Tag: ja

Z Tobą…

fot. Adam Olszak

fot. Adam Olszak

Za oknem ciemność… lecz już świt nadchodzi
Dziś sen na próżno wokół domu krąży
Kiedy wtuleni w siebie rozmawiamy
Słów ciepłym deszczem miłość podlewając

Z Tobą czas biegnie szybko, choć łagodnie
Z Tobą naczynia same się zmywają
Wypełniasz przestrzeń swoją obecnością
Oddycham Tobą jak świeżym powietrzem

Gdy jesteś – wszystko jest na swoim miejscu
Codzienne sprawy stają się odświętne
Zauważone w swojej zwyczajności
Celebrowane jak ważna rocznica

Lubię spoglądać w głębię Twoich oczu
Bo w nich przebija Twe duchowe piękno
Dziękuję za to, że chcesz się nim dzielić
Niczym kwiatami, co spadają z nieba

Chcę Cię smakować, poznawać w zachwycie
Uczyć się Ciebie, z Tobą ruszyć w drogę
Po łuku tęczy wspiąć się na dach świata
O świcie pobiec plażą w stronę słońca…

Wrócę do domu

fot. Adam Olszak

Kim jestem?
Pytam sam siebie
Patrząc na twarz faceta w lustrze
Zmarszczki na czole i zmęczone oczy

Ślady bitew ze sobą,
Z innymi i z Bogiem
Toczonych w bezsenne noce
Słów raniących i niepotrzebnych
Upadków i potknięć
Zwycięstw i kroków naprzód

To, co było – nie wróci
Nie da się przeżyć raz jeszcze
Jest TERAZ, chwila obecna
Kolejny krok do zrobienia
A może moment oddechu
Bo czasem lepiej stać mądrze
Niż głupio biegać bez celu

Są we mnie geny pradziadka
Co służył w carskim wojsku
I pieszo przyszedł z Odessy
Przymierając głodem
Lecz szedł wytrwale, bo wiedział
Że każdy krok zbliża do domu
Mam w sobie jego upór
Więc wierzę, że kiedyś też wrócę

Kim jestem? – rzucam pytanie
Jak kamień, co leci w niebo
Za moment spada bezwładnie
Znikając w studni milczenia
Bóg nie odpowie za mnie
Chociaż daje ściągawkę
Że moje „ja” prawdziwe
Muszę sam w końcu odnaleźć
Aby je pokochać
I zaprosić do siebie

Małe przerażone „ja”

fot. Adam Olszak

Kim jestem? Wciąż nie wiem. Szukam odpowiedzi.
Maski na mej twarzy. Maski, maski, maski.
Trzymają się mocno lękiem przyklejone
Gdy tańczę przed światem, by słyszeć oklaski

Gdzieś tam pod maskami jestem ja prawdziwy
Gdzieś tam żyje moje „ja”, co przerażone
Błądzi samo w ciemnym nieprzyjaznym lesie
Wrócić chce do domu tułaczką zmęczone

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
W ciemności zgubione
Przed ludźmi schowane
Drogi szuka wciąż
Drogi szuka wciąż

Maleńkie światełko na krańcach ciemności
Jasne okna domu majaczą w oddali
Wewnątrz moje serce tak bardzo spragnione
By siebie pokochać, by się w jedność scalić

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Z miłości stworzone
Dla miłości żyje
Bardzo kochać chce
I kochanym być

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Odnalazło drogę
Wróciło do domu
Puka do mych drzwi
Puka do mych drzwi

Pragnienie i lęk

fot. Adam Olszak

On spragniony miłości niczym pustynia wody
Ona niczym igła kompasu rozedrgana
Choć go bardzo pragnęła, jednak myśl o bliskości
Lękiem ją napełniała, paliła niczym rana.

W rytmie sinusoidy miłość ich falowała
Ciągłych zbliżeń, oddaleń rytm powracał niezmienny
Gdy on mocniej naciskał, ona się oddalała
Gdy on walczyć przestawał, stawał dla niej się cenny.

Niczym żuraw i czapla taniec swój prowadzili
W korowodzie uników, kłótni, rozstań, powrotów
W grze pozorów, wymówek, niespełnionych nadziei
Marzeń zwiędłych, co życie czerpią z nowych zalotów.

I tak życie minęło… dwie planety samotne
Na dwóch krańcach wszechświata trwały nieporuszone.
Aż umarły w milczeniu, szczęścia nigdy nie znając
W żarówkowe księżyce swych iluzji wpatrzone

Lecz czy miłość prawdziwa na tym właśnie polega
By skutecznie unikać najmniejszego draśnięcia?
Czasem musi zaboleć, aby przebić skorupę
”Ja” schowane głęboko wyswobodzić z zamknięcia.

Zamiast ciągle się wahać – lepiej odejść zwyczajnie
Zniknąć za horyzontem niczym chmury o świcie
Nie ma sensu słowami bez pokrycia się mamić
Kochać – to być najbliżej. Kochać – to dzielić życie…

Moje „ja” zgubione…

fot. Adam Olszak

Moje „ja”, od którego uciekłem
Dla spokoju, kariery, wygody
Opuszczone. Zepchnięte w niepamięć,
Jak kamienie wrzucone do wody.

Jak się siebie zaparłem? I kiedy?
Z lęku nożem do gardła przytkniętym
Uwierzyłem, że może tak trzeba:
Słuchać innych, choć z sercem pękniętym…

„Ja” prawdziwe… niechciane. Zdradzone
Za srebrniki spokoju świętego
Prestiż, splendor, znaczenie i podziw
Życie sztuczne zamiast prawdziwego.

Lecz co zrobić z duszą udręczoną?
Jak jej rany uleczyć bolące?
Wciąż pozory, kamuflaż, kontrola,
Aby ukryć pęknięcie krwawiące.

Lecz dziś w sobie znajduję odwagę
Aby spotkać swe „ja” porzucone
Strach pokonać, co jarzmo nakłada
I odnaleźć marzenia zgubione…

Tajemnica

fot. Adam Olszak

Jesteś Tajemnicą
pełną sprzeczności

Wszechobecny choć milczący
mocarz pełen pokory
miłość bezwarunkowa i wypełniająca
żar i chłodzący powiew
zagadka nigdy nierozwiązana

Przenikasz mnie na wylot
znasz lepiej ode mnie samego
meandry mojego myślenia

Może więc Ty mi powiesz
czemu to istnienie tak boli?

Czy dlatego
że jestem kroplą rosy
co tęskni za Oceanem
i pragnie się zatracić
w Pełni wszelkiego istnienia?

Dajcie mi spokój

fot. Adam Olszak

Przeładowany mózg
eksploduje jak pęknięty balon
Brudzi sufit i ściany
Informacyjną papką

Mam dość

Zalany powodzią słów
Terabajtami danych
Zbieram pospiesznie
To co mi jeszcze zostało

Dołączam do rzeki uchodźców
Płynącej w nieznane
Wyrzucony ze swego „ja”
Przez autorytety
Co wiedzą najlepiej

Nie obchodzą mnie wasze wojny
Wasze oburzenia i święte racje
Ja chcę po prostu normalnie żyć
Dajcie mi spokój
Wreszcie

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén