Tag: ból

Samotność

fot. Adam Olszak

W myślach biegną cienie ludzi
Rosną jak chmury gnane wiatrem
Mijają
Poranek jest zimny

Uściski, ukłony
Gest nad słowem zawieszony
Niechby chociaż słońca promyk
Żar ognia

Wyrazy uznania
Nadziei
Życzenia z głębi dobrego wychowania
Mówią, że będzie dobrze
Ale nie mówią – dlaczego

Łza – zdrajczyni – opuszcza
Ukradkiem oko
Trochę ciepła.

Wołanie z dna serca

fot. Adam Olszak

Gdy Bóg wysłuchał modlitwy Sary
I słów Tobiasza pełnych goryczy,
Na długo zamilkł, współczuciem zdjęty
Że rozpacz trapi jego stworzenia

Natychmiast Rafal, posłaniec z nieba
Wyruszył w podróż z młodym Tobiaszem
Aby go chronić i aby Sarę
Wyrwać z zachłannych szponów demona

Jak znaleźć wytrych do serca Boga?
Jaka modlitwa ma taką siłę,
Że Stwórca świata ku niej się zwraca
I nie zostawia bez wysłuchania?

To słowa, które płyną wprost z serca
Z jądra ciemności nieprzeniknionej
Z pęknięcia na dnie duszy człowieczej
Co źródłem wszelkich zwątpień i lęków

Bóg, który dla nas zstąpił do piekieł
I wyszedł żywy z grobu otchłani
Na pastwę śmierci nas nie zostawia
Lecz walczy o nas z nami samymi

Czasem nam w podróż wyruszyć każe
Która okazją jest, by dorosnąć
Odważnie spojrzeć w ślepia demonów
Pokonać lęki, rozerwać więzy

I nie porzuca nas, gdy zbłądzimy
Gdyż Aniołowie Jego czuwają
Dyskretnie krzywe prostując ścieżki
By nie powiodły nas ku przepaści

Warto więc wołać w bezsenne noce
Choćby się wiara w popiół zmieniała
By skarga duszy bólem dręczonej
Mogła poruszyć ojcowskie serce…

Zaczadzenie

 

fot. Adam Olszak

Twoich kłamstw zaczadzony koszmarem
Smogiem marzeń toksycznych zatruty
Duszę się

Chcę uwolnić się wreszcie od ciebie
Fotografie z albumu pamięci
Palą się

Powietrze chwytam łapczywie
Każdy oddech to walka o życie
Normalność jak tlenu łyk
Do wyjścia biegnę na oślep
Z labiryntu wciąż uciec próbuję
Zwierzę schwytane we wnyk

W gęste bagno chaosu zapadam
Bezskutecznie oddzielić próbuję
Ziarna słów

Co jest prawdą – co fatamorganą
Wyobraźni twej chorej iluzją
Nie wiem znów

Rozczarowanie jak chmura
Dym trujący me płuca wypełnia
Nie chcę przeszłością już żyć
Odrzucam cię tu i teraz
Swoje łgarstwa dla innych zachowaj
Ja chcę do słońca się wzbić

Linę wspomnień tnę beznamiętnie
By niepamięć je mogła pochłonąć
Z tobą wraz

Żrący balast za burtę wyrzucam
Spada w przepaść by zniknąć na zawsze
Błędów głaz

Skończona mroczna udręka
Czysta radość w mych oczach pulsuje
Życie cudowne jest tak
Wolnością wreszcie oddycham
Znowu w miłość uwierzyć potrafię
Ku szczęściu wybieram szlak!

Piosenka o przemijaniu

fot. Adam Olszak

Niełatwo cierpieć kiedy spada cios
A diabli wzięli twe wszystkie teorie
Nie biec na oślep, nie psioczyć na los
Z godnością pisać wciąż swoją historię
Każdego dnia…

Cierpliwie znosić przemijania ból
Gdy rany szarpią dopiero zadane
Pozostać sobą, nie odgrywać ról
Choć dusza wyje w udręce nad ranem
Jak struna drga…

Czy lepsze serce jest marmurowe
Czy żywe z ciała, co zranić się da?
Murem kamiennym się obwarować
Czy łapać chwilę obecną, co trwa?
Choć miłość może przynieść cierpienie
Stale jej szukasz, wyglądasz co dzień
Kiedy nadchodzi, wszystko rozjaśnia
Przy Twoim cieniu widzisz drugi cień.

….Więc chociaż rozejść mogą się drogi
A ból po stracie ciężki jak życie
To krok do przodu robisz z nadzieją
Że przecież słońce wstanie o świcie
Rozpali żar!

Błąkamy się jak mewy samotne
Gotowe walczyć o zdobyczy kęs
Lecz czasem chmura zjawia się czarna
Co każe pytać w milczeniu o sens
Pokochać kogoś – to ryzykować
Kto podszedł blisko, może wbić ci nóż
Lecz bez miłości dusza obumiera…
Jak pusta studnia, którą pokrył kurz.

***
Ci, co odeszli, są  też częścią nas
Gdzieś w tkankę serca wrośnięci głęboko
Film z ich twarzami zakończy nasz czas
Kiedy ze śmiercią zielonooką
Spotkamy się…

Moje „ja” zgubione…

fot. Adam Olszak

Moje „ja”, od którego uciekłem
Dla spokoju, kariery, wygody
Opuszczone. Zepchnięte w niepamięć,
Jak kamienie wrzucone do wody.

Jak się siebie zaparłem? I kiedy?
Z lęku nożem do gardła przytkniętym
Uwierzyłem, że może tak trzeba:
Słuchać innych, choć z sercem pękniętym…

„Ja” prawdziwe… niechciane. Zdradzone
Za srebrniki spokoju świętego
Prestiż, splendor, znaczenie i podziw
Życie sztuczne zamiast prawdziwego.

Lecz co zrobić z duszą udręczoną?
Jak jej rany uleczyć bolące?
Wciąż pozory, kamuflaż, kontrola,
Aby ukryć pęknięcie krwawiące.

Lecz dziś w sobie znajduję odwagę
Aby spotkać swe „ja” porzucone
Strach pokonać, co jarzmo nakłada
I odnaleźć marzenia zgubione…

Cały jestem…

fot. Adam Olszak

Zapadam się w popiół
Ze spalonych marzeń
Połamanych ideałów
Daremnie szukam oparcia
Popiół wszędzie popiół
W ustach uszach oczach przełyku płucach
Cały jestem popiołem
Cały jestem prochem

Spadam wciąż spadam
W głąb studni bezdennej
Bez punktu odniesienia
Pogrążony w ciemności
Cały jestem spadaniem
Cały jestem krzykiem

Rozpadam się
Na miliony kawałków
Bezużyteczny
Jak stłuczony dzban
Cały jestem cierpieniem
Cały jestem bólem
Pragnieniem nieistnienia
I kłębkiem bezsensu

Czy jest ręka co chwyci
I złoży w całość na nowo
Czy jest słońce co ciemność
Rozjaśni o świcie
Czy jest źródło co sensem
Napełni raz jeszcze

Przyjdź
Wołam

Czasem warto…

fot. Adam Olszak

Czasem warto dojść do ściany
Spojrzeć w oczy niepewności
Zgasić lampę swej wszechwiedzy
Zakosztować bezsilności.

Choć mi mówią: wszystko możesz
W Twoich rękach Twoje życie!
Widzę, że i przegrać trzeba,
Stracić… łzę uronić skrycie.

Bo nie wszystko w życiu bywa
Czyste, jasne, oczywiste.
Oprócz dni skąpanych w słońcu
Są też i poranki mgliste…

Po co? Abym nie zapomniał
Że człowiekiem jestem tylko
Że nie jestem wszechmogący
Że me życie – krótką chwilką.

Lecz choć ciemność znów spowiła
Zakamarki mojej duszy
Ufam: rano słońce wzejdzie
I zwątpienia mgłę osuszy.

Ale nawet gdyby zgasło
Niczym lampa wypalona
Wierzę, że znów walczyć będą
Wyczerpane me ramiona.

Znów zaczynam, mimo bólu
Walkę, by sens znaleźć życia
Wiele pięknych chwil przede mną
Nowych lądów do odkrycia!

W ciemności marzę

fot. Adam Olszak

Noc zasnuta mgłą
Sekretem ziemię okrywa
Zmierzch gęstnieje wciąż
powoli ciemność nadpływa
Gdy szarość spowija mnie
W półmroku marzę i śnię
Wspominam te chwile szczęśliwe
Gdy życie sens miało i cel
Gdy oczy twe dobre widziałam
Gdy obok mnie byłeś co dzień…

Gdzie podziały się
Te chwile co radość nam niosły
Kto odebrał je
Okrutny i bezlitosny
Czy diabeł zrządził czy Bóg
Czy szczęścia ludzkiego wróg
Że nie ma cię znowu w mym życiu
Że pustka została i ból
Że zagrać mi przyszło w tej sztuce
Najbardziej bolesną z ról

Lecz chociaż ból serce przeszywa
Dziś ci za wszystko dziękuję
Przy tobie byłam szczęśliwa
Wciąż kocham i nie żałuję
Choć zabrał mi ciebie zły los
Ja w niebo wzbijam dziś głos
Czasami warto jest żyć
Dla kilku chwil
Szczęśliwych tak…

Gdzie odszedłeś stąd
Kto wezwał cię tak niespodzianie
Jak odnaleźć sens
Na nowo gdy nic nie zostanie
Budować niełatwo jest tam
Gdzie człowiek zostaje sam
Wśród ruin dymiących i zgliszczy
Co życiem Twym były ze snu
Obudzić się trzeba boleśnie
Otworzyć oczy bez tchu…

Lecz chociaż tęsknota za tobą
Nad głową wciąż tkwi jak urwisko
Wciąż wierzę że ty gdzieś istniejesz
Że jesteś przy mnie tu blisko
Choć uśmiech twój zniknął już stąd
Odkrywam nadziei znów ląd
I wierzę że ujrzę cię znów
Gdy witasz mnie
Na skraju snu…

…ja widzę cię stale w mych snach
Obecność twą czuję gdy w drzwiach
Wiatr świecy płomieniem poruszy
Ja wtedy wiem
Że jesteś tu
…że kocham wciąż….

Wylogowana

fot. Adam Olszak

Długi ogon cudzych spraw
Ciągniesz za sobą co dzień wytrwale
Dokądś biegniesz, szarpiesz się
Lecz takie życie nie cieszy Cię wcale
Telefon wciąż
tkwi w ręce Twej
jak ostry miecz.

Jak kukiełka w teatrzyku
swoją rolę grzecznie grasz
Choćby serce wyło z bólu
Uśmiech zdobi Twoją twarz

Niespełnienia czujesz ból
Łzy Twe w poduszkę co noc wsiąkają
O uznanie żebrzesz tych,
Którzy oddaniem Twym pogardzają
Jak przedmiot, co
Przydatny jest
Traktują Cię

Mówisz: „Nikt mnie nie rozumie,
Radzę sobie sama znów”
Lecz odpychasz dłoń pomocną
Wokół siebie kopiesz rów.

Czy kamienny przerwiesz krąg
Pokonasz lęk swój, zrzucisz kaganiec
Czy po prostu chcesz tak żyć
Niczym bezradny w celi skazaniec
Ofiarą być
Na pewno też
Swe plusy ma

Popatrz: morze się otwiera
Abyś suchą stopą szła
Pójdziesz naprzód czy zawrócisz
Bo wciągnęła Cię ta gra?

Straciłeś mnie

fot. Adam Olszak

Zamknięty w klatce mrocznych ograniczeń
W celi swych lęków więziony
Miotasz się ślepo w amoku niszczenia
Bólem niezmiernym dręczony.

Przez całe życie tęsknisz za miłością
Lecz gdy znalazłeś ją w końcu
Uciekasz przed nią, chowasz głowę w piasek
Zamiast pofrunąć ku słońcu

Straciłeś, straciłeś mnie
Choć chciałam swą miłość ci dać
Wraz z tobą przez życie biec
Przy boku twym codziennie stać.

Choć twoje serce co dzień z bólu płacze
Po stracie która tak boli
Chcesz głód miłości nasycić podziwem
W iluzji masce grać wolisz.

Straciłeś, straciłeś mnie
Choć chciałam swą miłość ci dać
Wraz z tobą przez życie biec
Przy boku twym codziennie stać.

Odchodzę, znikam jak cień
Choć dusza w kawałki się rwie
Swą drogą podążę w dal
Niech czas rany uzdrowi me…

Produkt

fot. Adam Olszak

Jestem produktem
Perfekcyjnym wytworem
Geniuszy marketingu
Mistrzem autoprezentacji
Kreatorem wizerunku

Liczy się tylko prezencja
Maska jak etykieta
Sztuczny uśmiech jak cukierkowa reklama
Wojna pozorów i złudzeń
Kolejne zwycięstwa odtrąbione na Facebooku
Wystawiam się na sprzedaż
Za prestiż i uznanie
Kupujecie mnie
Za walutę podziwu i zazdrości

Nikt nie pyta o cenę
Ani co czuję i myślę
Bo przecież muszę być szczęśliwy
Każdy by był na moim miejscu

Produktu się nie kocha
Tylko używa
Ma spełniać oczekiwania
Zaspokajać potrzeby
Poprawiać samopoczucie
Produkt nie może mieć wad
Ani wołać o miłość
To kłopotliwe i niepożądane
Produkt ma znać swoje miejsce
I nie żądać niemożliwego

Produkt upadł na ziemię
Brudny i potłuczony
Z pękniętego opakowania
Wypadł rój niewygodnych pytań
Wątpliwości rozsypane
Niczym okruchy szkła
O które łatwo się skaleczyć
Produkt rozczarował
Przeceniony
Do utylizacji

Czy teraz wreszcie
Pozwolicie mi być sobą?

Dajcie mi spokój

fot. Adam Olszak

Przeładowany mózg
eksploduje jak pęknięty balon
Brudzi sufit i ściany
Informacyjną papką

Mam dość

Zalany powodzią słów
Terabajtami danych
Zbieram pospiesznie
To co mi jeszcze zostało

Dołączam do rzeki uchodźców
Płynącej w nieznane
Wyrzucony ze swego „ja”
Przez autorytety
Co wiedzą najlepiej

Nie obchodzą mnie wasze wojny
Wasze oburzenia i święte racje
Ja chcę po prostu normalnie żyć
Dajcie mi spokój
Wreszcie

Spadanie

fot. Adam Olszak

Ciemność tak gęsta
Że nieprzenikniona
Owija duszę
Jak gruba zasłona
Blokuje oddech
Obezwładnia lękiem
Sprawia że się staję
Cały cichym jękiem
Dochodzącym z dna….

Spadam jak kamień
Połamane skrzydła
Upadły anioł
Zaplątany w sidła
Nie wiem, kim jestem
Odrzucam sam siebie
Nie mam już miejsca
Na ziemi ni w niebie
Spadam, spadam wciąż!

Czy ktoś mnie chwyci?
Czy ktoś jęk usłyszy?
Czy krzyk bezgłośny
Rozmyje się w ciszy?
Gdzie szukać światła?
Jak zbudzić odwagę?
Jak się zatrzymać,
Chwycić równowagę?
Bezsilność jak noc.

Już nie mam siły
Walczyć z nieważkością
Ciągle przegrywać
Ze swoją małością
Na twarzy błoto
Ze wstydem zmieszane
Wnika w mą duszę
Przez łzy co nad ranem
Z oczu sączą się

Gdzie jest nadzieja?
I jak ją obudzić?
Dać sobie szansę
Lub przestać się łudzić?
Walczyć uparcie
Czy już zejść ze sceny?
Jak się uwolnić
Od duszy gangreny?
Pytam, pytam wciąż…

Zapominanie

fot. Adam Olszak

Papierem ściernym drapię
Gładkie lustro pamięci
Wymazać chcę Twój obraz
Twój uśmiech, zapach, dotyk
Wierzyć, że nie istniejesz

Nie jest łatwo się pozbyć
Twego portretu z duszy
Wyryty w niej misternie
Intymnością tak czułą
Wniknął we mnie głęboko

Wyrachowany rozum
Przegrywa starcie z sercem
Daremnie myśl podsuwa
Że teraz będzie łatwiej
Ono ciągle wie swoje

Bo serce ból zasysa
Ze wspomnień chwil szczęśliwych
Cierpienie jest ich częścią
Wpisane w nie od zawsze
Trudno jest to zrozumieć

Choć głowę noszę prosto
I dziarsko się uśmiecham
Mówię sobie: „Tak lepiej”
To przecież ciągle tęsknię
Nie kochać Cię – nie umiem

Czy zejdą się znów kiedyś
Nasze drogi dziur pełne
Poorane przez życie
Kręte i pogmatwane?
Kto ich mapę wytyczy?

Kochać to ryzykować

fot. pixabay.com

Pęknięty lizak w kształcie serca
Leży na bruku rozdeptany
Starczyła chwila nieuwagi
By się wyśliznął z drżącej dłoni

Łatwo ból zadać mimowolnie
Powiedzieć słowo nieopatrzne
I nagle rysa się pojawia
Co nie chce się zabliźnić szybko

Czasem pęknięcie da się skleić
Lecz trzeba dużo cierpliwości
By odbudować zaufanie
Bo rany goją się powoli

Lecz działać trzeba jak najprędzej
Żeby szczelina niepozorna
Nie stała wielką się przepaścią
Której się już zasypać nie da

Czy lepsze serce popękane
I na zranienie tak wrażliwe
Czy niczym górski kryształ gładkie
Zastygłe w chłodnej kamienności?

Kochać to także ryzykować
Zranienie albo ból po stracie
Lecz kto nie kocha – ten nie żyje
Zamknięty w swym osamotnieniu…

Czas decyzji

fot. pixabay.com

Stoisz na rozstajach dróg, co w dal prowadzą
Pytasz o decyzje, które sens nadadzą
Sekundom, co płyną niczym w rzece woda…
Miłość i spełnienie to Twoja nagroda.

Strach karmi się smutkiem, odwaga – nadzieją.
Czasem ponad głową zdarzenia się dzieją
Czasem w ciężkim trudzie codziennym kiełkują
Szczyty zdobywają ci, co ryzykują.

Trwoga może ścisnąć za gardło nieznośnie,
Szantażuje, skamląc pod drzwiami żałośnie
Nie przewidzisz wszystkich możliwych wydarzeń
Lecz nie pozwól nigdy pozbawić się marzeń!

Udręka to straszna, ogromne cierpienie
W lustrze wspomnień widzieć szans straconych cienie
I rozpamiętywać przeszłość, co nie wróci
Niczym przy ruletce zgorzkniali bankruci.

Wiesz, czym się smucili ci, co umierali?
Nie brakiem kariery … lecz że nie kochali
I że żyli w maskach, by innym dogodzić
To pęknięcie serca trudno załagodzić…

Możesz więc pójść naprzód przez morze otwarte
Lub obstawiać nadal lęku zgraną kartę
Poddać się pokornie, wrócić do niewoli
I nie myśleć więcej o duszy, co boli…

Chociaż boleć będzie… jak cierń wbity w rękę
Który niewyjęty ciągłą sprawia mękę.
I ból ten zagłuszyć próbujesz daremnie
Póki nie zrozumiesz: „Me szczęście jest we mnie!”

To jest czas decyzji, czas rozstajnych dróg
Wybierz mądrze, abyś w lustro spojrzeć mógł!

Korytarze

fot. Adam Olszak

Betonowe korytarze
skapane w zimnym świetle
nie widzą nigdy słońca
prowadzą głęboko pod ziemię

Czasem trzeba zejść i tam
by wyjść po drugiej stronie
i choć strzałka każe skręcić
ty idziesz po swojemu
na przekór drogowskazom

Pogrążony w samotności
kontemplujesz posępny urok
odrapanych ścian
goniąc myśli co biegną
od banałów do spraw największych

Trzeba wracać na powierzchnię
zanurzyć się na nowo
w ciemne objęcia nocy
aby iść dalej
choć sam nie wiesz dokąd

Jesień

fot. Adam Olszak

Jestem gdzieś daleko
Na Antarktydzie emocji
Dusza dygoce w chłodzie
Smagana wątpliwości strugami

A jeszcze tak niedawno
Chodziliśmy za rękę
Skąpani w słońca promieniach
Wszystko zdawało się proste

Jesień przyszła po cichu
Zaciągnęła niebo chmurami
Nie miała cienia litości
Dla drzew, które z liści odarła

Dni krótkie i pochmurne
Dusza w kłębek zwinięta
Zasłania się tarczą wspomnień
Przed pytań natrętnych hałastrą

Przyjdź do mnie proszę, po cichu
Połóż mi rękę na czole
Niech mnie przeniknie ciepłem
Twoja obecność duchowa…

Co zrobiłaś?

fot. Adam Olszak

Tęsknię, pragnę, rzucam się
Cały się do Ciebie rwę
Znów przeszywa mnie pragnienie
Żeby z Tobą być

Jesteś we mnie mocno tak
Cały drżę gdy Ciebie brak
Głodny Ciebie jestem stale
Nie nasycam się

Bo łatwiej jest gdy jesteś tu
Gdy Twą obecność wciąż czuję przy sobie
Gdy nie ma Cię gdzieś ginie sens
A świat się cały pogrąża w żałobie

Co zrobiłaś w sercu mym
Jaki czarodziejski dym
Rozpyliłaś wokół siebie
Że tak kocham Cię?

Bo łatwiej jest gdy jesteś tu
Gdy Twą obecność wciąż czuję przy sobie
Gdy nie ma Cię gdzieś ginie sens
A świat się cały pogrąża w żałobie

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén