fot. Adam Olszak

Pod niebem sierpniowym leżymy objęci
Otuleni milczeniem niczym kołdrą puchową
Chłód nocy przed ciepłem ciał naszych umyka
Wycofuje się cicho aby magii nie spłoszyć
Szczęścia chwili…

Patrzymy jak gwiazdy spadają bezgłośnie
Każda z nich to marzenie co spełnione zostanie
Muzyka kosmosu ogarnia nam serca
Nie wyrażą jej nuty, nie oddadzą jej słowa
Tylko cisza…

Pył gwiezdny powoli opada na ziemię
Chcielibyśmy go z nieba sypać ludziom na głowy
Zaplatać warkocze komecie Halleya
Na pierścieniach Saturna wypić kawę poranną
Spontanicznie…

Godziny tej nocy zbyt szybko mijają
Perseidy gonitwę swą po niebie prowadzą
Sen krąży dokoła lecz zbliżyć się boi
Tracić czasu nie wolno gdy sekunda jak wieczność
Pełna wzruszeń…

Milczymy dotykiem łagodnym złączeni
Czasem cisza miłością napełniona wystarczy
Nie trzeba jej płoszyć zbędnymi dźwiękami
Słowa mogą coś znaczyć lecz nie mówią niczego
Niepotrzebne…