Kategoria: Z nadzieją (Page 2 of 3)

W duszy muzyka nam gra

fot. Adam Olszak

W codziennym życia kieracie
Ciężarem spraw przytłoczeni
Ludzie ze wzrokiem spuszczonym
W beton ponury wpatrzeni
Lecz kilka taktów wystarczy
By zmysły stępione poruszyć
By oczy podnieść zdziwione
Mur beznadziei nadkruszyć…

Więc śpiewać chcę dla was i grać
Radością napełniać wam serca
Niech płynie dziś muzyka ma
I dusze skulone przewierca
Niech z gęstwiny nut
Piękna wyłoni się cud
Owładnie, upoi, zapomnieć pozwoli
O życiu co czasem tak bardzo zaboli
Niech porwie wysoko do gwiazd!

Twarze straszliwie zmęczone
Szarością zmartwień pokryte
Sny z wielkich dążeń wyprane
Pragnienia starannie skryte
Niech dzisiaj zbudzą się wreszcie
Jak kolorowe motyle
W muzyki promieniach kwitną
Niczym wiosenne żonkile!

Bo w duszy muzyka nam gra
Więc dzielić się z wami nią chcemy
Jak wodę źródlaną co ma
Moc siły przywracać – dajemy
Niech z gęstwiny nut
Piękna wyłoni się cud
Owładnie, upoi, zapomnieć pozwoli
O życiu co czasem tak bardzo zaboli
Niech porwie wysoko do gwiazd!

…Więc uwierzcie że
Życie naprawdę ma sens
Że poddać się nigdy nie wolno rozpaczy
A wiara i miłość naprawdę coś znaczy
Wspinajcie się w górę, do gwiazd!

Litania

fot. Adam Olszak

Ty, który wbrew swemu prawu
Kazałeś Mojżeszowi
sporządzić węża miedzianego
By ratować od śmierci
Ludzi ukąszonych jadem

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który wejrzałeś na łzy Batszeby
I skruchę serca Dawida
Choć okazał wielką niewdzięczność
Odrzucając Twoje nakazy
A z ich związku wyprowadziłeś Salomona
Którego umiłowałeś błogosławiąc mu obficie

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który pogankę Rut
Wpisałeś do rodowodu swojego syna
I uczyniłeś ją babką króla Dawida
Za to, że w imię miłości do swego męża
Wybrała tułaczkę w obcej ziemi

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który pobłogosławiłeś Tamar
Ryzykującej życie i dobrą sławę
By dać potomstwo swemu małżonkowi

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który zacząłeś rozmowę
Z samarytańską kobietą
Nie bacząc na jej wątpliwą reputację
I objawiłeś jej swoją największą tajemnicę
Bo dostrzegłeś w jej sercu
Wielkie pragnienie miłości

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który działasz przeciwko sobie
Który za nas przepłacasz
Sam siebie oskarżasz
Aby nas ratować
I jesteś czystym przebaczeniem
Płynącym z samej Twej istoty

– Zmiłuj się nad nami!

Dopiero wtedy

fot. Adam Olszak

Kilometry przejechane
W pogoni za szczęściem
Gonisz za nim
Jak za uciekającym czasem
Szukasz go
Jak perły zgubionej w rynsztoku
Chcesz je oswoić
Jak nieufne zwierzątko

A ono przecież
Jest tak blisko
Bliżej się już nie da
Tam wewnątrz Ciebie
Zdeptane
Znękane
Rzucone niedbale w kąt.

Czeka aż się zatrzymasz
Aby wyjść z ukrycia
Wystawić nieśmiało głowę
Przytulić się ufnie jak dziecko
Zakwitnąć w promieniach słońca
Jak kwiat bezpieczny w ogrodzie

Ale dopóki biegniesz
Zaślepiony pędem
Nie masz szans tego zobaczyć
Więc musisz się przewrócić
Może nawet potłuc
Poczuć błoto na twarzy
I siniaki na ciele

Dopiero wtedy zrozumiesz
Jak ważne są małe rzeczy
Pozwolisz sobie na słabość
Nauczysz się odróżniać
Podziw od miłości
I dopiero wtedy
Zaczniesz naprawdę żyć.

Małe przerażone „ja”

fot. Adam Olszak

Kim jestem? Wciąż nie wiem. Szukam odpowiedzi.
Maski na mej twarzy. Maski, maski, maski.
Trzymają się mocno lękiem przyklejone
Gdy tańczę przed światem, by słyszeć oklaski

Gdzieś tam pod maskami jestem ja prawdziwy
Gdzieś tam żyje moje „ja”, co przerażone
Błądzi samo w ciemnym nieprzyjaznym lesie
Wrócić chce do domu tułaczką zmęczone

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
W ciemności zgubione
Przed ludźmi schowane
Drogi szuka wciąż
Drogi szuka wciąż

Maleńkie światełko na krańcach ciemności
Jasne okna domu majaczą w oddali
Wewnątrz moje serce tak bardzo spragnione
By siebie pokochać, by się w jedność scalić

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Z miłości stworzone
Dla miłości żyje
Bardzo kochać chce
I kochanym być

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Odnalazło drogę
Wróciło do domu
Puka do mych drzwi
Puka do mych drzwi

Moje „ja” zgubione…

fot. Adam Olszak

Moje „ja”, od którego uciekłem
Dla spokoju, kariery, wygody
Opuszczone. Zepchnięte w niepamięć,
Jak kamienie wrzucone do wody.

Jak się siebie zaparłem? I kiedy?
Z lęku nożem do gardła przytkniętym
Uwierzyłem, że może tak trzeba:
Słuchać innych, choć z sercem pękniętym…

„Ja” prawdziwe… niechciane. Zdradzone
Za srebrniki spokoju świętego
Prestiż, splendor, znaczenie i podziw
Życie sztuczne zamiast prawdziwego.

Lecz co zrobić z duszą udręczoną?
Jak jej rany uleczyć bolące?
Wciąż pozory, kamuflaż, kontrola,
Aby ukryć pęknięcie krwawiące.

Lecz dziś w sobie znajduję odwagę
Aby spotkać swe „ja” porzucone
Strach pokonać, co jarzmo nakłada
I odnaleźć marzenia zgubione…

Modlitwa nad ranem

fot. Adam Olszak

Nie pytaj mnie proszę o miłość
Słowa mogą mówić wiele
Lecz nie znaczyć nic
Miłość to nie deklaracje
To decyzje, wybory i czyny
Jeśli popatrzysz na nie
To nie mam szans

Raniłem Cię już tyle razy
Że wszystkie moje zapewnienia są śmieszne
Wiem, że mi przebaczasz
Ale ja nie umiem wybaczyć sam sobie

A Ty ciągle przychodzisz
Ze swą miłością nieodwołalną
i cierpliwie pytasz:
„Czy kochasz mnie?”

Czasem warto…

fot. Adam Olszak

Czasem warto dojść do ściany
Spojrzeć w oczy niepewności
Zgasić lampę swej wszechwiedzy
Zakosztować bezsilności.

Choć mi mówią: wszystko możesz
W Twoich rękach Twoje życie!
Widzę, że i przegrać trzeba,
Stracić… łzę uronić skrycie.

Bo nie wszystko w życiu bywa
Czyste, jasne, oczywiste.
Oprócz dni skąpanych w słońcu
Są też i poranki mgliste…

Po co? Abym nie zapomniał
Że człowiekiem jestem tylko
Że nie jestem wszechmogący
Że me życie – krótką chwilką.

Lecz choć ciemność znów spowiła
Zakamarki mojej duszy
Ufam: rano słońce wzejdzie
I zwątpienia mgłę osuszy.

Ale nawet gdyby zgasło
Niczym lampa wypalona
Wierzę, że znów walczyć będą
Wyczerpane me ramiona.

Znów zaczynam, mimo bólu
Walkę, by sens znaleźć życia
Wiele pięknych chwil przede mną
Nowych lądów do odkrycia!

Wiosna

fot. Adam Olszak

Zima ustępuje wiosną zawstydzona
Cofa się niechętnie, na północ odpływa
Tylko dziury w asfalcie niczym świeże rany
Resztki brudu, którego śnieg już nie zakrywa

Lecz gdy promień światła padnie na kałuże
Mokry asfalt skrzy się jak kolie brylantowe
Poszarzałe ulice, popękane mury
Odzyskują piękno
To co złe minęło
I wszystko jest nowe

Skuleni jak pająki w zimnie i ciemności
Oczy przecieramy blaskiem oślepieni
Wybudzeni z apatii, drętwej rezygnacji
Skazańcy ułaskawieniem nagłym zaskoczeni

Warto było do ciebie iść wiosno niepowstrzymana
Warto było przez zaspy brnąć resztkami woli
Za nami nocy ciemnej sny przygnębiające
Budzimy się do życia, które już nie boli…

Uwierz słońcu

fot. Adam Olszak

Ból istnienia przenika do głębi
Pali serce jak gorycz trująca
Chmura myśli pod czaszką się kłębi
Niepokoi i uwiera jak cierń

Lecz choć niemoc bezsilna cię gnębi
To nadzieja – jaskółka kwiląca
wyswobodzić z pazurów jastrzębi
jest się w stanie – nieuchwytna jak cień

Bo gdy ciemność krzyczy i pustka dokoła
Kiedy smutek osacza wszechobecny jak mgła
Na dnie serca jakiś nieśmiały głos woła
Że wyjść krok po kroku z labiryntu się da
I rozplątać może się to, co splątane
I że jeszcze odnajdziesz w życiu radość i sens
Tylko uwierz słońcu że wzejdzie nad ranem
I osuszy łzy słone z pajęczyn twych rzęs…

A gdy wreszcie promień światła
Padnie na łez rosę świętą
Blask im nada tajemniczy
Najczystszym równy diamentom…

Bo gdy ciemność krzyczy i pustka dokoła
Kiedy smutek osacza wszechobecny jak mgła
Na dnie serca jakiś nieśmiały głos woła
Że wyjść krok po kroku z labiryntu się da
I rozplątać może się to, co splątane
I że jeszcze odnajdziesz w życiu radość i sens
Tylko uwierz słońcu że wzejdzie nad ranem
I osuszy łzy słone z pajęczyn twych rzęs…

Ciemność przenikam wzrokiem

fot. Adam Olszak

Ciemność przenikam wzrokiem
Sen odleciał daleko
Życie puste i smutne
W teatrze iluzji gram
We mgle marzeń majaczy
Czyjaś twarz rozmazana
Szarpie duszę pytaniem:
Skąd tak dobrze ją znam?

Kiedy się wreszcie odnajdziesz
Tak znany, choć nieznajomy?
Kiedy w mym życiu zamieszkasz?
Kiedy stworzymy dom?
Przyjdź już, bo sił mi brakuje,
Pozwól się wreszcie odnaleźć
Stań tak realny przede mną
Ja czekam na przekór łzom!

Przyszedłeś niespodziewanie,
Gdy biegłam naprzód w amoku
Wiarę mi przywróciłeś,
Że można inaczej żyć!

Odnalazłeś się wreszcie
Wyśniony i wyczekany
Zamieszkałeś w mym życiu
Razem stworzymy dom!
Zostań już ze mną na zawsze
Chcę się budzić przy Tobie
Warto było na Ciebie
Czekać na przekór łzom.

Pytania bez odpowiedzi

fot. Adam Olszak

Oczywistość gdzieś się zatraciła
Nie ma już prostych odpowiedzi
Kształty są jasne i nieostre
Wątpliwości jak rój szerszeni

Mała iskra może rozniecić pożar
Choć chmury ciemne deszcz niosą
Ktoś powyrywał drogowskazy
Każdy krok to ryzyko potknięcia

Wszystkie dogmaty nagle podważone
Rozłożone na pierwsze czynniki
Pytania rzucam na wiatr
Wiedząc że utoną w milczeniu

Twoje oczy jak morska latarnia
Wśród fal wszechogarniającego chaosu
Ale do ciszy bezpiecznej przystani
Jeszcze daleko przez mielizny i skały

Okrutna jest wolność i bezlitosna
Choć tak bardzo jej pragniemy
Ciężarem nieznośnym się staje
Gdy nikt nie zdejmie odpowiedzialności

Błądzić jest rzeczą ludzką
Choć czasem cena bardzo wysoka
Gdy niepewność sprzymierzy się z lękiem
Tylko miłość stawi im czoła

Lalka

fot. Adam Olszak

Kolejne zwycięstwo, potyczka wygrana
Sukces jak narkotyk, lecz szybko cię zdradzi
Jeśli dasz się wciągnąć w boje niepotrzebne
Nie wiedząc, dokąd ta droga prowadzi.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Codziennie przyspieszasz, następne zadania
A dni w kalendarzu szczelnie wypełnione
Świat już twoje życie sobie zaplanował
Wmawia ci, że wszystko dawno przesądzone.

Ktoś chce twego biegu bez chwili wytchnienia
Gdy stanąć próbujesz, wściekle cię pogania
Bo wie, że wolność w duszy niewolnika
Tam się zaczyna, gdzie trudne pytania.

Nie jesteś lalką w czyimś teatrzyku
Nie musisz tańczyć, gdy ktoś inny gra
Nie daj pokazać sobie miejsca w szyku
Walcz o swe życie, miej odwagę lwa!

Bo choć nie wszystko od ciebie zależy
I jutro niebo może w ogniu być
Lepiej wyruszyć i podjąć ryzyko
Zamiast w chocholim tańcu z bólu wyć!

Twój obraz w pamięci

fot. Adam Olszak

Co zrobić gdy stoisz
Wśród dymiących zgliszczy
Bo na twoich oczach
Dom zawalił się?
Czy grzebać w ruinach,
Rozdrapywać rany
Czy iść nową drogą
Cicho roniąc łzę?

Co zrobić, gdy życie
Kpi z ciebie okrutnie
Niczym stary szuler
Wciąż nabiera cię?
Czy odejść od stołu
Z cynicznym uśmiechem
Czy wierząc zuchwale
Zacząć nową grę?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Czy chcesz odbudować
Mosty, co spalone
Wzajemną pretensją,
jadem gorzkich słów?
Miłością wyleczyć
Uczucia zranione
Odrodzić namiętność
I zaufać znów?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Popielec

fot. Adam Olszak

Biorę do ręki
Niespełnione marzenia
Pęknięte iluzje
Życiowe błędy
Poplamione ideały
Niezrealizowane plany

Wspomnienia co kłują jak ciernie
Słowa raniące o jedno za dużo
Chwile których się wstydzę

Wrzucam je w ogień
Przebaczający
Juz nie mają władzy
Nad moim myśleniem
Stają się popiołem
Co woła że marność

Sypię go na głowę
Zaczynam od nowa.

Jesteś moim aniołem

fot. Adam Olszak

Jak brzydkie kaczątko ze wzrokiem spuszczonym
Taka byłam zanim pokochałeś mnie
Zagubiona w akcji, niewierząca w siebie
Wszystkich zadowolić wciąż starałam się.

Ciągle wystraszona, bez swojego zdania
W milczeniu cierpiałam, kiedy spadał cios
Ale dzięki tobie poczułam odwagę
Nagle świat zdumiony usłyszał mój głos!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

Już się nie dam stłamsić, wcisnąć w cudze ramy
Chcę żyć swoim życiem i nie cofnę się
Ty mi dałeś siłę, wiarę i nadzieję
By odnaleźć szczęście, już wiem czego chcę!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

Chmura

fot. Adam Olszak

Ciemna chmura w oddali
Budzi lęk przed nieznanym
Sparaliżowany
Świat czeka na cios

Jako chłopiec
Uciekałem przed nią
Szukałem schronienia
Na odludnym strychu świata

Jako mężczyzna
Wchodzę w nią odważnie
Pozwalam się ogarnąć
By odkryć zdumiony
że składa się z miłości
choć wymieszanej z cierpieniem

Tylko to połączenie jest prawdziwie płodne
Zdolne porwać pod niebo, zmienić planet bieg
Jak chemiczna reakcja wyzwala energię
Porywa do walki, pokonuje lęk.

Cały staję się głosem

fot. DN

Zamknięty przed światem w budce
Utartych schematów myślenia
Odgrodzony namiastką prywatności
Przygarbiony tęsknotą
Próbuję wyłowić
Twój głos spośród szumu

Mówisz do mnie z daleka.
Dystans pomiędzy nami
Wyrósł niespodziewanie
Lecz uparcie szukamy
Nici porozumienia.

Czy słowa są w stanie na nowo
Zespolić dwa światy pęknięte?
Czy raczej niosą pożogę
Zarzewie huraganu
Który zmiecie doszczętnie
To, co jeszcze zostało?

Cały staję się głosem
Nasączam go miłością
Wierząc że ona uleczy
Rany przez lęk zadane…

Może właśnie tak trzeba

fot. Adam Olszak

Twoje oczy jak studnie pełne tajemnic
Widzę w nich miłość i ból
smutek i lęk, radość i szczęście
Rozum, pragnienia i serce
Splecione w zażartej walce
Konglomerat uczuć i zdarzeń
Prawdziwy ekran duszy
Każda sekunda to nowe odkrycie

Czasem spojrzenie wystarczy
Nie trzeba mówić za dużo
Gdy każde słowo coś znaczy
Realne aż do bólu
Jak karta rzucana na stół
W rozgrywce gdzie stawką jest życie

Gdzieś tam – tuż obok nas
Bóg patrzy spod przymkniętych powiek
On już zna zakończenie
My idziemy we mgle
Szukamy drogi po omacku
Co jest prawdą, a co iluzją
Co odpowiedzialnością, a co słabością
Są tylko pytania nie ma odpowiedzi

A może to właśnie tak trzeba
W ciemnościach i bez drogowskazu
Upadać i powstawać
Aby w końcu dorosnąć
Odnaleźć swój kompas w sercu
Uwolnić w sobie odwagę
I zacząć żyć naprawdę

Zatrzymaj się!

fot. Adam Olszak

Dokąd tak biegniesz, serce przerażone,
Dzikim obłędem wiecznie napędzane!?
Że szczęście w innych lub gdzieś indziej leży
Wierzysz… i płaczesz samotne nad ranem

W tym owczym pędzie co donikąd wiedzie
Uciekasz – przed kim? Nie wiesz… Całe życie
Szukasz tej jednej perły drogocennej
Którą poniesiesz do domu w zachwycie

Lecz zamiast perły szkiełka kolorowe
Życie podsuwa… mienią się fałszywie
Aby je zdobyć, marnujesz swe siły
Rzucasz się na nie i chwytasz łapczywie…

A przecież szczęście jest tak blisko Ciebie
Ono jest w Tobie… tam na dnie głęboko
Tę walkę musisz sam ze sobą stoczyć
Ze swoim lękiem stanąć oko w oko

Zielone ślepia chorych wyobrażeń
Zgasisz gdy spojrzysz prosto w ich źrenice
One zaszkodzić ci nijak nie mogą
Ty sam wyznaczasz ich władzy granice

Twe szczęście samo pragnie Cię odnaleźć
Biegnie za Tobą, wzywa Cię codziennie
Więc się zatrzymaj… i wsłuchaj się w siebie
W przeciwnym razie – miotasz się daremnie…

Nie czekaj już dłużej

fot. Adam Olszak

Ściana deszczu za oknem wyrosła
I skutecznie odgradza od słońca
Wątpliwości wirują w mej głowie
Niczym ćmy co do ognia wciąż lgną
W taki dzień chcę mieć ciebie tak blisko
Jak koszulę co szczelnie przy ciele
Widzieć dobrych twych oczu spojrzenie
Twoje ciepło i dotyk chcę czuć

Bo ty jesteś lekarstwem na troski
Antidotum na smutki i żale
Dajesz spokój gdy zamęt dokoła
Cierpliwością rozbrajasz wciąż mnie
Więc nie czekaj, nie czekaj już dłużej
Przybądź szybko i usiądź tu przy mnie
Niech obecność twa chmury rozproszy
Niech już słońce zaświeci nam znów

Znów cię nie ma… tęsknota narasta
Niczym fala przypływu ogromna
Patrzę na nią i stoję bezradny
Nie potrafię powstrzymać już jej
Niech mnie porwie, pod niebo wyrzuci
Niech do ciebie na grzbiecie zaniesie
Kilometry na miłość zamieni
Co potężna jest bardziej niż lęk

Bo ty jesteś lekarstwem na troski
Antidotum na smutki i żale
Dajesz spokój gdy zamęt dokoła
Cierpliwością rozbrajasz wciąż mnie
Więc nie czekaj, nie czekaj już dłużej
Przybądź szybko i usiądź tu przy mnie
Niech obecność twa chmury rozproszy
Niech już słońce zaświeci nam znów

…Bądź oazą pośrodku pustyni
Codziennością jak chleba kawałek
Bądź powietrzem co oddech napełnia
Tylko tobą oddychać już chcę…

Page 2 of 3

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén