Tag: samotność

O pochlebcach

fot. Adam Olszak

Rozpoznają zapisane wyrazy
Usłyszane słowa
Z hukiem uderzają w dłonie
Dobrotliwie kiwają głowami…

Rozumie się zawsze po cichu
Czasem bez słowa
By zrozumieć
Znajdujemy czas
I miejsce

Dowiadujemy się w pośpiechu
Między wyjściem
A wejściem
Rozszarpując serce.

Samotność

fot. Adam Olszak

W myślach biegną cienie ludzi
Rosną jak chmury gnane wiatrem
Mijają
Poranek jest zimny

Uściski, ukłony
Gest nad słowem zawieszony
Niechby chociaż słońca promyk
Żar ognia

Wyrazy uznania
Nadziei
Życzenia z głębi dobrego wychowania
Mówią, że będzie dobrze
Ale nie mówią – dlaczego

Łza – zdrajczyni – opuszcza
Ukradkiem oko
Trochę ciepła.

Ciężka dola Anioła Stróża

fot. Adam Olszak

Anioł Stróż na obłoku siedzi zadumany:
Jak ich poznać ze sobą, jak serca otworzyć?
W noc bezsenną obmyśla strategiczne plany
By dwie połówki jabłka w jedną całość złożyć.

Patrzy Anioł na Ziemię i wzdycha głęboko
Bo daleko od siebie dwa serca stęsknione
A do tego spowite zmęczenia pomroką
Pyłem codziennej walki z życiem oprószone…

Od zawsze za sobą tęsknią
Nie wiedząc o swym istnieniu
Lecz ugrzęźli w monotonii,
W zmurszałym zobojętnieniu

I jeszcze ta wolna wola
Którą uszanować trzeba
Nie da się do szczęścia zmusić
Lub siłą wciągnąć do nieba

Więc chociaż by się chciało krzyknąć wprost do ucha
By klapki spadły z oczu ślepych, choć otwartych
Cierpliwie drobnych zdarzeń układanka krucha
Prowadzi ich do portu ramion rozpostartych.

Jeszcze tylko dwa zakręty
Jeszcze tylko trzy potknięcia
Aż się przetną drogi krzywe
I pochwyci ją w objęcia…

Piosenka o przemijaniu

fot. Adam Olszak

Niełatwo cierpieć kiedy spada cios
A diabli wzięli twe wszystkie teorie
Nie biec na oślep, nie psioczyć na los
Z godnością pisać wciąż swoją historię
Każdego dnia…

Cierpliwie znosić przemijania ból
Gdy rany szarpią dopiero zadane
Pozostać sobą, nie odgrywać ról
Choć dusza wyje w udręce nad ranem
Jak struna drga…

Czy lepsze serce jest marmurowe
Czy żywe z ciała, co zranić się da?
Murem kamiennym się obwarować
Czy łapać chwilę obecną, co trwa?
Choć miłość może przynieść cierpienie
Stale jej szukasz, wyglądasz co dzień
Kiedy nadchodzi, wszystko rozjaśnia
Przy Twoim cieniu widzisz drugi cień.

….Więc chociaż rozejść mogą się drogi
A ból po stracie ciężki jak życie
To krok do przodu robisz z nadzieją
Że przecież słońce wstanie o świcie
Rozpali żar!

Błąkamy się jak mewy samotne
Gotowe walczyć o zdobyczy kęs
Lecz czasem chmura zjawia się czarna
Co każe pytać w milczeniu o sens
Pokochać kogoś – to ryzykować
Kto podszedł blisko, może wbić ci nóż
Lecz bez miłości dusza obumiera…
Jak pusta studnia, którą pokrył kurz.

***
Ci, co odeszli, są  też częścią nas
Gdzieś w tkankę serca wrośnięci głęboko
Film z ich twarzami zakończy nasz czas
Kiedy ze śmiercią zielonooką
Spotkamy się…

Moja droga

fot. Adam Olszak

Dokąd prowadzisz drogo kręta:
Na szczyty gór czy ku zagładzie?
Przed siebie gnam niepowstrzymanie
Choć mrok się już na ziemię kładzie.

Co czeka na mnie za zakrętem?
Map nie chcę – wolę mknąć w nieznane
Choć nieraz wąsko i pod górę
Sam jestem swojej drogi panem.

Wydłużają się cienie
Gwiazdy już na niebie
Kompasem są
Ciemność mnie nie zatrzyma
Życie jest podróżą
Odwieczną grą!

Pytają mnie, czy gdzieś przystanę
Stabilizacji rajem kuszą
Tacy jak ja nie cierpią klatek
Wciąż nowych ścieżek szukać muszą.

Bez pośpiechu przed siebie
w dal rozsłonecznioną
kocham ten stan
Chociaż przyszłość los ukrył
Za cienia zasłoną
Ja mam swój plan.

A gdy sił już zabraknie
I powietrza w płucach
Do raju bram
Droga mnie poprowadzi
W księżycowym blasku
Pójdę nią sam…

Małe przerażone „ja”

fot. Adam Olszak

Kim jestem? Wciąż nie wiem. Szukam odpowiedzi.
Maski na mej twarzy. Maski, maski, maski.
Trzymają się mocno lękiem przyklejone
Gdy tańczę przed światem, by słyszeć oklaski

Gdzieś tam pod maskami jestem ja prawdziwy
Gdzieś tam żyje moje „ja”, co przerażone
Błądzi samo w ciemnym nieprzyjaznym lesie
Wrócić chce do domu tułaczką zmęczone

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
W ciemności zgubione
Przed ludźmi schowane
Drogi szuka wciąż
Drogi szuka wciąż

Maleńkie światełko na krańcach ciemności
Jasne okna domu majaczą w oddali
Wewnątrz moje serce tak bardzo spragnione
By siebie pokochać, by się w jedność scalić

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Z miłości stworzone
Dla miłości żyje
Bardzo kochać chce
I kochanym być

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Odnalazło drogę
Wróciło do domu
Puka do mych drzwi
Puka do mych drzwi

Pragnienie i lęk

fot. Adam Olszak

On spragniony miłości niczym pustynia wody
Ona niczym igła kompasu rozedrgana
Choć go bardzo pragnęła, jednak myśl o bliskości
Lękiem ją napełniała, paliła niczym rana.

W rytmie sinusoidy miłość ich falowała
Ciągłych zbliżeń, oddaleń rytm powracał niezmienny
Gdy on mocniej naciskał, ona się oddalała
Gdy on walczyć przestawał, stawał dla niej się cenny.

Niczym żuraw i czapla taniec swój prowadzili
W korowodzie uników, kłótni, rozstań, powrotów
W grze pozorów, wymówek, niespełnionych nadziei
Marzeń zwiędłych, co życie czerpią z nowych zalotów.

I tak życie minęło… dwie planety samotne
Na dwóch krańcach wszechświata trwały nieporuszone.
Aż umarły w milczeniu, szczęścia nigdy nie znając
W żarówkowe księżyce swych iluzji wpatrzone

Lecz czy miłość prawdziwa na tym właśnie polega
By skutecznie unikać najmniejszego draśnięcia?
Czasem musi zaboleć, aby przebić skorupę
”Ja” schowane głęboko wyswobodzić z zamknięcia.

Zamiast ciągle się wahać – lepiej odejść zwyczajnie
Zniknąć za horyzontem niczym chmury o świcie
Nie ma sensu słowami bez pokrycia się mamić
Kochać – to być najbliżej. Kochać – to dzielić życie…

Produkt

fot. Adam Olszak

Jestem produktem
Perfekcyjnym wytworem
Geniuszy marketingu
Mistrzem autoprezentacji
Kreatorem wizerunku

Liczy się tylko prezencja
Maska jak etykieta
Sztuczny uśmiech jak cukierkowa reklama
Wojna pozorów i złudzeń
Kolejne zwycięstwa odtrąbione na Facebooku
Wystawiam się na sprzedaż
Za prestiż i uznanie
Kupujecie mnie
Za walutę podziwu i zazdrości

Nikt nie pyta o cenę
Ani co czuję i myślę
Bo przecież muszę być szczęśliwy
Każdy by był na moim miejscu

Produktu się nie kocha
Tylko używa
Ma spełniać oczekiwania
Zaspokajać potrzeby
Poprawiać samopoczucie
Produkt nie może mieć wad
Ani wołać o miłość
To kłopotliwe i niepożądane
Produkt ma znać swoje miejsce
I nie żądać niemożliwego

Produkt upadł na ziemię
Brudny i potłuczony
Z pękniętego opakowania
Wypadł rój niewygodnych pytań
Wątpliwości rozsypane
Niczym okruchy szkła
O które łatwo się skaleczyć
Produkt rozczarował
Przeceniony
Do utylizacji

Czy teraz wreszcie
Pozwolicie mi być sobą?

