Category: Z nadzieją (Page 1 of 3)

My way

fot. Anna Rivus

Gdy czas obedrze nas
Ze snów i marzeń, co daremne
Gdy rękom braknie sił
Gdy chmury skądś napłyną ciemne
I kiedy wbije nóż
Ktoś, kto się zwał przyjacielem
Do głowy ciśnie się
Myśli tak wiele…

Lecz choć niełatwo jest
A każdy dzień jak walka z cieniem
I nieraz chce się wyć
Pochylić kark przed zwątpieniem
Kolejny robisz krok
Bez lęku patrzysz w oczy wrogom
I masz odwagę iść
swą własną drogą!

Bo przecież wiesz, że każdy dzień
W ulotnym mija rytmie serca drgnień
Więc zamiast wciąż w przeszłości tkwić
Ty chcesz zachłannie życie pić
By szczęście znaleźć, by do gwiazd
Iść swoją drogą!

Czy lepiej z boku stać,
czy mierzyć siły na zamiary?
W bezpiecznym cieple trwać,
czy z losem złapać się za bary?
Czy tym się kłaniać, co
fałszem okryci są jak togą?
Czy głowę podnieść, by
iść własną drogą?…

Przecież już wiesz, gdzie twój wiedzie szlak
I choć upadasz, choć sił nieraz brak
Choć chciałeś już powiedzieć „pas!”
Wstajesz, by w podróż ruszyć jeszcze raz
I choć pod górę, choć pod wiatr
Iść własną drogą!

Tęsknię

fot. Adam Olszak

Tęsknię do Ciebie, Który Jesteś…
choć dajesz się znaleźć
pozwalam, by jak fale
niosły mnie złudzenia

i tęsknię do Ciebie, Który…
promieniem słońca muskasz
policzek
w słów serdecznych
wymianie… Jesteś

w zmęczeniu nad ranem
w znudzeniu, które
jęczy: „znowu tak samo”
w zwątpieniu…
nie chcę już wracać do siebie

moje ja poobijane – tęskni do Ciebie.

Na zawsze

fot. Adam Olszak

Przez powieki zamknięte widziałem Ciebie
Kiedy jeszcze nie miałaś twarzy
Nie wiedziałem, kim jesteś
Lecz tęskniłem za Tobą
Szukałem

Tyle pomyłek, rozczarowań
Potykałem się, lecz szedłem dalej
Wierzyłem, że w końcu Cię znajdę
Że się spotkamy
I już zostaniesz

Gdy na zakręcie życia
Pojawiłaś się niespodzianie
Serce dało znak, bym przystanął
Podszedł do Ciebie
Nie pozwolił Ci odejść

Warto było brnąć przez manowce
Warto było czekać
Szczęście ma Twoją twarz
Jesteś częścią mnie
Na zawsze

Ciężka dola Anioła Stróża

fot. Adam Olszak

Anioł Stróż na obłoku siedzi zadumany:
Jak ich poznać ze sobą, jak serca otworzyć?
W noc bezsenną obmyśla strategiczne plany
By dwie połówki jabłka w jedną całość złożyć.

Patrzy Anioł na Ziemię i wzdycha głęboko
Bo daleko od siebie dwa serca stęsknione
A do tego spowite zmęczenia pomroką
Pyłem codziennej walki z życiem oprószone…

Od zawsze za sobą tęsknią
Nie wiedząc o swym istnieniu
Lecz ugrzęźli w monotonii,
W zmurszałym zobojętnieniu

I jeszcze ta wolna wola
Którą uszanować trzeba
Nie da się do szczęścia zmusić
Lub siłą wciągnąć do nieba

Więc chociaż by się chciało krzyknąć wprost do ucha
By klapki spadły z oczu ślepych, choć otwartych
Cierpliwie drobnych zdarzeń układanka krucha
Prowadzi ich do portu ramion rozpostartych.

Jeszcze tylko dwa zakręty
Jeszcze tylko trzy potknięcia
Aż się przetną drogi krzywe
I pochwyci ją w objęcia…

Tęsknota

fot. Adam Olszak

Jak dziwnie pusto i cicho
Choć wiem, że żyjesz i jesteś
Lecz teraz rozmawiasz z Bogiem
Twój czas jest tylko dla Niego

Opowiedz Mu naszą historię
O krętych drogach przez życie
Marzeniach lękiem zduszonych
Przegranych szansach na szczęście

Opowiedz Mu o miłości,
O sercach za nią stęsknionych
Samotnych połówkach jabłka
Co wreszcie się odnalazły

Ja żyć próbuję normalnie
Choć serce rwie się do Ciebie
A cień rozgląda się wokół
Za Twoim cieniem stęskniony

Rozum próbuje być dzielny
Mówi, że już niedługo
Co z tego, kiedy dla serca
Każda sekunda jak wieki

Więc uczę się jak być z Tobą
Gdy nie ma Ciebie w pobliżu
Jak czerpać radość i siłę
Z prostego faktu, że jesteś

Lecz wierzę, że przyjdzie chwila
Gdy już przy Tobie zostanę
Dwie drogi złączą się w jedną
Dalej pójdziemy już razem….

 

Tęcza

fot. Adam Olszak

Jesteś moją tęczą
Dotykiem piękna
Znakiem obietnicy
Miejscem spotkania słońca
Ze łzami nieba
Wylanymi nad światem

Pojawiasz się delikatnie
Jak miękki promyk nadziei
Wśród drzew co ciszą zdziwione
Prostują z ulgą konary
Liczą stracone liście
I opłakują zniszczone kwiaty
Które już nie wydadzą owoców

Wyrastasz wprost z milczenia
Co po burzy nastało
Okrywając przemoczoną ziemię
Niczym koc zziębnięte ramiona

Igrasz przede mną ze światła utkana
Na tle chmur co odpływają powoli
Odgrażając się pomrukiem grzmotów
Że dzieło zniszczenia
Jeszcze niedopełnione

A Ty po prostu jesteś
Koisz oczy i serce
Mówisz, że może być pięknie
I że to jednak dobro
Mieć będzie ostatnie słowo

Bądź…

Z Tobą…

fot. Adam Olszak

fot. Adam Olszak

Za oknem ciemność… lecz już świt nadchodzi
Dziś sen na próżno wokół domu krąży
Kiedy wtuleni w siebie rozmawiamy
Słów ciepłym deszczem miłość podlewając

Z Tobą czas biegnie szybko, choć łagodnie
Z Tobą naczynia same się zmywają
Wypełniasz przestrzeń swoją obecnością
Oddycham Tobą jak świeżym powietrzem

Gdy jesteś – wszystko jest na swoim miejscu
Codzienne sprawy stają się odświętne
Zauważone w swojej zwyczajności
Celebrowane jak ważna rocznica

Lubię spoglądać w głębię Twoich oczu
Bo w nich przebija Twe duchowe piękno
Dziękuję za to, że chcesz się nim dzielić
Niczym kwiatami, co spadają z nieba

Chcę Cię smakować, poznawać w zachwycie
Uczyć się Ciebie, z Tobą ruszyć w drogę
Po łuku tęczy wspiąć się na dach świata
O świcie pobiec plażą w stronę słońca…

Wołanie z dna serca

fot. Adam Olszak

Gdy Bóg wysłuchał modlitwy Sary
I słów Tobiasza pełnych goryczy,
Na długo zamilkł, współczuciem zdjęty
Że rozpacz trapi jego stworzenia

Natychmiast Rafal, posłaniec z nieba
Wyruszył w podróż z młodym Tobiaszem
Aby go chronić i aby Sarę
Wyrwać z zachłannych szponów demona

Jak znaleźć wytrych do serca Boga?
Jaka modlitwa ma taką siłę,
Że Stwórca świata ku niej się zwraca
I nie zostawia bez wysłuchania?

To słowa, które płyną wprost z serca
Z jądra ciemności nieprzeniknionej
Z pęknięcia na dnie duszy człowieczej
Co źródłem wszelkich zwątpień i lęków

Bóg, który dla nas zstąpił do piekieł
I wyszedł żywy z grobu otchłani
Na pastwę śmierci nas nie zostawia
Lecz walczy o nas z nami samymi

Czasem nam w podróż wyruszyć każe
Która okazją jest, by dorosnąć
Odważnie spojrzeć w ślepia demonów
Pokonać lęki, rozerwać więzy

I nie porzuca nas, gdy zbłądzimy
Gdyż Aniołowie Jego czuwają
Dyskretnie krzywe prostując ścieżki
By nie powiodły nas ku przepaści

Warto więc wołać w bezsenne noce
Choćby się wiara w popiół zmieniała
By skarga duszy bólem dręczonej
Mogła poruszyć ojcowskie serce…

Wrócę do domu

fot. Adam Olszak

Kim jestem?
Pytam sam siebie
Patrząc na twarz faceta w lustrze
Zmarszczki na czole i zmęczone oczy

Ślady bitew ze sobą,
Z innymi i z Bogiem
Toczonych w bezsenne noce
Słów raniących i niepotrzebnych
Upadków i potknięć
Zwycięstw i kroków naprzód

To, co było – nie wróci
Nie da się przeżyć raz jeszcze
Jest TERAZ, chwila obecna
Kolejny krok do zrobienia
A może moment oddechu
Bo czasem lepiej stać mądrze
Niż głupio biegać bez celu

Są we mnie geny pradziadka
Co służył w carskim wojsku
I pieszo przyszedł z Odessy
Przymierając głodem
Lecz szedł wytrwale, bo wiedział
Że każdy krok zbliża do domu
Mam w sobie jego upór
Więc wierzę, że kiedyś też wrócę

Kim jestem? – rzucam pytanie
Jak kamień, co leci w niebo
Za moment spada bezwładnie
Znikając w studni milczenia
Bóg nie odpowie za mnie
Chociaż daje ściągawkę
Że moje „ja” prawdziwe
Muszę sam w końcu odnaleźć
Aby je pokochać
I zaprosić do siebie

Ballada o strumieniu

fot. Adam Olszak

Strumień przy źródle jest wąską strugą
Wije się lekko wśród skał i kwiatów
Jeszcze niepewny, szuka kierunku
Chce naprzód płynąć, lecz nie wie dokąd.

Od zdroju coraz dalej odpływa
Jednak nie słabnie… lecz zasilany
Wodą dopływów, deszczu kroplami
Stale się wzmacnia i potężnieje.

Na górskich zboczach nagle przyspiesza
Sprężysty, wartki, młodością gnany
Jego energia może pomagać
Lub niszczyć wszystko na swojej drodze.

Gdy przez równinę szlak jego wiedzie
Dostojnie zwalnia, pluszcze leniwie,
A brzegi zdobi jasną zielenią
Bo gdzie dociera, tam wraca życie.

Są również lęku wiry zdradliwe
Jest susza, która siły wypala
I ciemne chmury – skrzydła aniołów,
Co nowy zapał przynoszą z nieba.

Dokąd wędrujesz, jasny strumieniu?
Kto twych zakrętów linię wyznaczył?
W blasku księżyca szepczesz pytania
Gdy powiew zmąci gładkość odbicia.

Gdzieś jest ocean… przyzywa głębią
Lecz zanim jego częścią się staniesz
Możesz się złączyć z innym strumieniem
By dwa jak jeden odtąd płynęły…

Dlatego warto, choć serce krwawi
Dać się zaskoczyć o wschodzie słońca…

Wędrowiec i wyspa

fot. Adam Olszak

WĘDROWIEC:
Niczym wyspa nieznana kusisz tajemniczością
Jak forteca warowna niezdobyta przez los
Spokojną tchnie harmonią słów życzliwych zatoka
Wytchnienie obiecuje niesiony z wiatrem głos

WYSPA:
Poczuj się tu bezpiecznie, wędrowcze utrudzony
Chcę dać ci odpoczynek… połóż się w cieniu drzew
Będę czuwać nad tobą… niech snu ci nie zakłóca
Fal morskich szum daleki albo syreni śpiew…

WĘDROWIEC:
Czy to jest port spokojny?
Czy tu zamieszkać mogę?
Czy po krótkim wytchnieniu
Znów muszę ruszyć w drogę?

Czy miejsce to przyjazne
Mym domem odtąd będzie?
Czy jestem tu przechodniem,
Który przystanął w pędzie?

WYSPA:
To wielka tajemnica czekania cierpliwego
Choć nieraz lata całe, i chciałoby się już
By ktoś mnie odkrył wreszcie, poznał i się zachwycił
Odnalazł swoje miejsce wśród niebezpiecznych mórz

Zgłębiaj moje sekrety
Poznawaj mnie wytrwale
Rozmowy całonocne
Słowa, co jak korale

Pozbieram je starannie
Naszyjnik z nich ułożę
Skarby we mnie ukryte
Tobie w ofierze złożę

WĘDROWIEC:
Sycę się twoim pięknem… oddycham twą zielenią
Ścieżek stopą nietkniętych rysować mapę chcę
Zdobyć gór twoich szczyty… ogród zaczarowany
Znaleźć, gdzie niebo z ziemią miękko przenika się.

WYSPA:
Lecz wiedz, że jest gdzieś we mnie miejsce ciemne i mroczne
Dolina śmierci skryta w tajemnic szarej mgle
Tutaj żyją demony nigdy nienasycone
Tu wstyd z rozczarowaniem przed światłem kryją się.

WĘDROWIEC:
Odważnie wchodzę w ciemność
I tego nic nie zmieni
Miłość jest moją siłą
Nie boję się Twych cieni!

Chcę kochać… i pozwolić
miłości się dogonić
Zapalić się i płonąć…
Nie będę się już bronić…

Zaczadzenie

 

fot. Adam Olszak

Twoich kłamstw zaczadzony koszmarem
Smogiem marzeń toksycznych zatruty
Duszę się

Chcę uwolnić się wreszcie od ciebie
Fotografie z albumu pamięci
Palą się

Powietrze chwytam łapczywie
Każdy oddech to walka o życie
Normalność jak tlenu łyk
Do wyjścia biegnę na oślep
Z labiryntu wciąż uciec próbuję
Zwierzę schwytane we wnyk

W gęste bagno chaosu zapadam
Bezskutecznie oddzielić próbuję
Ziarna słów

Co jest prawdą – co fatamorganą
Wyobraźni twej chorej iluzją
Nie wiem znów

Rozczarowanie jak chmura
Dym trujący me płuca wypełnia
Nie chcę przeszłością już żyć
Odrzucam cię tu i teraz
Swoje łgarstwa dla innych zachowaj
Ja chcę do słońca się wzbić

Linę wspomnień tnę beznamiętnie
By niepamięć je mogła pochłonąć
Z tobą wraz

Żrący balast za burtę wyrzucam
Spada w przepaść by zniknąć na zawsze
Błędów głaz

Skończona mroczna udręka
Czysta radość w mych oczach pulsuje
Życie cudowne jest tak
Wolnością wreszcie oddycham
Znowu w miłość uwierzyć potrafię
Ku szczęściu wybieram szlak!

Jesteś

fot. Adam Olszak

Jesteś kwiatem co wyrósł pośrodku pustkowia
W smutku mrocznej dolinie, w pyle marzeń i snów
Mimo suszy palącej, mimo wiatrów przeciwnych
Wśród bezdusznych kamieni, ostrych jak kolce słów.

Życiodajnym strumieniem, co pustynię przenika
Duszę miękko obmywasz z gorzkiej zwątpienia rdzy
Jak rzęsista ulewa, co na ziemię spękaną
Spada z nieba łagodnie niczym kojące łzy.

Wierzyłem, że kiedyś Cię znajdę
W noce zimowe z tęsknoty utkane
Ciemnością spowite
Bez sekundy snu
W chmurach porannych widziałem
Twój portret jutrzenki poświatą pisany
Obecność Twą czułem, gdy zakwitł
Majowym wieczorem krzak bzu.

Jesteś wiosną po zimie i pobudką z koszmaru
Ciepłym wiatrem, co topi rozczarowań mych lód
Pierwszym słońca promieniem, co poranek zwiastuje
Wlewasz w serce otuchę i nadzieję na cud!

Wierzyłem, że kiedyś Cię znajdę
W noce zimowe z tęsknoty utkane
Ciemnością spowite
Bez sekundy snu
W chmurach porannych widziałem
Twój portret jutrzenki poświatą pisany
Obecność Twą czułem, gdy zakwitł
Majowym wieczorem krzak bzu.

A dziś odnalazłaś się sama
Gdy już zwątpiłem że kiedyś Cię spotkam
I szukać przestałem
Bezwolny jak głaz
Więc teraz rozgość się, proszę
To miejsce czekało na Ciebie
Niech szept naszych rozmów wieczornych
Już zawsze odmierza nam czas…

Pomiędzy węzłami

fot. Adam Olszak

Splątane linie ludzkich losów
Błędnych decyzji i uniesień
Porażek i nadziei złudnych
Co na manowce sprowadzały

Choć droga prostą się zdawała
Ktoś ją ozdobił zakrętami
I niepotrzebnie skomplikował
Przecież zbyt łatwo być nie może

Zawiłe ścieżki tworzą pętle
Które nie dają się rozplątać
Niczym gordyjski węzeł słynny
Co mieczem musiał być przecięty

A może jednak ktoś się znajdzie
Co ład zobaczy w tym chaosie?
Po krzywych liniach prosto pisząc
Sens nada triumfom i upadkom

Lecz póki co pytania trudne
Bez odpowiedzi pozostają
A czasem nawet jeszcze bardziej
Pychą i złością zaciemnione

Lecz zanim wszystko się wyjaśni
Cóż nam innego pozostaje
Jak dnia każdego trwać z godnością
Szukając prawdy co wyzwala?

A jeśli dzień się przeżyć uda
Bez nienawiści i obłudy
To świat się trochę lepszym staje
Bo dobro wraca pomnożone…

Piosenka o przemijaniu

fot. Adam Olszak

Niełatwo cierpieć kiedy spada cios
A diabli wzięli twe wszystkie teorie
Nie biec na oślep, nie psioczyć na los
Z godnością pisać wciąż swoją historię
Każdego dnia…

Cierpliwie znosić przemijania ból
Gdy rany szarpią dopiero zadane
Pozostać sobą, nie odgrywać ról
Choć dusza wyje w udręce nad ranem
Jak struna drga…

Czy lepsze serce jest marmurowe
Czy żywe z ciała, co zranić się da?
Murem kamiennym się obwarować
Czy łapać chwilę obecną, co trwa?
Choć miłość może przynieść cierpienie
Stale jej szukasz, wyglądasz co dzień
Kiedy nadchodzi, wszystko rozjaśnia
Przy Twoim cieniu widzisz drugi cień.

….Więc chociaż rozejść mogą się drogi
A ból po stracie ciężki jak życie
To krok do przodu robisz z nadzieją
Że przecież słońce wstanie o świcie
Rozpali żar!

Błąkamy się jak mewy samotne
Gotowe walczyć o zdobyczy kęs
Lecz czasem chmura zjawia się czarna
Co każe pytać w milczeniu o sens
Pokochać kogoś – to ryzykować
Kto podszedł blisko, może wbić ci nóż
Lecz bez miłości dusza obumiera…
Jak pusta studnia, którą pokrył kurz.

***
Ci, co odeszli, są  też częścią nas
Gdzieś w tkankę serca wrośnięci głęboko
Film z ich twarzami zakończy nasz czas
Kiedy ze śmiercią zielonooką
Spotkamy się…

Gra o sens

fot. Adam Olszak

W lustrze widzisz co rano
Swą twarz tak bardzo zmęczoną
Znów bolesny upadek
Choć miało  pięknie tak być
Kto twym życiem kieruje
Diabeł, Bóg czy przypadek?
Tyle dróg jest łatwiejszych
Lecz ty niełatwo chcesz żyć

I znowu do gry z losem siadasz
jak hazardzista uparty
Blefujesz i stawkę podbijasz
łykając wściekłości łzy
Choć on, drwiąc z ciebie bezczelnie,
znaczone rozdaje karty
Godność i duma ci każą
zachować reguły gry.

Czy życie twoje jest filmem,
gdzie zasnął reżyser pijany?
Milczy niebo, gdy pytasz
A jednak rolę swą grasz
I choć zranią cię czasem
ludzie podli i mali
Nie chcesz giąć karku przed nimi
Odważnie patrzysz im w twarz

Bo życie to taniec na linie
Nad krawędzią otchłani
Patrzy niebo i piekło
Czasem zerknie sam Bóg
Więc chociaż sił już brakuje
Znów rzucasz światu wyzwanie
Tańczysz najpiękniej jak umiesz
Swych marzeń  przekraczasz próg

Bo życie to droga pod górę
Nad przepaścią w ciemności
Gdzie każdy krok jest wysiłkiem
I walką o tlenu kęs
Lecz czasem błyśnie w ciemnościach
Nadziei małe światełko
Które ci wiarę przywraca
Że to wszystko ma sens

 

Moja droga

fot. Adam Olszak

Dokąd prowadzisz drogo kręta:
Na szczyty gór czy ku zagładzie?
Przed siebie gnam niepowstrzymanie
Choć mrok się już na ziemię kładzie.

Co czeka na mnie za zakrętem?
Map nie chcę – wolę mknąć w nieznane
Choć nieraz wąsko i pod górę
Sam jestem swojej drogi panem.

Wydłużają się cienie
Gwiazdy już na niebie
Kompasem są
Ciemność mnie nie zatrzyma
Życie jest podróżą
Odwieczną grą!

Pytają mnie, czy gdzieś przystanę
Stabilizacji rajem kuszą
Tacy jak ja nie cierpią klatek
Wciąż nowych ścieżek szukać muszą.

Bez pośpiechu przed siebie
w dal rozsłonecznioną
kocham ten stan
Chociaż przyszłość los ukrył
Za cienia zasłoną
Ja mam swój plan.

A gdy sił już zabraknie
I powietrza w płucach
Do raju bram
Droga mnie poprowadzi
W księżycowym blasku
Pójdę nią sam…

W duszy muzyka nam gra

fot. Adam Olszak

W codziennym życia kieracie
Ciężarem spraw przytłoczeni
Ludzie ze wzrokiem spuszczonym
W beton ponury wpatrzeni
Lecz kilka taktów wystarczy
By zmysły stępione poruszyć
By oczy podnieść zdziwione
Mur beznadziei nadkruszyć…

Więc śpiewać chcę dla was i grać
Radością napełniać wam serca
Niech płynie dziś muzyka ma
I dusze skulone przewierca
Niech z gęstwiny nut
Piękna wyłoni się cud
Owładnie, upoi, zapomnieć pozwoli
O życiu co czasem tak bardzo zaboli
Niech porwie wysoko do gwiazd!

Twarze straszliwie zmęczone
Szarością zmartwień pokryte
Sny z wielkich dążeń wyprane
Pragnienia starannie skryte
Niech dzisiaj zbudzą się wreszcie
Jak kolorowe motyle
W muzyki promieniach kwitną
Niczym wiosenne żonkile!

Bo w duszy muzyka nam gra
Więc dzielić się z wami nią chcemy
Jak wodę źródlaną co ma
Moc siły przywracać – dajemy
Niech z gęstwiny nut
Piękna wyłoni się cud
Owładnie, upoi, zapomnieć pozwoli
O życiu co czasem tak bardzo zaboli
Niech porwie wysoko do gwiazd!

…Więc uwierzcie że
Życie naprawdę ma sens
Że poddać się nigdy nie wolno rozpaczy
A wiara i miłość naprawdę coś znaczy
Wspinajcie się w górę, do gwiazd!

Litania

fot. Adam Olszak

Ty, który wbrew swemu prawu
Kazałeś Mojżeszowi
sporządzić węża miedzianego
By ratować od śmierci
Ludzi ukąszonych jadem

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który wejrzałeś na łzy Batszeby
I skruchę serca Dawida
Choć okazał wielką niewdzięczność
Odrzucając Twoje nakazy
A z ich związku wyprowadziłeś Salomona
Którego umiłowałeś błogosławiąc mu obficie

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który pogankę Rut
Wpisałeś do rodowodu swojego syna
I uczyniłeś ją babką króla Dawida
Za to, że w imię miłości do swego męża
Wybrała tułaczkę w obcej ziemi

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który pobłogosławiłeś Tamar
Ryzykującej życie i dobrą sławę
By dać potomstwo swemu małżonkowi

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który zacząłeś rozmowę
Z samarytańską kobietą
Nie bacząc na jej wątpliwą reputację
I objawiłeś jej swoją największą tajemnicę
Bo dostrzegłeś w jej sercu
Wielkie pragnienie miłości

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który działasz przeciwko sobie
Który za nas przepłacasz
Sam siebie oskarżasz
Aby nas ratować
I jesteś czystym przebaczeniem
Płynącym z samej Twej istoty

– Zmiłuj się nad nami!

Dopiero wtedy

fot. Adam Olszak

Kilometry przejechane
W pogoni za szczęściem
Gonisz za nim
Jak za uciekającym czasem
Szukasz go
Jak perły zgubionej w rynsztoku
Chcesz je oswoić
Jak nieufne zwierzątko

A ono przecież
Jest tak blisko
Bliżej się już nie da
Tam wewnątrz Ciebie
Zdeptane
Znękane
Rzucone niedbale w kąt.

Czeka aż się zatrzymasz
Aby wyjść z ukrycia
Wystawić nieśmiało głowę
Przytulić się ufnie jak dziecko
Zakwitnąć w promieniach słońca
Jak kwiat bezpieczny w ogrodzie

Ale dopóki biegniesz
Zaślepiony pędem
Nie masz szans tego zobaczyć
Więc musisz się przewrócić
Może nawet potłuc
Poczuć błoto na twarzy
I siniaki na ciele

Dopiero wtedy zrozumiesz
Jak ważne są małe rzeczy
Pozwolisz sobie na słabość
Nauczysz się odróżniać
Podziw od miłości
I dopiero wtedy
Zaczniesz naprawdę żyć.

Page 1 of 3

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén