fot. Adam Olszak

Ciemność ogarnia świat nieubłagana
Jak wąż co pełznie cicho do zdobyczy
Gdy zmierzch zapada wychodzę na górę
Spoglądam w dal

Dżungla z betonu rozżarza się blaskiem
Sztucznych latarni co namiastką słońca
Na horyzoncie płomienna poświata
Wspomnienie dnia

Gdy światła miasta zapalają się
Myślą ogarniam dzień, który przemija
Wieczorna bryza chłodzi czoło me
Niebo i ziemię z wolna mrok spowija

Okna kamienic kryją tajemnice
Codziennych kłótni, miłosnych uniesień
Modlitwy w niebo jak ptaki pijane
Unoszą się

A wreszcie senność nadciąga leniwie
Opuszcza powiek ekrany zmęczone
By oniryczne obrazy jak filmy
Wyświetlić nam

Bo dzień od nocy nieodłączny jest
Jak śmierć od życia, od jesieni wiosna
Pomiędzy jawą biegniemy i snem
Aż śmierć na progu stanie bezlitosna…