Tag: słońce

Tęcza

fot. Adam Olszak

Jesteś moją tęczą
Dotykiem piękna
Znakiem obietnicy
Miejscem spotkania słońca
Ze łzami nieba
Wylanymi nad światem

Pojawiasz się delikatnie
Jak miękki promyk nadziei
Wśród drzew co ciszą zdziwione
Prostują z ulgą konary
Liczą stracone liście
I opłakują zniszczone kwiaty
Które już nie wydadzą owoców

Wyrastasz wprost z milczenia
Co po burzy nastało
Okrywając przemoczoną ziemię
Niczym koc zziębnięte ramiona

Igrasz przede mną ze światła utkana
Na tle chmur co odpływają powoli
Odgrażając się pomrukiem grzmotów
Że dzieło zniszczenia
Jeszcze niedopełnione

A Ty po prostu jesteś
Koisz oczy i serce
Mówisz, że może być pięknie
I że to jednak dobro
Mieć będzie ostatnie słowo

Bądź…

Ballada o strumieniu

fot. Adam Olszak

Strumień przy źródle jest wąską strugą
Wije się lekko wśród skał i kwiatów
Jeszcze niepewny, szuka kierunku
Chce naprzód płynąć, lecz nie wie dokąd.

Od zdroju coraz dalej odpływa
Jednak nie słabnie… lecz zasilany
Wodą dopływów, deszczu kroplami
Stale się wzmacnia i potężnieje.

Na górskich zboczach nagle przyspiesza
Sprężysty, wartki, młodością gnany
Jego energia może pomagać
Lub niszczyć wszystko na swojej drodze.

Gdy przez równinę szlak jego wiedzie
Dostojnie zwalnia, pluszcze leniwie,
A brzegi zdobi jasną zielenią
Bo gdzie dociera, tam wraca życie.

Są również lęku wiry zdradliwe
Jest susza, która siły wypala
I ciemne chmury – skrzydła aniołów,
Co nowy zapał przynoszą z nieba.

Dokąd wędrujesz, jasny strumieniu?
Kto twych zakrętów linię wyznaczył?
W blasku księżyca szepczesz pytania
Gdy powiew zmąci gładkość odbicia.

Gdzieś jest ocean… przyzywa głębią
Lecz zanim jego częścią się staniesz
Możesz się złączyć z innym strumieniem
By dwa jak jeden odtąd płynęły…

Dlatego warto, choć serce krwawi
Dać się zaskoczyć o wschodzie słońca…

Wiosna

fot. Adam Olszak

Zima ustępuje wiosną zawstydzona
Cofa się niechętnie, na północ odpływa
Tylko dziury w asfalcie niczym świeże rany
Resztki brudu, którego śnieg już nie zakrywa

Lecz gdy promień światła padnie na kałuże
Mokry asfalt skrzy się jak kolie brylantowe
Poszarzałe ulice, popękane mury
Odzyskują piękno
To co złe minęło
I wszystko jest nowe

Skuleni jak pająki w zimnie i ciemności
Oczy przecieramy blaskiem oślepieni
Wybudzeni z apatii, drętwej rezygnacji
Skazańcy ułaskawieniem nagłym zaskoczeni

Warto było do ciebie iść wiosno niepowstrzymana
Warto było przez zaspy brnąć resztkami woli
Za nami nocy ciemnej sny przygnębiające
Budzimy się do życia, które już nie boli…

Uwierz słońcu

fot. Adam Olszak

Ból istnienia przenika do głębi
Pali serce jak gorycz trująca
Chmura myśli pod czaszką się kłębi
Niepokoi i uwiera jak cierń

Lecz choć niemoc bezsilna cię gnębi
To nadzieja – jaskółka kwiląca
wyswobodzić z pazurów jastrzębi
jest się w stanie – nieuchwytna jak cień

Bo gdy ciemność krzyczy i pustka dokoła
Kiedy smutek osacza wszechobecny jak mgła
Na dnie serca jakiś nieśmiały głos woła
Że wyjść krok po kroku z labiryntu się da
I rozplątać może się to, co splątane
I że jeszcze odnajdziesz w życiu radość i sens
Tylko uwierz słońcu że wzejdzie nad ranem
I osuszy łzy słone z pajęczyn twych rzęs…

A gdy wreszcie promień światła
Padnie na łez rosę świętą
Blask im nada tajemniczy
Najczystszym równy diamentom…

Bo gdy ciemność krzyczy i pustka dokoła
Kiedy smutek osacza wszechobecny jak mgła
Na dnie serca jakiś nieśmiały głos woła
Że wyjść krok po kroku z labiryntu się da
I rozplątać może się to, co splątane
I że jeszcze odnajdziesz w życiu radość i sens
Tylko uwierz słońcu że wzejdzie nad ranem
I osuszy łzy słone z pajęczyn twych rzęs…

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén