W milczeniu cierpiałam, kiedy spadał cios
Ale dzięki tobie poczułam odwagę
Nagle świat zdumiony usłyszał mój głos!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

Już się nie dam stłamsić, wcisnąć w cudze ramy
Chcę żyć swoim życiem i nie cofnę się
Ty mi dałeś siłę, wiarę i nadzieję
By odnaleźć szczęście, już wiem czego chcę!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

W obliczu decyzji

fot. by Lidia Kozenitzky, available from http://commons.wikimedia.org/wiki/User:Effib

W jutro zbyt mocno wychyleni
Albo przeszłością zaczadzeni
Nie spostrzegamy, jak ucieka
Chwila obecna – niczym rzeka.

Czas brania odpowiedzialności
I pokonania bezradności.
Więc choćby mocno w twarz Ci wiało
Swym lękom spojrzyj w oczy śmiało

A co pomyślą lub powiedzą
Ludzie, co zawsze lepiej wiedzą?
Rozważ: to Twoje czy ich życie?
Wolisz żyć w smutku czy w zachwycie?

Możesz się więc zaangażować
W życie… lub głowę w piasek schować.
Jesteś kowalem swego losu,
Posłuchaj zatem serca głosu

Bo tylko serce słucha marzeń,
Nie kalkuluje przyszłych zdarzeń,
Wierzy nadziei wbrew nadziei,
Która pękniętą duszę sklei

Pociąg już stoi na peronie
Możesz wziąć sprawy w swoje dłonie
Morze Czerwone się otwiera
Nie jutro, nie za miesiąc. Teraz.

Chmura

fot. Adam Olszak

Ciemna chmura w oddali
Budzi lęk przed nieznanym
Sparaliżowany
Świat czeka na cios

Jako chłopiec
Uciekałem przed nią
Szukałem schronienia
Na odludnym strychu świata

Jako mężczyzna
Wchodzę w nią odważnie
Pozwalam się ogarnąć
By odkryć zdumiony
że składa się z miłości
choć wymieszanej z cierpieniem

Tylko to połączenie jest prawdziwie płodne
Zdolne porwać pod niebo, zmienić planet bieg
Jak chemiczna reakcja wyzwala energię
Porywa do walki, pokonuje lęk.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén