Tag: nieznane

My way

fot. Anna Rivus

Gdy czas obedrze nas
Ze snów i marzeń, co daremne
Gdy rękom braknie sił
Gdy chmury skądś napłyną ciemne
I kiedy wbije nóż
Ktoś, kto się zwał przyjacielem
Do głowy ciśnie się
Myśli tak wiele…

Lecz choć niełatwo jest
A każdy dzień jak walka z cieniem
I nieraz chce się wyć
Pochylić kark przed zwątpieniem
Kolejny robisz krok
Bez lęku patrzysz w oczy wrogom
I masz odwagę iść
swą własną drogą!

Bo przecież wiesz, że każdy dzień
W ulotnym mija rytmie serca drgnień
Więc zamiast wciąż w przeszłości tkwić
Ty chcesz zachłannie życie pić
By szczęście znaleźć, by do gwiazd
Iść swoją drogą!

Czy lepiej z boku stać,
czy mierzyć siły na zamiary?
W bezpiecznym cieple trwać,
czy z losem złapać się za bary?
Czy tym się kłaniać, co
fałszem okryci są jak togą?
Czy głowę podnieść, by
iść własną drogą?…

Przecież już wiesz, gdzie twój wiedzie szlak
I choć upadasz, choć sił nieraz brak
Choć chciałeś już powiedzieć „pas!”
Wstajesz, by w podróż ruszyć jeszcze raz
I choć pod górę, choć pod wiatr
Iść własną drogą!

Wrócę do domu

fot. Adam Olszak

Kim jestem?
Pytam sam siebie
Patrząc na twarz faceta w lustrze
Zmarszczki na czole i zmęczone oczy

Ślady bitew ze sobą,
Z innymi i z Bogiem
Toczonych w bezsenne noce
Słów raniących i niepotrzebnych
Upadków i potknięć
Zwycięstw i kroków naprzód

To, co było – nie wróci
Nie da się przeżyć raz jeszcze
Jest TERAZ, chwila obecna
Kolejny krok do zrobienia
A może moment oddechu
Bo czasem lepiej stać mądrze
Niż głupio biegać bez celu

Są we mnie geny pradziadka
Co służył w carskim wojsku
I pieszo przyszedł z Odessy
Przymierając głodem
Lecz szedł wytrwale, bo wiedział
Że każdy krok zbliża do domu
Mam w sobie jego upór
Więc wierzę, że kiedyś też wrócę

Kim jestem? – rzucam pytanie
Jak kamień, co leci w niebo
Za moment spada bezwładnie
Znikając w studni milczenia
Bóg nie odpowie za mnie
Chociaż daje ściągawkę
Że moje „ja” prawdziwe
Muszę sam w końcu odnaleźć
Aby je pokochać
I zaprosić do siebie

Ballada o strumieniu

fot. Adam Olszak

Strumień przy źródle jest wąską strugą
Wije się lekko wśród skał i kwiatów
Jeszcze niepewny, szuka kierunku
Chce naprzód płynąć, lecz nie wie dokąd.

Od zdroju coraz dalej odpływa
Jednak nie słabnie… lecz zasilany
Wodą dopływów, deszczu kroplami
Stale się wzmacnia i potężnieje.

Na górskich zboczach nagle przyspiesza
Sprężysty, wartki, młodością gnany
Jego energia może pomagać
Lub niszczyć wszystko na swojej drodze.

Gdy przez równinę szlak jego wiedzie
Dostojnie zwalnia, pluszcze leniwie,
A brzegi zdobi jasną zielenią
Bo gdzie dociera, tam wraca życie.

Są również lęku wiry zdradliwe
Jest susza, która siły wypala
I ciemne chmury – skrzydła aniołów,
Co nowy zapał przynoszą z nieba.

Dokąd wędrujesz, jasny strumieniu?
Kto twych zakrętów linię wyznaczył?
W blasku księżyca szepczesz pytania
Gdy powiew zmąci gładkość odbicia.

Gdzieś jest ocean… przyzywa głębią
Lecz zanim jego częścią się staniesz
Możesz się złączyć z innym strumieniem
By dwa jak jeden odtąd płynęły…

Dlatego warto, choć serce krwawi
Dać się zaskoczyć o wschodzie słońca…

Pomiędzy węzłami

fot. Adam Olszak

Splątane linie ludzkich losów
Błędnych decyzji i uniesień
Porażek i nadziei złudnych
Co na manowce sprowadzały

Choć droga prostą się zdawała
Ktoś ją ozdobił zakrętami
I niepotrzebnie skomplikował
Przecież zbyt łatwo być nie może

Zawiłe ścieżki tworzą pętle
Które nie dają się rozplątać
Niczym gordyjski węzeł słynny
Co mieczem musiał być przecięty

A może jednak ktoś się znajdzie
Co ład zobaczy w tym chaosie?
Po krzywych liniach prosto pisząc
Sens nada triumfom i upadkom

Lecz póki co pytania trudne
Bez odpowiedzi pozostają
A czasem nawet jeszcze bardziej
Pychą i złością zaciemnione

Lecz zanim wszystko się wyjaśni
Cóż nam innego pozostaje
Jak dnia każdego trwać z godnością
Szukając prawdy co wyzwala?

A jeśli dzień się przeżyć uda
Bez nienawiści i obłudy
To świat się trochę lepszym staje
Bo dobro wraca pomnożone…

Moja droga

fot. Adam Olszak

Dokąd prowadzisz drogo kręta:
Na szczyty gór czy ku zagładzie?
Przed siebie gnam niepowstrzymanie
Choć mrok się już na ziemię kładzie.

Co czeka na mnie za zakrętem?
Map nie chcę – wolę mknąć w nieznane
Choć nieraz wąsko i pod górę
Sam jestem swojej drogi panem.

Wydłużają się cienie
Gwiazdy już na niebie
Kompasem są
Ciemność mnie nie zatrzyma
Życie jest podróżą
Odwieczną grą!

Pytają mnie, czy gdzieś przystanę
Stabilizacji rajem kuszą
Tacy jak ja nie cierpią klatek
Wciąż nowych ścieżek szukać muszą.

Bez pośpiechu przed siebie
w dal rozsłonecznioną
kocham ten stan
Chociaż przyszłość los ukrył
Za cienia zasłoną
Ja mam swój plan.

A gdy sił już zabraknie
I powietrza w płucach
Do raju bram
Droga mnie poprowadzi
W księżycowym blasku
Pójdę nią sam…

Wylogowana

fot. Adam Olszak

Długi ogon cudzych spraw
Ciągniesz za sobą co dzień wytrwale
Dokądś biegniesz, szarpiesz się
Lecz takie życie nie cieszy Cię wcale
Telefon wciąż
tkwi w ręce Twej
jak ostry miecz.

Jak kukiełka w teatrzyku
swoją rolę grzecznie grasz
Choćby serce wyło z bólu
Uśmiech zdobi Twoją twarz

Niespełnienia czujesz ból
Łzy Twe w poduszkę co noc wsiąkają
O uznanie żebrzesz tych,
Którzy oddaniem Twym pogardzają
Jak przedmiot, co
Przydatny jest
Traktują Cię

Mówisz: „Nikt mnie nie rozumie,
Radzę sobie sama znów”
Lecz odpychasz dłoń pomocną
Wokół siebie kopiesz rów.

Czy kamienny przerwiesz krąg
Pokonasz lęk swój, zrzucisz kaganiec
Czy po prostu chcesz tak żyć
Niczym bezradny w celi skazaniec
Ofiarą być
Na pewno też
Swe plusy ma

Popatrz: morze się otwiera
Abyś suchą stopą szła
Pójdziesz naprzód czy zawrócisz
Bo wciągnęła Cię ta gra?

Już nie chcę!

fot. Adam Olszak

Gdzieś daleko wielki świat jak ocean wzburzony
W nim rekiny krążą wciąż walczą stale o życie
Nienawidzą się a jednak zawierają sojusze
Małe płotki w tej rozgrywce nie znaczą dla nich nic

Być trybikiem w tej machinie to dla wielu szczyt sukcesu
Lecz kto raz już wszedł na szczyt musi kąsać by przetrwać
I choć wielu im się kłania, mogą zniszczyć kogo zechcą
Są więźniami swego lęku, niewolniczo boją się!

A ja mam dosyć takiego życia
Które przez palce stale przecieka
Dość samotności, szlochu w poduszkę
I świadomości, że nikt nie czeka

Nie chcę być tylko zbiorem pikseli
Pionkiem bezwolnym na szachownicy
Nie chcę być blotką w niczyjej talii
Co nic nie znaczy, nie liczy się!

Wyścig szczurów trwa beze mnie ja wybieram swoją drogę
Wiem że świata nie naprawię ale to bez znaczenia
Drzwi zamykam więc za sobą i nabieram powietrza
Dziś odwagę czuję w sercu aby zrobić pierwszy krok!

Nie chcę już fikcją żyć wirtualnie
Obwiniać innych za swoje błędy
Nie będę karku zginać pokornie
Aby zabiegać o czyjeś względy

Chcę swoje miejsce wreszcie odnaleźć
Kochać odważnie, iść swoją drogą
Z nadzieją w sercu wstawać codziennie
Sens życiu nadać, naprawdę żyć!

Dajcie mi spokój

fot. Adam Olszak

Przeładowany mózg
eksploduje jak pęknięty balon
Brudzi sufit i ściany
Informacyjną papką

Mam dość

Zalany powodzią słów
Terabajtami danych
Zbieram pospiesznie
To co mi jeszcze zostało

Dołączam do rzeki uchodźców
Płynącej w nieznane
Wyrzucony ze swego „ja”
Przez autorytety
Co wiedzą najlepiej

Nie obchodzą mnie wasze wojny
Wasze oburzenia i święte racje
Ja chcę po prostu normalnie żyć
Dajcie mi spokój
Wreszcie

Pytania bez odpowiedzi

fot. Adam Olszak

Oczywistość gdzieś się zatraciła
Nie ma już prostych odpowiedzi
Kształty są jasne i nieostre
Wątpliwości jak rój szerszeni

Mała iskra może rozniecić pożar
Choć chmury ciemne deszcz niosą
Ktoś powyrywał drogowskazy
Każdy krok to ryzyko potknięcia

Wszystkie dogmaty nagle podważone
Rozłożone na pierwsze czynniki
Pytania rzucam na wiatr
Wiedząc że utoną w milczeniu

Twoje oczy jak morska latarnia
Wśród fal wszechogarniającego chaosu
Ale do ciszy bezpiecznej przystani
Jeszcze daleko przez mielizny i skały

Okrutna jest wolność i bezlitosna
Choć tak bardzo jej pragniemy
Ciężarem nieznośnym się staje
Gdy nikt nie zdejmie odpowiedzialności

Błądzić jest rzeczą ludzką
Choć czasem cena bardzo wysoka
Gdy niepewność sprzymierzy się z lękiem
Tylko miłość stawi im czoła

Chmura

fot. Adam Olszak

Ciemna chmura w oddali
Budzi lęk przed nieznanym
Sparaliżowany
Świat czeka na cios

Jako chłopiec
Uciekałem przed nią
Szukałem schronienia
Na odludnym strychu świata

Jako mężczyzna
Wchodzę w nią odważnie
Pozwalam się ogarnąć
By odkryć zdumiony
że składa się z miłości
choć wymieszanej z cierpieniem

Tylko to połączenie jest prawdziwie płodne
Zdolne porwać pod niebo, zmienić planet bieg
Jak chemiczna reakcja wyzwala energię
Porywa do walki, pokonuje lęk.

Może właśnie tak trzeba

fot. Adam Olszak

Twoje oczy jak studnie pełne tajemnic
Widzę w nich miłość i ból
smutek i lęk, radość i szczęście
Rozum, pragnienia i serce
Splecione w zażartej walce
Konglomerat uczuć i zdarzeń
Prawdziwy ekran duszy
Każda sekunda to nowe odkrycie

Czasem spojrzenie wystarczy
Nie trzeba mówić za dużo
Gdy każde słowo coś znaczy
Realne aż do bólu
Jak karta rzucana na stół
W rozgrywce gdzie stawką jest życie

Gdzieś tam – tuż obok nas
Bóg patrzy spod przymkniętych powiek
On już zna zakończenie
My idziemy we mgle
Szukamy drogi po omacku
Co jest prawdą, a co iluzją
Co odpowiedzialnością, a co słabością
Są tylko pytania nie ma odpowiedzi

A może to właśnie tak trzeba
W ciemnościach i bez drogowskazu
Upadać i powstawać
Aby w końcu dorosnąć
Odnaleźć swój kompas w sercu
Uwolnić w sobie odwagę
I zacząć żyć naprawdę

Czas decyzji

fot. pixabay.com

Stoisz na rozstajach dróg, co w dal prowadzą
Pytasz o decyzje, które sens nadadzą
Sekundom, co płyną niczym w rzece woda…
Miłość i spełnienie to Twoja nagroda.

Strach karmi się smutkiem, odwaga – nadzieją.
Czasem ponad głową zdarzenia się dzieją
Czasem w ciężkim trudzie codziennym kiełkują
Szczyty zdobywają ci, co ryzykują.

Trwoga może ścisnąć za gardło nieznośnie,
Szantażuje, skamląc pod drzwiami żałośnie
Nie przewidzisz wszystkich możliwych wydarzeń
Lecz nie pozwól nigdy pozbawić się marzeń!

Udręka to straszna, ogromne cierpienie
W lustrze wspomnień widzieć szans straconych cienie
I rozpamiętywać przeszłość, co nie wróci
Niczym przy ruletce zgorzkniali bankruci.

Wiesz, czym się smucili ci, co umierali?
Nie brakiem kariery … lecz że nie kochali
I że żyli w maskach, by innym dogodzić
To pęknięcie serca trudno załagodzić…

Możesz więc pójść naprzód przez morze otwarte
Lub obstawiać nadal lęku zgraną kartę
Poddać się pokornie, wrócić do niewoli
I nie myśleć więcej o duszy, co boli…

Chociaż boleć będzie… jak cierń wbity w rękę
Który niewyjęty ciągłą sprawia mękę.
I ból ten zagłuszyć próbujesz daremnie
Póki nie zrozumiesz: „Me szczęście jest we mnie!”

To jest czas decyzji, czas rozstajnych dróg
Wybierz mądrze, abyś w lustro spojrzeć mógł!

Korytarze

fot. Adam Olszak

Betonowe korytarze
skapane w zimnym świetle
nie widzą nigdy słońca
prowadzą głęboko pod ziemię

Czasem trzeba zejść i tam
by wyjść po drugiej stronie
i choć strzałka każe skręcić
ty idziesz po swojemu
na przekór drogowskazom

Pogrążony w samotności
kontemplujesz posępny urok
odrapanych ścian
goniąc myśli co biegną
od banałów do spraw największych

Trzeba wracać na powierzchnię
zanurzyć się na nowo
w ciemne objęcia nocy
aby iść dalej
choć sam nie wiesz dokąd

Niepewność

fot. DN

Chmura na horyzoncie
Sieje w umyśle
grozę niepewności

W obliczu kataklizmu
Miasto przygasza swe światła
Gotowe walczyć by przetrwać
Bezlistne gałęzie drzew
Szemrzą niespokojne pacierze

Ustalone schematy
Truchleją przed nieznanym
Pękają mury rutyny
Drżą utarte ścieżki

Ten obłok skrywa tajemnicę
Marzeń, co ciałem się stają
Poczęte w noc bezsenną
Ze związku serca i woli
Wbrew staremu światu
I na jego zgubę

To co nowe – przeraża
Potrzeba odwagi
By iść naprzód
By wzrastać
Zmieniać życie swe.

Przeprowadzka

fot. Adam Olszak

Więc żegnam miejsce w którym dotąd żyłem
Już wszystkie rzeczy spakowane mam
W śmieciach ląduje zbędnych wspomnień balast
O tym, co zabrać, zdecyduję sam

Przeprowadzam się
Zamykam rozdział życia
Nowa przestrzeń już
Przede mną do odkrycia
Przeprowadzam się
Zaczynam nowy etap
Przeprowadzam się
Nie pytam, gdzie jest meta.

Kartony pełne niespełnionych marzeń
Chaos, z którego wyjdzie nowy świat
Na innym miejscu, w innym otoczeniu
Odmierzać zacznę rytm kolejnych lat

Przeprowadzam się
Chwilowy znoszę zamęt
Lecz pod nowy los
Zalewam dziś fundament
Przeprowadzam się
Za sobą coś zostawiam
Przeprowadzam się
I przyszłość obłaskawiam.

Wzrokiem obrzucam kąty dobrze znane
Początkiem nowym każdy koniec jest
Nie chcę już liczyć strat ani korzyści
Przeszłość odcinam, stać mnie na ten gest

Przeprowadzam się
Wstecz nie chcę się oglądać
Wolę słońca wschód
Każdego dnia oglądać
Przeprowadzam się
Zaczynam dziś od nowa
Przeprowadzam się
To zmiana całościowa

Gdzieś tam czekają nowe cztery ściany
Lecz nim prawdziwym zaczną domem być
Trzeba w nie duszę tchnąć, napełnić sobą
Aby tam długo i szczęśliwie żyć

Przeprowadzam się
By coś nowego stworzyć
Nową przyszłość dziś
Przed sobą chcę otworzyć
Przeprowadzam się
A w sercu mam nadzieję
Przeprowadzam się
I niech się co chce dzieje!

My way…

fot. Adam Olszak

Nim życie zdmuchnie nas jak świecy płomień delikatny
Zatrzymać warto się, by zyskać pogląd akuratny
Dziś więc – gdy życie mnie prowadzi znów na dróg rozstaje
By wybrać drogę swą, przed lustrem staję

Ja wiem, że trudno jest samego siebie trafnie sądzić
I że zdarzało się zagubić szlak, w ciemności zbłądzić
Lecz choć za błędy swe zapłacić przyszło cenę srogą
To wciąż pragnąłem iść mą własną drogą.

Ciągle pod wiatr, uparcie tak
Choć dobrze znam porażki smak
I głową w mur bić przyszło też
Czuć na policzkach ślady łez
To jednak wciąż
Wstawałem i
Szedłem wytrwale…

Dziś wdzięczność w sercu mym głęboką również chcę obudzić
Za dobra tyle i za wszystkich napotkanych ludzi
A choć tak może być, że ktoś ma żal lub żądzę mściwą
To ja zachować chcę
Pamięć życzliwą

Wybieram zatem drogę swą
Bo wierzę w to, że idąc nią
Nie muszę brnąć w układów mrok
I kłaniać się, spuszczając wzrok
To moje życie, więc chcę iść
Iść swoją drogą…

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén