Tag: pytania

Ballada o strumieniu

fot. Adam Olszak

Strumień przy źródle jest wąską strugą
Wije się lekko wśród skał i kwiatów
Jeszcze niepewny, szuka kierunku
Chce naprzód płynąć, lecz nie wie dokąd.

Od zdroju coraz dalej odpływa
Jednak nie słabnie… lecz zasilany
Wodą dopływów, deszczu kroplami
Stale się wzmacnia i potężnieje.

Na górskich zboczach nagle przyspiesza
Sprężysty, wartki, młodością gnany
Jego energia może pomagać
Lub niszczyć wszystko na swojej drodze.

Gdy przez równinę szlak jego wiedzie
Dostojnie zwalnia, pluszcze leniwie,
A brzegi zdobi jasną zielenią
Bo gdzie dociera, tam wraca życie.

Są również lęku wiry zdradliwe
Jest susza, która siły wypala
I ciemne chmury – skrzydła aniołów,
Co nowy zapał przynoszą z nieba.

Dokąd wędrujesz, jasny strumieniu?
Kto twych zakrętów linię wyznaczył?
W blasku księżyca szepczesz pytania
Gdy powiew zmąci gładkość odbicia.

Gdzieś jest ocean… przyzywa głębią
Lecz zanim jego częścią się staniesz
Możesz się złączyć z innym strumieniem
By dwa jak jeden odtąd płynęły…

Dlatego warto, choć serce krwawi
Dać się zaskoczyć o wschodzie słońca…

Wędrowiec i wyspa

fot. Adam Olszak

WĘDROWIEC:
Niczym wyspa nieznana kusisz tajemniczością
Jak forteca warowna niezdobyta przez los
Spokojną tchnie harmonią słów życzliwych zatoka
Wytchnienie obiecuje niesiony z wiatrem głos

WYSPA:
Poczuj się tu bezpiecznie, wędrowcze utrudzony
Chcę dać ci odpoczynek… połóż się w cieniu drzew
Będę czuwać nad tobą… niech snu ci nie zakłóca
Fal morskich szum daleki albo syreni śpiew…

WĘDROWIEC:
Czy to jest port spokojny?
Czy tu zamieszkać mogę?
Czy po krótkim wytchnieniu
Znów muszę ruszyć w drogę?

Czy miejsce to przyjazne
Mym domem odtąd będzie?
Czy jestem tu przechodniem,
Który przystanął w pędzie?

WYSPA:
To wielka tajemnica czekania cierpliwego
Choć nieraz lata całe, i chciałoby się już
By ktoś mnie odkrył wreszcie, poznał i się zachwycił
Odnalazł swoje miejsce wśród niebezpiecznych mórz

Zgłębiaj moje sekrety
Poznawaj mnie wytrwale
Rozmowy całonocne
Słowa, co jak korale

Pozbieram je starannie
Naszyjnik z nich ułożę
Skarby we mnie ukryte
Tobie w ofierze złożę

WĘDROWIEC:
Sycę się twoim pięknem… oddycham twą zielenią
Ścieżek stopą nietkniętych rysować mapę chcę
Zdobyć gór twoich szczyty… ogród zaczarowany
Znaleźć, gdzie niebo z ziemią miękko przenika się.

WYSPA:
Lecz wiedz, że jest gdzieś we mnie miejsce ciemne i mroczne
Dolina śmierci skryta w tajemnic szarej mgle
Tutaj żyją demony nigdy nienasycone
Tu wstyd z rozczarowaniem przed światłem kryją się.

WĘDROWIEC:
Odważnie wchodzę w ciemność
I tego nic nie zmieni
Miłość jest moją siłą
Nie boję się Twych cieni!

Chcę kochać… i pozwolić
miłości się dogonić
Zapalić się i płonąć…
Nie będę się już bronić…

Pomiędzy węzłami

fot. Adam Olszak

Splątane linie ludzkich losów
Błędnych decyzji i uniesień
Porażek i nadziei złudnych
Co na manowce sprowadzały

Choć droga prostą się zdawała
Ktoś ją ozdobił zakrętami
I niepotrzebnie skomplikował
Przecież zbyt łatwo być nie może

Zawiłe ścieżki tworzą pętle
Które nie dają się rozplątać
Niczym gordyjski węzeł słynny
Co mieczem musiał być przecięty

A może jednak ktoś się znajdzie
Co ład zobaczy w tym chaosie?
Po krzywych liniach prosto pisząc
Sens nada triumfom i upadkom

Lecz póki co pytania trudne
Bez odpowiedzi pozostają
A czasem nawet jeszcze bardziej
Pychą i złością zaciemnione

Lecz zanim wszystko się wyjaśni
Cóż nam innego pozostaje
Jak dnia każdego trwać z godnością
Szukając prawdy co wyzwala?

A jeśli dzień się przeżyć uda
Bez nienawiści i obłudy
To świat się trochę lepszym staje
Bo dobro wraca pomnożone…

Barykada na progu

fot. pixabay.com

Gadające głowy kłócą się o rację
Nie wynika z tego absolutnie nic
Napiszą w ustawie co jeść na kolację
Mam im przytakiwać jak bezwolny widz

Spadam
Spadam
Spadam
W bezdenną studnię zagubienia
Jak Ikar co
Chciał uciec stąd
Prawda i kłamstwa wymieszane
Zwątpienie żre
Duszę jak trąd

Prawica, lewica, władza, opozycja
Chcą inwigilować, sprawdzać noc i dzień
Nie masz prywatności, żyjesz wirtualnie
Gdy Wielkiego Brata stale widzisz cień!

Mam dość
Mam dość
Mam dość
Mam dość waszego zakłamania
Nie wierzę wam,
zostawcie mnie,
Was nie obchodzi moje dobro
O władzy smak
Bijecie się!

Tysiące pomysłów jak ustawiać życie
Ludziom co zmęczeni nie chcą walczyć już
Ciężary nakładać nie do uniesienia
Małym pionkiem jesteś, więc pokornie służ!

Krzyczę
Krzyczę
Miotam
Słowa protestu jak kamienie
Niewolnik co
Zbuntował się
Na progu domu barykadę
Z mojej wolności
Stworzyć chcę!

Moje „ja” zgubione…

fot. Adam Olszak

Moje „ja”, od którego uciekłem
Dla spokoju, kariery, wygody
Opuszczone. Zepchnięte w niepamięć,
Jak kamienie wrzucone do wody.

Jak się siebie zaparłem? I kiedy?
Z lęku nożem do gardła przytkniętym
Uwierzyłem, że może tak trzeba:
Słuchać innych, choć z sercem pękniętym…

„Ja” prawdziwe… niechciane. Zdradzone
Za srebrniki spokoju świętego
Prestiż, splendor, znaczenie i podziw
Życie sztuczne zamiast prawdziwego.

Lecz co zrobić z duszą udręczoną?
Jak jej rany uleczyć bolące?
Wciąż pozory, kamuflaż, kontrola,
Aby ukryć pęknięcie krwawiące.

Lecz dziś w sobie znajduję odwagę
Aby spotkać swe „ja” porzucone
Strach pokonać, co jarzmo nakłada
I odnaleźć marzenia zgubione…

Czasem warto…

fot. Adam Olszak

Czasem warto dojść do ściany
Spojrzeć w oczy niepewności
Zgasić lampę swej wszechwiedzy
Zakosztować bezsilności.

Choć mi mówią: wszystko możesz
W Twoich rękach Twoje życie!
Widzę, że i przegrać trzeba,
Stracić… łzę uronić skrycie.

Bo nie wszystko w życiu bywa
Czyste, jasne, oczywiste.
Oprócz dni skąpanych w słońcu
Są też i poranki mgliste…

Po co? Abym nie zapomniał
Że człowiekiem jestem tylko
Że nie jestem wszechmogący
Że me życie – krótką chwilką.

Lecz choć ciemność znów spowiła
Zakamarki mojej duszy
Ufam: rano słońce wzejdzie
I zwątpienia mgłę osuszy.

Ale nawet gdyby zgasło
Niczym lampa wypalona
Wierzę, że znów walczyć będą
Wyczerpane me ramiona.

Znów zaczynam, mimo bólu
Walkę, by sens znaleźć życia
Wiele pięknych chwil przede mną
Nowych lądów do odkrycia!

Tajemnica

fot. Adam Olszak

Jesteś Tajemnicą
pełną sprzeczności

Wszechobecny choć milczący
mocarz pełen pokory
miłość bezwarunkowa i wypełniająca
żar i chłodzący powiew
zagadka nigdy nierozwiązana

Przenikasz mnie na wylot
znasz lepiej ode mnie samego
meandry mojego myślenia

Może więc Ty mi powiesz
czemu to istnienie tak boli?

Czy dlatego
że jestem kroplą rosy
co tęskni za Oceanem
i pragnie się zatracić
w Pełni wszelkiego istnienia?

Pytania bez odpowiedzi

fot. Adam Olszak

Oczywistość gdzieś się zatraciła
Nie ma już prostych odpowiedzi
Kształty są jasne i nieostre
Wątpliwości jak rój szerszeni

Mała iskra może rozniecić pożar
Choć chmury ciemne deszcz niosą
Ktoś powyrywał drogowskazy
Każdy krok to ryzyko potknięcia

Wszystkie dogmaty nagle podważone
Rozłożone na pierwsze czynniki
Pytania rzucam na wiatr
Wiedząc że utoną w milczeniu

Twoje oczy jak morska latarnia
Wśród fal wszechogarniającego chaosu
Ale do ciszy bezpiecznej przystani
Jeszcze daleko przez mielizny i skały

Okrutna jest wolność i bezlitosna
Choć tak bardzo jej pragniemy
Ciężarem nieznośnym się staje
Gdy nikt nie zdejmie odpowiedzialności

Błądzić jest rzeczą ludzką
Choć czasem cena bardzo wysoka
Gdy niepewność sprzymierzy się z lękiem
Tylko miłość stawi im czoła

Dzień Kobiet

fot. Adam Olszak

Kiedyś goździki i rajstopy
Dziś bombonierki i tulipany
Wirtualne róże i całusy
Życzenia i zapewnienia

A wszystko to wyraz bezradności
Hołd nieświadomie złożony
U bram niezdobytej twierdzy
Biała flaga
W obliczu metafizycznej pułapki

Jesteście Tajemnicą

Nieprzeniknione w swej głębi
Skomplikowane i nieproste
Zagadki nierozwiązywalne
Pragmatycznym męskim umysłem
Wyzwania rzucone
Chęci wyjaśnienia wszystkiego.

Nie zmieniajcie się
Proszę

Lalka

fot. Adam Olszak

Kolejne zwycięstwo, potyczka wygrana
Sukces jak narkotyk, lecz szybko cię zdradzi
Jeśli dasz się wciągnąć w boje niepotrzebne
Nie wiedząc, dokąd ta droga prowadzi.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Codziennie przyspieszasz, następne zadania
A dni w kalendarzu szczelnie wypełnione
Świat już twoje życie sobie zaplanował
Wmawia ci, że wszystko dawno przesądzone.

Ktoś chce twego biegu bez chwili wytchnienia
Gdy stanąć próbujesz, wściekle cię pogania
Bo wie, że wolność w duszy niewolnika
Tam się zaczyna, gdzie trudne pytania.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Bo choć nie wszystko od ciebie zależy
I jutro niebo może w ogniu być
Lepiej wyruszyć i podjąć ryzyko
Zamiast w chocholim tańcu z bólu wyć!

Twój obraz w pamięci

fot. Adam Olszak

Co zrobić gdy stoisz
Wśród dymiących zgliszczy
Bo na twoich oczach
Dom zawalił się?
Czy grzebać w ruinach,
Rozdrapywać rany
Czy iść nową drogą
Cicho roniąc łzę?

Co zrobić, gdy życie
Kpi z ciebie okrutnie
Niczym stary szuler
Wciąż nabiera cię?
Czy odejść od stołu
Z cynicznym uśmiechem
Czy wierząc zuchwale
Zacząć nową grę?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Czy chcesz odbudować
Mosty, co spalone
Wzajemną pretensją,
jadem gorzkich słów?
Miłością wyleczyć
Uczucia zranione
Odrodzić namiętność
I zaufać znów?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Popielec

fot. Adam Olszak

Biorę do ręki
Niespełnione marzenia
Pęknięte iluzje
Życiowe błędy
Poplamione ideały
Niezrealizowane plany

Wspomnienia co kłują jak ciernie
Słowa raniące o jedno za dużo
Chwile których się wstydzę

Wrzucam je w ogień
Przebaczający
Juz nie mają władzy
Nad moim myśleniem
Stają się popiołem
Co woła że marność

Sypię go na głowę
Zaczynam od nowa.

Chmura

fot. Adam Olszak

Ciemna chmura w oddali
Budzi lęk przed nieznanym
Sparaliżowany
Świat czeka na cios

Jako chłopiec
Uciekałem przed nią
Szukałem schronienia
Na odludnym strychu świata

Jako mężczyzna
Wchodzę w nią odważnie
Pozwalam się ogarnąć
By odkryć zdumiony
że składa się z miłości
choć wymieszanej z cierpieniem

Tylko to połączenie jest prawdziwie płodne
Zdolne porwać pod niebo, zmienić planet bieg
Jak chemiczna reakcja wyzwala energię
Porywa do walki, pokonuje lęk.

Cały staję się głosem

fot. DN

Zamknięty przed światem w budce
Utartych schematów myślenia
Odgrodzony namiastką prywatności
Przygarbiony tęsknotą
Próbuję wyłowić
Twój głos spośród szumu

Mówisz do mnie z daleka.
Dystans pomiędzy nami
Wyrósł niespodziewanie
Lecz uparcie szukamy
Nici porozumienia.

Czy słowa są w stanie na nowo
Zespolić dwa światy pęknięte?
Czy raczej niosą pożogę
Zarzewie huraganu
Który zmiecie doszczętnie
To, co jeszcze zostało?

Cały staję się głosem
Nasączam go miłością
Wierząc że ona uleczy
Rany przez lęk zadane…

Pytania w drodze

fot. Adam Olszak

Jak krótka droga nas dzieli
Od szczęścia i świata u stóp
Do smutku i cienia doliny
Gdzie diabeł ukrywa swój łup

Liściem jesteśmy na wietrze
Plewą niesioną przez wiatr
Gdy podmuch nas wyżej poniesie
Wierzymy, że nasz jest ten świat…

Za moment nadciąga chmura
I słońce szczelnie zakryte
Smutek się gęsty rozlewa
Kontury rzeczy rozmyte

Jak równowagę zachować
Jak mądrość zdobyć co trwa
Rozpoznać to, co możliwe
Od tego, w co obłęd nas pcha?

Marność – Kohelet powiada
– Lecz nad tą marnością jest Ktoś
Kto do miłości nas stworzył
Kto nas przenika na wskroś

Kto trzyma nas w swoim ręku
Policzył każdy nasz włos
Chce, byśmy byli szczęśliwi
Ważny dla Niego nasz los.

Lecz rany w sercu sprawiają
Że nie wierzymy Mu już
Lęk przed Nim, brak zaufania
Życie zamknięte na klucz…

Ale On czeka cierpliwie
By w progu powitać cię
Nie będzie robił wymówek
Tylko miłości twej chce.

Więc wracaj… wracaj do domu
Serce błądzące gdzieś tam
Tu twoje miejsce, tu właśnie
Wróć… jarzmo goryczy złam…

Może właśnie tak trzeba

fot. Adam Olszak

Twoje oczy jak studnie pełne tajemnic
Widzę w nich miłość i ból
smutek i lęk, radość i szczęście
Rozum, pragnienia i serce
Splecione w zażartej walce
Konglomerat uczuć i zdarzeń
Prawdziwy ekran duszy
Każda sekunda to nowe odkrycie

Czasem spojrzenie wystarczy
Nie trzeba mówić za dużo
Gdy każde słowo coś znaczy
Realne aż do bólu
Jak karta rzucana na stół
W rozgrywce gdzie stawką jest życie

Gdzieś tam – tuż obok nas
Bóg patrzy spod przymkniętych powiek
On już zna zakończenie
My idziemy we mgle
Szukamy drogi po omacku
Co jest prawdą, a co iluzją
Co odpowiedzialnością, a co słabością
Są tylko pytania nie ma odpowiedzi

A może to właśnie tak trzeba
W ciemnościach i bez drogowskazu
Upadać i powstawać
Aby w końcu dorosnąć
Odnaleźć swój kompas w sercu
Uwolnić w sobie odwagę
I zacząć żyć naprawdę

Korytarze

fot. Adam Olszak

Betonowe korytarze
skapane w zimnym świetle
nie widzą nigdy słońca
prowadzą głęboko pod ziemię

Czasem trzeba zejść i tam
by wyjść po drugiej stronie
i choć strzałka każe skręcić
ty idziesz po swojemu
na przekór drogowskazom

Pogrążony w samotności
kontemplujesz posępny urok
odrapanych ścian
goniąc myśli co biegną
od banałów do spraw największych

Trzeba wracać na powierzchnię
zanurzyć się na nowo
w ciemne objęcia nocy
aby iść dalej
choć sam nie wiesz dokąd

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén