Tag: ryzyko (Page 1 of 2)

My way

fot. Anna Rivus

Gdy czas obedrze nas
Ze snów i marzeń, co daremne
Gdy rękom braknie sił
Gdy chmury skądś napłyną ciemne
I kiedy wbije nóż
Ktoś, kto się zwał przyjacielem
Do głowy ciśnie się
Myśli tak wiele…

Lecz choć niełatwo jest
A każdy dzień jak walka z cieniem
I nieraz chce się wyć
Pochylić kark przed zwątpieniem
Kolejny robisz krok
Bez lęku patrzysz w oczy wrogom
I masz odwagę iść
swą własną drogą!

Bo przecież wiesz, że każdy dzień
W ulotnym mija rytmie serca drgnień
Więc zamiast wciąż w przeszłości tkwić
Ty chcesz zachłannie życie pić
By szczęście znaleźć, by do gwiazd
Iść swoją drogą!

Czy lepiej z boku stać,
czy mierzyć siły na zamiary?
W bezpiecznym cieple trwać,
czy z losem złapać się za bary?
Czy tym się kłaniać, co
fałszem okryci są jak togą?
Czy głowę podnieść, by
iść własną drogą?…

Przecież już wiesz, gdzie twój wiedzie szlak
I choć upadasz, choć sił nieraz brak
Choć chciałeś już powiedzieć „pas!”
Wstajesz, by w podróż ruszyć jeszcze raz
I choć pod górę, choć pod wiatr
Iść własną drogą!

Wołanie z dna serca

fot. Adam Olszak

Gdy Bóg wysłuchał modlitwy Sary
I słów Tobiasza pełnych goryczy,
Na długo zamilkł, współczuciem zdjęty
Że rozpacz trapi jego stworzenia

Natychmiast Rafal, posłaniec z nieba
Wyruszył w podróż z młodym Tobiaszem
Aby go chronić i aby Sarę
Wyrwać z zachłannych szponów demona

Jak znaleźć wytrych do serca Boga?
Jaka modlitwa ma taką siłę,
Że Stwórca świata ku niej się zwraca
I nie zostawia bez wysłuchania?

To słowa, które płyną wprost z serca
Z jądra ciemności nieprzeniknionej
Z pęknięcia na dnie duszy człowieczej
Co źródłem wszelkich zwątpień i lęków

Bóg, który dla nas zstąpił do piekieł
I wyszedł żywy z grobu otchłani
Na pastwę śmierci nas nie zostawia
Lecz walczy o nas z nami samymi

Czasem nam w podróż wyruszyć każe
Która okazją jest, by dorosnąć
Odważnie spojrzeć w ślepia demonów
Pokonać lęki, rozerwać więzy

I nie porzuca nas, gdy zbłądzimy
Gdyż Aniołowie Jego czuwają
Dyskretnie krzywe prostując ścieżki
By nie powiodły nas ku przepaści

Warto więc wołać w bezsenne noce
Choćby się wiara w popiół zmieniała
By skarga duszy bólem dręczonej
Mogła poruszyć ojcowskie serce…

Wrócę do domu

fot. Adam Olszak

Kim jestem?
Pytam sam siebie
Patrząc na twarz faceta w lustrze
Zmarszczki na czole i zmęczone oczy

Ślady bitew ze sobą,
Z innymi i z Bogiem
Toczonych w bezsenne noce
Słów raniących i niepotrzebnych
Upadków i potknięć
Zwycięstw i kroków naprzód

To, co było – nie wróci
Nie da się przeżyć raz jeszcze
Jest TERAZ, chwila obecna
Kolejny krok do zrobienia
A może moment oddechu
Bo czasem lepiej stać mądrze
Niż głupio biegać bez celu

Są we mnie geny pradziadka
Co służył w carskim wojsku
I pieszo przyszedł z Odessy
Przymierając głodem
Lecz szedł wytrwale, bo wiedział
Że każdy krok zbliża do domu
Mam w sobie jego upór
Więc wierzę, że kiedyś też wrócę

Kim jestem? – rzucam pytanie
Jak kamień, co leci w niebo
Za moment spada bezwładnie
Znikając w studni milczenia
Bóg nie odpowie za mnie
Chociaż daje ściągawkę
Że moje „ja” prawdziwe
Muszę sam w końcu odnaleźć
Aby je pokochać
I zaprosić do siebie

Piosenka o przemijaniu

fot. Adam Olszak

Niełatwo cierpieć kiedy spada cios
A diabli wzięli twe wszystkie teorie
Nie biec na oślep, nie psioczyć na los
Z godnością pisać wciąż swoją historię
Każdego dnia…

Cierpliwie znosić przemijania ból
Gdy rany szarpią dopiero zadane
Pozostać sobą, nie odgrywać ról
Choć dusza wyje w udręce nad ranem
Jak struna drga…

Czy lepsze serce jest marmurowe
Czy żywe z ciała, co zranić się da?
Murem kamiennym się obwarować
Czy łapać chwilę obecną, co trwa?
Choć miłość może przynieść cierpienie
Stale jej szukasz, wyglądasz co dzień
Kiedy nadchodzi, wszystko rozjaśnia
Przy Twoim cieniu widzisz drugi cień.

….Więc chociaż rozejść mogą się drogi
A ból po stracie ciężki jak życie
To krok do przodu robisz z nadzieją
Że przecież słońce wstanie o świcie
Rozpali żar!

Błąkamy się jak mewy samotne
Gotowe walczyć o zdobyczy kęs
Lecz czasem chmura zjawia się czarna
Co każe pytać w milczeniu o sens
Pokochać kogoś – to ryzykować
Kto podszedł blisko, może wbić ci nóż
Lecz bez miłości dusza obumiera…
Jak pusta studnia, którą pokrył kurz.

***
Ci, co odeszli, są  też częścią nas
Gdzieś w tkankę serca wrośnięci głęboko
Film z ich twarzami zakończy nasz czas
Kiedy ze śmiercią zielonooką
Spotkamy się…

Gra o sens

fot. Adam Olszak

W lustrze widzisz co rano
Swą twarz tak bardzo zmęczoną
Znów bolesny upadek
Choć miało  pięknie tak być
Kto twym życiem kieruje
Diabeł, Bóg czy przypadek?
Tyle dróg jest łatwiejszych
Lecz ty niełatwo chcesz żyć

I znowu do gry z losem siadasz
jak hazardzista uparty
Blefujesz i stawkę podbijasz
łykając wściekłości łzy
Choć on, drwiąc z ciebie bezczelnie,
znaczone rozdaje karty
Godność i duma ci każą
zachować reguły gry.

Czy życie twoje jest filmem,
gdzie zasnął reżyser pijany?
Milczy niebo, gdy pytasz
A jednak rolę swą grasz
I choć zranią cię czasem
ludzie podli i mali
Nie chcesz giąć karku przed nimi
Odważnie patrzysz im w twarz

Bo życie to taniec na linie
Nad krawędzią otchłani
Patrzy niebo i piekło
Czasem zerknie sam Bóg
Więc chociaż sił już brakuje
Znów rzucasz światu wyzwanie
Tańczysz najpiękniej jak umiesz
Swych marzeń  przekraczasz próg

Bo życie to droga pod górę
Nad przepaścią w ciemności
Gdzie każdy krok jest wysiłkiem
I walką o tlenu kęs
Lecz czasem błyśnie w ciemnościach
Nadziei małe światełko
Które ci wiarę przywraca
Że to wszystko ma sens

 

Moja droga

fot. Adam Olszak

Dokąd prowadzisz drogo kręta:
Na szczyty gór czy ku zagładzie?
Przed siebie gnam niepowstrzymanie
Choć mrok się już na ziemię kładzie.

Co czeka na mnie za zakrętem?
Map nie chcę – wolę mknąć w nieznane
Choć nieraz wąsko i pod górę
Sam jestem swojej drogi panem.

Wydłużają się cienie
Gwiazdy już na niebie
Kompasem są
Ciemność mnie nie zatrzyma
Życie jest podróżą
Odwieczną grą!

Pytają mnie, czy gdzieś przystanę
Stabilizacji rajem kuszą
Tacy jak ja nie cierpią klatek
Wciąż nowych ścieżek szukać muszą.

Bez pośpiechu przed siebie
w dal rozsłonecznioną
kocham ten stan
Chociaż przyszłość los ukrył
Za cienia zasłoną
Ja mam swój plan.

A gdy sił już zabraknie
I powietrza w płucach
Do raju bram
Droga mnie poprowadzi
W księżycowym blasku
Pójdę nią sam…

Moje „ja” zgubione…

fot. Adam Olszak

Moje „ja”, od którego uciekłem
Dla spokoju, kariery, wygody
Opuszczone. Zepchnięte w niepamięć,
Jak kamienie wrzucone do wody.

Jak się siebie zaparłem? I kiedy?
Z lęku nożem do gardła przytkniętym
Uwierzyłem, że może tak trzeba:
Słuchać innych, choć z sercem pękniętym…

„Ja” prawdziwe… niechciane. Zdradzone
Za srebrniki spokoju świętego
Prestiż, splendor, znaczenie i podziw
Życie sztuczne zamiast prawdziwego.

Lecz co zrobić z duszą udręczoną?
Jak jej rany uleczyć bolące?
Wciąż pozory, kamuflaż, kontrola,
Aby ukryć pęknięcie krwawiące.

Lecz dziś w sobie znajduję odwagę
Aby spotkać swe „ja” porzucone
Strach pokonać, co jarzmo nakłada
I odnaleźć marzenia zgubione…

Wylogowana

fot. Adam Olszak

Długi ogon cudzych spraw
Ciągniesz za sobą co dzień wytrwale
Dokądś biegniesz, szarpiesz się
Lecz takie życie nie cieszy Cię wcale
Telefon wciąż
tkwi w ręce Twej
jak ostry miecz.

Jak kukiełka w teatrzyku
swoją rolę grzecznie grasz
Choćby serce wyło z bólu
Uśmiech zdobi Twoją twarz

Niespełnienia czujesz ból
Łzy Twe w poduszkę co noc wsiąkają
O uznanie żebrzesz tych,
Którzy oddaniem Twym pogardzają
Jak przedmiot, co
Przydatny jest
Traktują Cię

Mówisz: „Nikt mnie nie rozumie,
Radzę sobie sama znów”
Lecz odpychasz dłoń pomocną
Wokół siebie kopiesz rów.

Czy kamienny przerwiesz krąg
Pokonasz lęk swój, zrzucisz kaganiec
Czy po prostu chcesz tak żyć
Niczym bezradny w celi skazaniec
Ofiarą być
Na pewno też
Swe plusy ma

Popatrz: morze się otwiera
Abyś suchą stopą szła
Pójdziesz naprzód czy zawrócisz
Bo wciągnęła Cię ta gra?

Już nie chcę!

fot. Adam Olszak

Gdzieś daleko wielki świat jak ocean wzburzony
W nim rekiny krążą wciąż walczą stale o życie
Nienawidzą się a jednak zawierają sojusze
Małe płotki w tej rozgrywce nie znaczą dla nich nic

Być trybikiem w tej machinie to dla wielu szczyt sukcesu
Lecz kto raz już wszedł na szczyt musi kąsać by przetrwać
I choć wielu im się kłania, mogą zniszczyć kogo zechcą
Są więźniami swego lęku, niewolniczo boją się!

A ja mam dosyć takiego życia
Które przez palce stale przecieka
Dość samotności, szlochu w poduszkę
I świadomości, że nikt nie czeka

Nie chcę być tylko zbiorem pikseli
Pionkiem bezwolnym na szachownicy
Nie chcę być blotką w niczyjej talii
Co nic nie znaczy, nie liczy się!

Wyścig szczurów trwa beze mnie ja wybieram swoją drogę
Wiem że świata nie naprawię ale to bez znaczenia
Drzwi zamykam więc za sobą i nabieram powietrza
Dziś odwagę czuję w sercu aby zrobić pierwszy krok!

Nie chcę już fikcją żyć wirtualnie
Obwiniać innych za swoje błędy
Nie będę karku zginać pokornie
Aby zabiegać o czyjeś względy

Chcę swoje miejsce wreszcie odnaleźć
Kochać odważnie, iść swoją drogą
Z nadzieją w sercu wstawać codziennie
Sens życiu nadać, naprawdę żyć!

Pytania bez odpowiedzi

fot. Adam Olszak

Oczywistość gdzieś się zatraciła
Nie ma już prostych odpowiedzi
Kształty są jasne i nieostre
Wątpliwości jak rój szerszeni

Mała iskra może rozniecić pożar
Choć chmury ciemne deszcz niosą
Ktoś powyrywał drogowskazy
Każdy krok to ryzyko potknięcia

Wszystkie dogmaty nagle podważone
Rozłożone na pierwsze czynniki
Pytania rzucam na wiatr
Wiedząc że utoną w milczeniu

Twoje oczy jak morska latarnia
Wśród fal wszechogarniającego chaosu
Ale do ciszy bezpiecznej przystani
Jeszcze daleko przez mielizny i skały

Okrutna jest wolność i bezlitosna
Choć tak bardzo jej pragniemy
Ciężarem nieznośnym się staje
Gdy nikt nie zdejmie odpowiedzialności

Błądzić jest rzeczą ludzką
Choć czasem cena bardzo wysoka
Gdy niepewność sprzymierzy się z lękiem
Tylko miłość stawi im czoła

Lalka

fot. Adam Olszak

Kolejne zwycięstwo, potyczka wygrana
Sukces jak narkotyk, lecz szybko cię zdradzi
Jeśli dasz się wciągnąć w boje niepotrzebne
Nie wiedząc, dokąd ta droga prowadzi.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Codziennie przyspieszasz, następne zadania
A dni w kalendarzu szczelnie wypełnione
Świat już twoje życie sobie zaplanował
Wmawia ci, że wszystko dawno przesądzone.

Ktoś chce twego biegu bez chwili wytchnienia
Gdy stanąć próbujesz, wściekle cię pogania
Bo wie, że wolność w duszy niewolnika
Tam się zaczyna, gdzie trudne pytania.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Bo choć nie wszystko od ciebie zależy
I jutro niebo może w ogniu być
Lepiej wyruszyć i podjąć ryzyko
Zamiast w chocholim tańcu z bólu wyć!

W obliczu decyzji

fot. by Lidia Kozenitzky, available from http://commons.wikimedia.org/wiki/User:Effib

W jutro zbyt mocno wychyleni
Albo przeszłością zaczadzeni
Nie spostrzegamy, jak ucieka
Chwila obecna – niczym rzeka.

Czas brania odpowiedzialności
I pokonania bezradności.
Więc choćby mocno w twarz Ci wiało
Swym lękom spojrzyj w oczy śmiało

A co pomyślą lub powiedzą
Ludzie, co zawsze lepiej wiedzą?
Rozważ: to Twoje czy ich życie?
Wolisz żyć w smutku czy w zachwycie?

Możesz się więc zaangażować
W życie… lub głowę w piasek schować.
Jesteś kowalem swego losu,
Posłuchaj zatem serca głosu

Bo tylko serce słucha marzeń,
Nie kalkuluje przyszłych zdarzeń,
Wierzy nadziei wbrew nadziei,
Która pękniętą duszę sklei

Pociąg już stoi na peronie
Możesz wziąć sprawy w swoje dłonie
Morze Czerwone się otwiera
Nie jutro, nie za miesiąc. Teraz.

Chmura

fot. Adam Olszak

Ciemna chmura w oddali
Budzi lęk przed nieznanym
Sparaliżowany
Świat czeka na cios

Jako chłopiec
Uciekałem przed nią
Szukałem schronienia
Na odludnym strychu świata

Jako mężczyzna
Wchodzę w nią odważnie
Pozwalam się ogarnąć
By odkryć zdumiony
że składa się z miłości
choć wymieszanej z cierpieniem

Tylko to połączenie jest prawdziwie płodne
Zdolne porwać pod niebo, zmienić planet bieg
Jak chemiczna reakcja wyzwala energię
Porywa do walki, pokonuje lęk.

Może właśnie tak trzeba

fot. Adam Olszak

Twoje oczy jak studnie pełne tajemnic
Widzę w nich miłość i ból
smutek i lęk, radość i szczęście
Rozum, pragnienia i serce
Splecione w zażartej walce
Konglomerat uczuć i zdarzeń
Prawdziwy ekran duszy
Każda sekunda to nowe odkrycie

Czasem spojrzenie wystarczy
Nie trzeba mówić za dużo
Gdy każde słowo coś znaczy
Realne aż do bólu
Jak karta rzucana na stół
W rozgrywce gdzie stawką jest życie

Gdzieś tam – tuż obok nas
Bóg patrzy spod przymkniętych powiek
On już zna zakończenie
My idziemy we mgle
Szukamy drogi po omacku
Co jest prawdą, a co iluzją
Co odpowiedzialnością, a co słabością
Są tylko pytania nie ma odpowiedzi

A może to właśnie tak trzeba
W ciemnościach i bez drogowskazu
Upadać i powstawać
Aby w końcu dorosnąć
Odnaleźć swój kompas w sercu
Uwolnić w sobie odwagę
I zacząć żyć naprawdę

Kochać to ryzykować

fot. pixabay.com

Pęknięty lizak w kształcie serca
Leży na bruku rozdeptany
Starczyła chwila nieuwagi
By się wyśliznął z drżącej dłoni

Łatwo ból zadać mimowolnie
Powiedzieć słowo nieopatrzne
I nagle rysa się pojawia
Co nie chce się zabliźnić szybko

Czasem pęknięcie da się skleić
Lecz trzeba dużo cierpliwości
By odbudować zaufanie
Bo rany goją się powoli

Lecz działać trzeba jak najprędzej
Żeby szczelina niepozorna
Nie stała wielką się przepaścią
Której się już zasypać nie da

Czy lepsze serce popękane
I na zranienie tak wrażliwe
Czy niczym górski kryształ gładkie
Zastygłe w chłodnej kamienności?

Kochać to także ryzykować
Zranienie albo ból po stracie
Lecz kto nie kocha – ten nie żyje
Zamknięty w swym osamotnieniu…

Czas decyzji

fot. pixabay.com

Stoisz na rozstajach dróg, co w dal prowadzą
Pytasz o decyzje, które sens nadadzą
Sekundom, co płyną niczym w rzece woda…
Miłość i spełnienie to Twoja nagroda.

Strach karmi się smutkiem, odwaga – nadzieją.
Czasem ponad głową zdarzenia się dzieją
Czasem w ciężkim trudzie codziennym kiełkują
Szczyty zdobywają ci, co ryzykują.

Trwoga może ścisnąć za gardło nieznośnie,
Szantażuje, skamląc pod drzwiami żałośnie
Nie przewidzisz wszystkich możliwych wydarzeń
Lecz nie pozwól nigdy pozbawić się marzeń!

Udręka to straszna, ogromne cierpienie
W lustrze wspomnień widzieć szans straconych cienie
I rozpamiętywać przeszłość, co nie wróci
Niczym przy ruletce zgorzkniali bankruci.

Wiesz, czym się smucili ci, co umierali?
Nie brakiem kariery … lecz że nie kochali
I że żyli w maskach, by innym dogodzić
To pęknięcie serca trudno załagodzić…

Możesz więc pójść naprzód przez morze otwarte
Lub obstawiać nadal lęku zgraną kartę
Poddać się pokornie, wrócić do niewoli
I nie myśleć więcej o duszy, co boli…

Chociaż boleć będzie… jak cierń wbity w rękę
Który niewyjęty ciągłą sprawia mękę.
I ból ten zagłuszyć próbujesz daremnie
Póki nie zrozumiesz: „Me szczęście jest we mnie!”

To jest czas decyzji, czas rozstajnych dróg
Wybierz mądrze, abyś w lustro spojrzeć mógł!

Zatrzymaj się!

fot. Adam Olszak

Dokąd tak biegniesz, serce przerażone,
Dzikim obłędem wiecznie napędzane!?
Że szczęście w innych lub gdzieś indziej leży
Wierzysz… i płaczesz samotne nad ranem

W tym owczym pędzie co donikąd wiedzie
Uciekasz – przed kim? Nie wiesz… Całe życie
Szukasz tej jednej perły drogocennej
Którą poniesiesz do domu w zachwycie

Lecz zamiast perły szkiełka kolorowe
Życie podsuwa… mienią się fałszywie
Aby je zdobyć, marnujesz swe siły
Rzucasz się na nie i chwytasz łapczywie…

A przecież szczęście jest tak blisko Ciebie
Ono jest w Tobie… tam na dnie głęboko
Tę walkę musisz sam ze sobą stoczyć
Ze swoim lękiem stanąć oko w oko

Zielone ślepia chorych wyobrażeń
Zgasisz gdy spojrzysz prosto w ich źrenice
One zaszkodzić ci nijak nie mogą
Ty sam wyznaczasz ich władzy granice

Twe szczęście samo pragnie Cię odnaleźć
Biegnie za Tobą, wzywa Cię codziennie
Więc się zatrzymaj… i wsłuchaj się w siebie
W przeciwnym razie – miotasz się daremnie…

Tylko ty wiesz

fot. Adam Olszak

Najpierw myśl niczym błysk na umysłu krańcach głos
Jest idea, intuicja, wszystko proste zdaje się
Zrobić pstryk, działać w mig, na loterii szczęścia los
Sławę i czerwony dywan widzisz w każdym swoim śnie

Teraz jest chwila ta gdy z kanapy zwlec się czas
I wykonać najtrudniejszy najważniejszy pierwszy krok
Walczysz wciąż z sobą sam nagle okazuje się
Że grabarzem swoich marzeń jesteś ty – no co za szok!

Jednak nie, ruszasz się, powolutku w górę pniesz
Wtem upadek i trudności wokół ciebie piętrzą się
Poddać się? Dalej trwać? Pytasz stale, szukasz wciąż
Lecz uparcie idziesz naprzód z tymi, co wspierają cię

Wreszcie jest, widzisz sens, wreszcie coś udało się
Nagle tłumy masz przyjaciół, sukces wielu ojców miał
Lecz ty wiesz, że to blichtr, że po prostu zwodzą cię
Przyjacielem ten jest tylko, kto w trudnościach z tobą trwał

Tylko ty jeden wiesz, jaką cenę płaci się
Za sukcesu smak i radość, że na szczycie jesteś już
Tylko ty znasz ten stan, gdy na przekór wszystkim trwasz
Tylko ty wiesz, co to znaczy, kiedy jednak radę dasz!

Przeprowadzka

fot. Adam Olszak

Więc żegnam miejsce w którym dotąd żyłem
Już wszystkie rzeczy spakowane mam
W śmieciach ląduje zbędnych wspomnień balast
O tym, co zabrać, zdecyduję sam

Przeprowadzam się
Zamykam rozdział życia
Nowa przestrzeń już
Przede mną do odkrycia
Przeprowadzam się
Zaczynam nowy etap
Przeprowadzam się
Nie pytam, gdzie jest meta.

Kartony pełne niespełnionych marzeń
Chaos, z którego wyjdzie nowy świat
Na innym miejscu, w innym otoczeniu
Odmierzać zacznę rytm kolejnych lat

Przeprowadzam się
Chwilowy znoszę zamęt
Lecz pod nowy los
Zalewam dziś fundament
Przeprowadzam się
Za sobą coś zostawiam
Przeprowadzam się
I przyszłość obłaskawiam.

Wzrokiem obrzucam kąty dobrze znane
Początkiem nowym każdy koniec jest
Nie chcę już liczyć strat ani korzyści
Przeszłość odcinam, stać mnie na ten gest

Przeprowadzam się
Wstecz nie chcę się oglądać
Wolę słońca wschód
Każdego dnia oglądać
Przeprowadzam się
Zaczynam dziś od nowa
Przeprowadzam się
To zmiana całościowa

Gdzieś tam czekają nowe cztery ściany
Lecz nim prawdziwym zaczną domem być
Trzeba w nie duszę tchnąć, napełnić sobą
Aby tam długo i szczęśliwie żyć

Przeprowadzam się
By coś nowego stworzyć
Nową przyszłość dziś
Przed sobą chcę otworzyć
Przeprowadzam się
A w sercu mam nadzieję
Przeprowadzam się
I niech się co chce dzieje!

Przepaść

fot. Adam Olszak

Tam, gdzie zło oraz dobro
W odwiecznej walce splecione
W środku duszy człowieczej
Miejsce tajemne tkwi
Zionie tam przepaść głęboka
Pęknięcie nienasycone
Czarna dziura kosmosu
otchłani otwarte drzwi.

Wielkie pragnienie miłości
Od zawsze serce twe trawi
Szukasz duszy bliźniaczej
Która zrozumie cię
Lecz gdy ją wreszcie napotkasz
Zbliżyć się nie masz odwagi
I tylko w noce bezsenne
Ukradkiem uronisz łzę.

Bo zawsze miłości śladem
Jak cień podąża cierpienie
Więc bezpieczniej jak ślimak
W oschłości skorupie tkwić
A może warto dać wiarę
Temu głosowi, co szepce
Abyś wreszcie uwierzył,
Że kochać – to pełniej żyć.

I wtedy widzisz zdumiony
Jak przepaść paszczę zamyka
Już kwiatami okryty
Jałowej pustyni pył
Z wyciem pierzchają w mrok piekieł
Przeszłości twojej demony
Głowę podnosisz i marzysz
Miłość dodaje ci sił.

Bo kochać to podjąć ryzyko
I oswoić się z myślą
Że cierpienie zapukać
Może każdego dnia
Lecz miłość jak śmierć jest potężna
Więc, lękowi na przekór,
Uchyl jej drzwi swego serca
Ona siłę ci da.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén