fot. Adam Olszak

Pytasz, czemu tak się stało
Kiedy miłość zardzewiała
Skąd ta przepaść między nami
Jakby ziemia popękała
Ciągle w siebie zapatrzony
Przed decyzją znów uciekasz
Nie chcesz jasno odpowiedzieć
Lawirujesz, kluczysz, zwlekasz

Nie można kochać tylko połowicznie
Traktować kogoś jak natrętną muchę
Agresją ranić, kąsać ustawicznie
Rozmowę gasić niecierpliwym ruchem
Wypychać kogoś poza nawias życia
Twierdząc, że przecież wszystko jest w porządku
Stawiać przed sobą mur nie do przebicia
Tchórzostwo chować pod maską rozsądku

Kwiat bez wody najpierw więdnie
Jeszcze walczy, trwać próbuje
Z każdą chwilą schnie, wiotczeje
Nic już go nie uratuje.
Obojętność jak nowotwór
Który sens miłości zżera
Niszczy jedność, zaufanie
Jadowity jak chimera.

W schematach swoich ciągle uwikłany
Cofasz się zaraz, gdy bliskość poczujesz
Choć mówisz, że masz dość takiego życia
To nie jest prawda… Ty ciągle blefujesz.
Zamiast miłości – podziw i pieniądze
Życie pozorne zamiast prawdziwego
Pustym bez serca jesteś manekinem
Dopóki wreszcie nie zrozumiesz tego.