Ciemność przenikam wzrokiem

fot. Adam Olszak

Ciemność przenikam wzrokiem
Sen odleciał daleko
Życie puste i smutne
W teatrze iluzji gram
We mgle marzeń majaczy
Czyjaś twarz rozmazana
Szarpie duszę pytaniem:
Skąd tak dobrze ją znam?

Kiedy się wreszcie odnajdziesz
Tak znany, choć nieznajomy?
Kiedy w mym życiu zamieszkasz?
Kiedy stworzymy dom?
Przyjdź już, bo sił mi brakuje,
Pozwól się wreszcie odnaleźć
Stań tak realny przede mną
Ja czekam na przekór łzom!

Przyszedłeś niespodziewanie,
Gdy biegłam naprzód w amoku
Wiarę mi przywróciłeś,
Że można inaczej żyć!

Odnalazłeś się wreszcie
Wyśniony i wyczekany
Zamieszkałeś w mym życiu
Razem stworzymy dom!
Zostań już ze mną na zawsze
Chcę się budzić przy Tobie
Warto było na Ciebie
Czekać na przekór łzom.

Spadanie

fot. Adam Olszak

Ciemność tak gęsta
Że nieprzenikniona
Owija duszę
Jak gruba zasłona
Blokuje oddech
Obezwładnia lękiem
Sprawia że się staję
Cały cichym jękiem
Dochodzącym z dna….

Spadam jak kamień
Połamane skrzydła
Upadły anioł
Zaplątany w sidła
Nie wiem, kim jestem
Odrzucam sam siebie
Nie mam już miejsca
Na ziemi ni w niebie
Spadam, spadam wciąż!

Czy ktoś mnie chwyci?
Czy ktoś jęk usłyszy?
Czy krzyk bezgłośny
Rozmyje się w ciszy?
Gdzie szukać światła?
Jak zbudzić odwagę?
Jak się zatrzymać,
Chwycić równowagę?
Bezsilność jak noc.

Już nie mam siły
Walczyć z nieważkością
Ciągle przegrywać
Ze swoją małością
Na twarzy błoto
Ze wstydem zmieszane
Wnika w mą duszę
Przez łzy co nad ranem
Z oczu sączą się

Gdzie jest nadzieja?
I jak ją obudzić?
Dać sobie szansę
Lub przestać się łudzić?
Walczyć uparcie
Czy już zejść ze sceny?
Jak się uwolnić
Od duszy gangreny?
Pytam, pytam wciąż…

Zapominanie

fot. Adam Olszak

Papierem ściernym drapię
Gładkie lustro pamięci
Wymazać chcę Twój obraz
Twój uśmiech, zapach, dotyk
Wierzyć, że nie istniejesz

Nie jest łatwo się pozbyć
Twego portretu z duszy
Wyryty w niej misternie
Intymnością tak czułą
Wniknął we mnie głęboko

Wyrachowany rozum
Przegrywa starcie z sercem
Daremnie myśl podsuwa
Że teraz będzie łatwiej
Ono ciągle wie swoje

Bo serce ból zasysa
Ze wspomnień chwil szczęśliwych
Cierpienie jest ich częścią
Wpisane w nie od zawsze
Trudno jest to zrozumieć

Choć głowę noszę prosto
I dziarsko się uśmiecham
Mówię sobie: „Tak lepiej”
To przecież ciągle tęsknię
Nie kochać Cię – nie umiem

Czy zejdą się znów kiedyś
Nasze drogi dziur pełne
Poorane przez życie
Kręte i pogmatwane?
Kto ich mapę wytyczy?

Twój obraz w pamięci

fot. Adam Olszak

Co zrobić gdy stoisz
Wśród dymiących zgliszczy
Bo na twoich oczach
Dom zawalił się?
Czy grzebać w ruinach,
Rozdrapywać rany
Czy iść nową drogą
Cicho roniąc łzę?

Co zrobić, gdy życie
Kpi z ciebie okrutnie
Niczym stary szuler
Wciąż nabiera cię?
Czy odejść od stołu
Z cynicznym uśmiechem
Czy wierząc zuchwale
Zacząć nową grę?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Czy chcesz odbudować
Mosty, co spalone
Wzajemną pretensją,
jadem gorzkich słów?
Miłością wyleczyć
Uczucia zranione
Odrodzić namiętność
I zaufać znów?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Cały staję się głosem

fot. DN

Zamknięty przed światem w budce
Utartych schematów myślenia
Odgrodzony namiastką prywatności
Przygarbiony tęsknotą
Próbuję wyłowić
Twój głos spośród szumu

Mówisz do mnie z daleka.
Dystans pomiędzy nami
Wyrósł niespodziewanie
Lecz uparcie szukamy
Nici porozumienia.

Czy słowa są w stanie na nowo
Zespolić dwa światy pęknięte?
Czy raczej niosą pożogę
Zarzewie huraganu
Który zmiecie doszczętnie
To, co jeszcze zostało?

Cały staję się głosem
Nasączam go miłością
Wierząc że ona uleczy
Rany przez lęk zadane…

Kochać to ryzykować

fot. pixabay.com

Pęknięty lizak w kształcie serca
Leży na bruku rozdeptany
Starczyła chwila nieuwagi
By się wyśliznął z drżącej dłoni

Łatwo ból zadać mimowolnie
Powiedzieć słowo nieopatrzne
I nagle rysa się pojawia
Co nie chce się zabliźnić szybko

Czasem pęknięcie da się skleić
Lecz trzeba dużo cierpliwości
By odbudować zaufanie
Bo rany goją się powoli

Lecz działać trzeba jak najprędzej
Żeby szczelina niepozorna
Nie stała wielką się przepaścią
Której się już zasypać nie da

Czy lepsze serce popękane
I na zranienie tak wrażliwe
Czy niczym górski kryształ gładkie
Zastygłe w chłodnej kamienności?

Kochać to także ryzykować
Zranienie albo ból po stracie
Lecz kto nie kocha – ten nie żyje
Zamknięty w swym osamotnieniu…

Korytarze

fot. Adam Olszak

Betonowe korytarze
skapane w zimnym świetle
nie widzą nigdy słońca
prowadzą głęboko pod ziemię

Czasem trzeba zejść i tam
by wyjść po drugiej stronie
i choć strzałka każe skręcić
ty idziesz po swojemu
na przekór drogowskazom

Pogrążony w samotności
kontemplujesz posępny urok
odrapanych ścian
goniąc myśli co biegną
od banałów do spraw największych

Trzeba wracać na powierzchnię
zanurzyć się na nowo
w ciemne objęcia nocy
aby iść dalej
choć sam nie wiesz dokąd

Tylko ty wiesz

fot. Adam Olszak

Najpierw myśl niczym błysk na umysłu krańcach głos
Jest idea, intuicja, wszystko proste zdaje się
Zrobić pstryk, działać w mig, na loterii szczęścia los
Sławę i czerwony dywan widzisz w każdym swoim śnie

Teraz jest chwila ta gdy z kanapy zwlec się czas
I wykonać najtrudniejszy najważniejszy pierwszy krok
Walczysz wciąż z sobą sam nagle okazuje się
Że grabarzem swoich marzeń jesteś ty – no co za szok!

Jednak nie, ruszasz się, powolutku w górę pniesz
Wtem upadek i trudności wokół ciebie piętrzą się
Poddać się? Dalej trwać? Pytasz stale, szukasz wciąż
Lecz uparcie idziesz naprzód z tymi, co wspierają cię

Wreszcie jest, widzisz sens, wreszcie coś udało się
Nagle tłumy masz przyjaciół, sukces wielu ojców miał
Lecz ty wiesz, że to blichtr, że po prostu zwodzą cię
Przyjacielem ten jest tylko, kto w trudnościach z tobą trwał

Tylko ty jeden wiesz, jaką cenę płaci się
Za sukcesu smak i radość, że na szczycie jesteś już
Tylko ty znasz ten stan, gdy na przekór wszystkim trwasz
Tylko ty wiesz, co to znaczy, kiedy jednak radę dasz!

Nie czekaj już dłużej

fot. Adam Olszak

Ściana deszczu za oknem wyrosła
I skutecznie odgradza od słońca
Wątpliwości wirują w mej głowie
Niczym ćmy co do ognia wciąż lgną
W taki dzień chcę mieć ciebie tak blisko
Jak koszulę co szczelnie przy ciele
Widzieć dobrych twych oczu spojrzenie
Twoje ciepło i dotyk chcę czuć

Bo ty jesteś lekarstwem na troski
Antidotum na smutki i żale
Dajesz spokój gdy zamęt dokoła
Cierpliwością rozbrajasz wciąż mnie
Więc nie czekaj, nie czekaj już dłużej
Przybądź szybko i usiądź tu przy mnie
Niech obecność twa chmury rozproszy
Niech już słońce zaświeci nam znów

Znów cię nie ma… tęsknota narasta
Niczym fala przypływu ogromna
Patrzę na nią i stoję bezradny
Nie potrafię powstrzymać już jej
Niech mnie porwie, pod niebo wyrzuci
Niech do ciebie na grzbiecie zaniesie
Kilometry na miłość zamieni
Co potężna jest bardziej niż lęk

Bo ty jesteś lekarstwem na troski
Antidotum na smutki i żale
Dajesz spokój gdy zamęt dokoła
Cierpliwością rozbrajasz wciąż mnie
Więc nie czekaj, nie czekaj już dłużej
Przybądź szybko i usiądź tu przy mnie
Niech obecność twa chmury rozproszy
Niech już słońce zaświeci nam znów

…Bądź oazą pośrodku pustyni
Codziennością jak chleba kawałek
Bądź powietrzem co oddech napełnia
Tylko tobą oddychać już chcę…

Smutna kolęda

fot. Adam Olszak

Wigilijny śnieg spowił świat dotykiem bieli
Że się Chrystus nam rodzi śpiewają anieli
Czemu w tę noc radosną tak
Tęsknię i jest mi Ciebie brak
Czemu nas dzieli odległość tak wielka
Czemu tu nie ma Cię dziś?

Sucha studnia bez wody
Stajenka bez Dzieciątka
Tak bez Ciebie me życie
Puste i traci smak
Więc pokonam przeszkody
I z mojego zakątka
Ruszam w drogę o świcie
Gwiazda wskaże mi szlak

Smutnej kolędy słowa płomień świecy złoty
Śle do Ciebie w kopercie utkanej z tęsknoty
Gdy wszyscy dziś radują się
Ja Twoją twarz na jawie śnię
I film ze wspomnień na powiek ekranie
Wyświetlam mokrym od łez

Sucha studnia bez wody
Stajenka bez Dzieciątka
Tak bez Ciebie me życie
Puste i traci smak
Więc pokonam przeszkody
I z mojego zakątka
Ruszam w drogę o świcie
Gwiazda wskaże mi szlak

…Ruszam, aby być z Tobą
Życiu przywrócić smak…

Co zrobiłaś?

fot. Adam Olszak

Tęsknię, pragnę, rzucam się
Cały się do Ciebie rwę
Znów przeszywa mnie pragnienie
Żeby z Tobą być

Jesteś we mnie mocno tak
Cały drżę gdy Ciebie brak
Głodny Ciebie jestem stale
Nie nasycam się

Bo łatwiej jest gdy jesteś tu
Gdy Twą obecność wciąż czuję przy sobie
Gdy nie ma Cię gdzieś ginie sens
A świat się cały pogrąża w żałobie

Co zrobiłaś w sercu mym
Jaki czarodziejski dym
Rozpyliłaś wokół siebie
Że tak kocham Cię?

Bo łatwiej jest gdy jesteś tu
Gdy Twą obecność wciąż czuję przy sobie
Gdy nie ma Cię gdzieś ginie sens
A świat się cały pogrąża w żałobie

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén