Category: Różne

O pochlebcach

fot. Adam Olszak

Rozpoznają zapisane wyrazy
Usłyszane słowa
Z hukiem uderzają w dłonie
Dobrotliwie kiwają głowami…

Rozumie się zawsze po cichu
Czasem bez słowa
By zrozumieć
Znajdujemy czas
I miejsce

Dowiadujemy się w pośpiechu
Między wyjściem
A wejściem
Rozszarpując serce.

Ballada o strumieniu

fot. Adam Olszak

Strumień przy źródle jest wąską strugą
Wije się lekko wśród skał i kwiatów
Jeszcze niepewny, szuka kierunku
Chce naprzód płynąć, lecz nie wie dokąd.

Od zdroju coraz dalej odpływa
Jednak nie słabnie… lecz zasilany
Wodą dopływów, deszczu kroplami
Stale się wzmacnia i potężnieje.

Na górskich zboczach nagle przyspiesza
Sprężysty, wartki, młodością gnany
Jego energia może pomagać
Lub niszczyć wszystko na swojej drodze.

Gdy przez równinę szlak jego wiedzie
Dostojnie zwalnia, pluszcze leniwie,
A brzegi zdobi jasną zielenią
Bo gdzie dociera, tam wraca życie.

Są również lęku wiry zdradliwe
Jest susza, która siły wypala
I ciemne chmury – skrzydła aniołów,
Co nowy zapał przynoszą z nieba.

Dokąd wędrujesz, jasny strumieniu?
Kto twych zakrętów linię wyznaczył?
W blasku księżyca szepczesz pytania
Gdy powiew zmąci gładkość odbicia.

Gdzieś jest ocean… przyzywa głębią
Lecz zanim jego częścią się staniesz
Możesz się złączyć z innym strumieniem
By dwa jak jeden odtąd płynęły…

Dlatego warto, choć serce krwawi
Dać się zaskoczyć o wschodzie słońca…

Warszawa

fot. Adam Olszak

Fale mgieł porannych miękko obmywają
Eterycznych wieżowców rafy koralowe
Pierwszy promień słońca jak morska latarnia
Drogę pokazuje zbłąkanym w ciemności

Tak milcząco i sennie jest tylko o świcie
Później jazgot zgrzytliwy ciszy żyć nie pozwala
Puls codziennych bolączek przyspiesza szaleńczo
Przez ciasne żyły ulic spraw ludzkich krwiobieg pcha

Miasto niepokonane
Z morza ruin wzniesione
Czasem cię nie rozumiem
Z frustracji kląć chcę i wyć
Miasto wciąż zapędzone
Ze złudzeń odzierające
Kocham i nienawidzę
Lecz tutaj właśnie chcę żyć

Może jak kot mruczeniem do snu spokojnie kołysać
Lecz umie też poranić i podrapać do krwi
Przeżuwa i wypluwa, i nie masz cwaniaka
Z tych, co chcą je ujarzmić, prosto w twarz sobie drwi

Budzi lęk i urzeka
Jak narkotyk zniewala
Zmienne niczym pogoda
Obojętne jak głaz
Ale gdzieś na dnie serca
Dziwny ogień zapala
Który nigdy nie zgaśnie
Nim wypełni się czas…

Miasto niepokonane
Z morza ruin wzniesione
Czasem cię nie rozumiem
Z frustracji kląć chcę i wyć
Miasto wciąż zapędzone
Ze złudzeń odzierające
Kocham i nienawidzę
Lecz tutaj właśnie chcę żyć!

Kłamiesz

fot. Adam Olszak

Kłamiesz kłamiesz kłamiesz
Kłamiesz kłamiesz kłamiesz

Kłamstwo to twoje drugie imię
Na każdym kroku, w każdej chwili
Oddychasz kłamstwem, żyjesz nim

Z kłamstwa utkane twoje słowa
Sączą się z ciebie jak trucizna
pełzają jak trujący dym

Kłamiesz kłamiesz kłamiesz
Kłamiesz kłamiesz kłamiesz

Kłamstwem twa mowa przesiąknięta
Składasz się cała z pustych dźwięków
Fatamorganą jesteś złudną
Płaskim obrazkiem na ekranie

Opakowaniem plastikowym
Tych, co zaufać tobie chcieli
Porażasz żądłem jadowitym
Które morduje zaufanie.

Kłamiesz kłamiesz kłamiesz
Kłamiesz kłamiesz kłamiesz

Jesteś bańką mydlaną
Utkaną z iluzji
Niczym obraz odbity
Na powierzchni wody
Lepkim miodem zatrutym
Na naiwne muchy

Jak pająk co sieć swoją snuje
Słodką trucizną ją pokrywa
By zwabić tych co szczęścia pragną
Uwikłać w sieć, odebrać radość
Poddać kontroli, wyssać życie

Kłamiesz kłamiesz kłamiesz
Kłamiesz kłamiesz kłamiesz

Jak żmija co ucieczki szuka
W swych kłamstwach wijesz się bez końca
Aż padniesz nimi przygnieciona

Jak dom bezmyślnie zbudowany
Z piękną fasadą, choć na piasku
Co runął z hukiem w mrok i zamęt!

Kłamiesz kłamiesz kłamiesz
Kłamiesz kłamiesz kłamiesz

Pomiędzy węzłami

fot. Adam Olszak

Splątane linie ludzkich losów
Błędnych decyzji i uniesień
Porażek i nadziei złudnych
Co na manowce sprowadzały

Choć droga prostą się zdawała
Ktoś ją ozdobił zakrętami
I niepotrzebnie skomplikował
Przecież zbyt łatwo być nie może

Zawiłe ścieżki tworzą pętle
Które nie dają się rozplątać
Niczym gordyjski węzeł słynny
Co mieczem musiał być przecięty

A może jednak ktoś się znajdzie
Co ład zobaczy w tym chaosie?
Po krzywych liniach prosto pisząc
Sens nada triumfom i upadkom

Lecz póki co pytania trudne
Bez odpowiedzi pozostają
A czasem nawet jeszcze bardziej
Pychą i złością zaciemnione

Lecz zanim wszystko się wyjaśni
Cóż nam innego pozostaje
Jak dnia każdego trwać z godnością
Szukając prawdy co wyzwala?

A jeśli dzień się przeżyć uda
Bez nienawiści i obłudy
To świat się trochę lepszym staje
Bo dobro wraca pomnożone…

Moja droga

fot. Adam Olszak

Dokąd prowadzisz drogo kręta:
Na szczyty gór czy ku zagładzie?
Przed siebie gnam niepowstrzymanie
Choć mrok się już na ziemię kładzie.

Co czeka na mnie za zakrętem?
Map nie chcę – wolę mknąć w nieznane
Choć nieraz wąsko i pod górę
Sam jestem swojej drogi panem.

Wydłużają się cienie
Gwiazdy już na niebie
Kompasem są
Ciemność mnie nie zatrzyma
Życie jest podróżą
Odwieczną grą!

Pytają mnie, czy gdzieś przystanę
Stabilizacji rajem kuszą
Tacy jak ja nie cierpią klatek
Wciąż nowych ścieżek szukać muszą.

Bez pośpiechu przed siebie
w dal rozsłonecznioną
kocham ten stan
Chociaż przyszłość los ukrył
Za cienia zasłoną
Ja mam swój plan.

A gdy sił już zabraknie
I powietrza w płucach
Do raju bram
Droga mnie poprowadzi
W księżycowym blasku
Pójdę nią sam…

Dopiero wtedy

fot. Adam Olszak

Kilometry przejechane
W pogoni za szczęściem
Gonisz za nim
Jak za uciekającym czasem
Szukasz go
Jak perły zgubionej w rynsztoku
Chcesz je oswoić
Jak nieufne zwierzątko

A ono przecież
Jest tak blisko
Bliżej się już nie da
Tam wewnątrz Ciebie
Zdeptane
Znękane
Rzucone niedbale w kąt.

Czeka aż się zatrzymasz
Aby wyjść z ukrycia
Wystawić nieśmiało głowę
Przytulić się ufnie jak dziecko
Zakwitnąć w promieniach słońca
Jak kwiat bezpieczny w ogrodzie

Ale dopóki biegniesz
Zaślepiony pędem
Nie masz szans tego zobaczyć
Więc musisz się przewrócić
Może nawet potłuc
Poczuć błoto na twarzy
I siniaki na ciele

Dopiero wtedy zrozumiesz
Jak ważne są małe rzeczy
Pozwolisz sobie na słabość
Nauczysz się odróżniać
Podziw od miłości
I dopiero wtedy
Zaczniesz naprawdę żyć.

Nocne miasto

fot. Adam Olszak

Ciemność ogarnia świat nieubłagana
Jak wąż co pełznie cicho do zdobyczy
Gdy zmierzch zapada wychodzę na górę
Spoglądam w dal

Dżungla z betonu rozżarza się blaskiem
Sztucznych latarni co namiastką słońca
Na horyzoncie płomienna poświata
Wspomnienie dnia

Gdy światła miasta zapalają się
Myślą ogarniam dzień, który przemija
Wieczorna bryza chłodzi czoło me
Niebo i ziemię z wolna mrok spowija

Okna kamienic kryją tajemnice
Codziennych kłótni, miłosnych uniesień
Modlitwy w niebo jak ptaki pijane
Unoszą się

A wreszcie senność nadciąga leniwie
Opuszcza powiek ekrany zmęczone
By oniryczne obrazy jak filmy
Wyświetlić nam

Bo dzień od nocy nieodłączny jest
Jak śmierć od życia, od jesieni wiosna
Pomiędzy jawą biegniemy i snem
Aż śmierć na progu stanie bezlitosna…

Małe przerażone „ja”

fot. Adam Olszak

Kim jestem? Wciąż nie wiem. Szukam odpowiedzi.
Maski na mej twarzy. Maski, maski, maski.
Trzymają się mocno lękiem przyklejone
Gdy tańczę przed światem, by słyszeć oklaski

Gdzieś tam pod maskami jestem ja prawdziwy
Gdzieś tam żyje moje „ja”, co przerażone
Błądzi samo w ciemnym nieprzyjaznym lesie
Wrócić chce do domu tułaczką zmęczone

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
W ciemności zgubione
Przed ludźmi schowane
Drogi szuka wciąż
Drogi szuka wciąż

Maleńkie światełko na krańcach ciemności
Jasne okna domu majaczą w oddali
Wewnątrz moje serce tak bardzo spragnione
By siebie pokochać, by się w jedność scalić

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Z miłości stworzone
Dla miłości żyje
Bardzo kochać chce
I kochanym być

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Odnalazło drogę
Wróciło do domu
Puka do mych drzwi
Puka do mych drzwi

Trucizna

fot. Adam Olszak

Choć w ustach słodka jak miód
Przepalasz moje wnętrzności
Trucizna z krwią pompowana
Do każdej komórki i kości

Choć kiedyś dawała szczęście
Dziś niesie paraliż serca
Krąży w żyłach podstępnie
Jak nieuchwytny morderca!

Zabijasz we mnie to co najlepsze
Zimnym spojrzeniem i cyniczną grą
Sztyletem kpiny mordujesz marzenia,
Twe słowa jak ostre noże serce tną!

Modliszka jak żywioł zachłanna
Co szczęścia miraże roztacza
By zburzyć je w jednej sekundzie
Gdy ktoś twą granicę przekracza

Jak Narcyz wpatrzony w odbicie
W swych lękach wciąż uwięziona
Nie umiesz kochać naprawdę
Bliskość odrzucasz spłoszona

Zabijasz we mnie to co najlepsze
Zimnym spojrzeniem i cyniczną grą
Pożerasz miłość, niszczysz motywację
Twe słowa jak ostre noże serce tną!

Dzisiaj odchodzę, znikam obojętnie
W mym życiu miejsca już dla ciebie brak
We własne sidła wpadasz uwikłana
Przeżuwasz gorzki samotności smak!

Produkt

fot. Adam Olszak

Jestem produktem
Perfekcyjnym wytworem
Geniuszy marketingu
Mistrzem autoprezentacji
Kreatorem wizerunku

Liczy się tylko prezencja
Maska jak etykieta
Sztuczny uśmiech jak cukierkowa reklama
Wojna pozorów i złudzeń
Kolejne zwycięstwa odtrąbione na Facebooku
Wystawiam się na sprzedaż
Za prestiż i uznanie
Kupujecie mnie
Za walutę podziwu i zazdrości

Nikt nie pyta o cenę
Ani co czuję i myślę
Bo przecież muszę być szczęśliwy
Każdy by był na moim miejscu

Produktu się nie kocha
Tylko używa
Ma spełniać oczekiwania
Zaspokajać potrzeby
Poprawiać samopoczucie
Produkt nie może mieć wad
Ani wołać o miłość
To kłopotliwe i niepożądane
Produkt ma znać swoje miejsce
I nie żądać niemożliwego

Produkt upadł na ziemię
Brudny i potłuczony
Z pękniętego opakowania
Wypadł rój niewygodnych pytań
Wątpliwości rozsypane
Niczym okruchy szkła
O które łatwo się skaleczyć
Produkt rozczarował
Przeceniony
Do utylizacji

Czy teraz wreszcie
Pozwolicie mi być sobą?

Dzień Kobiet

fot. Adam Olszak

Kiedyś goździki i rajstopy
Dziś bombonierki i tulipany
Wirtualne róże i całusy
Życzenia i zapewnienia

A wszystko to wyraz bezradności
Hołd nieświadomie złożony
U bram niezdobytej twierdzy
Biała flaga
W obliczu metafizycznej pułapki

Jesteście Tajemnicą

Nieprzeniknione w swej głębi
Skomplikowane i nieproste
Zagadki nierozwiązywalne
Pragmatycznym męskim umysłem
Wyzwania rzucone
Chęci wyjaśnienia wszystkiego.

Nie zmieniajcie się
Proszę

Czy naprawdę chcesz

fot. Adam Olszak

Mówisz:
Tak chciałabym
Żyć inaczej
Szukasz
Spełnienia marzeń
Co trawią serce twe
Ale
Gdy los ci dał
Nową szansę
Głowę
Chowasz w piasek
I nic nie zmienia się

Czy naprawdę tego chcesz?
W swoje ręce wziąć swój los?
Reżyserem życia swego się stać?
Czemu więc
Tchórzysz wciąż
Wolisz ofiarą być?

Kolejny
Dzień upłynął
Pełen smutku
Dosyć łez!
Czas już przerwać
Strachu zaklęty krąg!

Wojownikiem dziś się stań
Tu i teraz zacznij żyć
Weź odpowiedzialność za każdy dzień
I choć lęk
Ściga Cię
Śmiało spojrzyj mu w twarz!

…Szczęście Twe
W Tobie jest
Poczuj, że moc tę masz!

Jesteś moim aniołem

fot. Adam Olszak

Jak brzydkie kaczątko ze wzrokiem spuszczonym
Taka byłam zanim pokochałeś mnie
Zagubiona w akcji, niewierząca w siebie
Wszystkich zadowolić wciąż starałam się.

Ciągle wystraszona, bez swojego zdania
W milczeniu cierpiałam, kiedy spadał cios
Ale dzięki tobie poczułam odwagę
Nagle świat zdumiony usłyszał mój głos!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

Już się nie dam stłamsić, wcisnąć w cudze ramy
Chcę żyć swoim życiem i nie cofnę się
Ty mi dałeś siłę, wiarę i nadzieję
By odnaleźć szczęście, już wiem czego chcę!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

W obliczu decyzji

fot. by Lidia Kozenitzky, available from http://commons.wikimedia.org/wiki/User:Effib

W jutro zbyt mocno wychyleni
Albo przeszłością zaczadzeni
Nie spostrzegamy, jak ucieka
Chwila obecna – niczym rzeka.

Czas brania odpowiedzialności
I pokonania bezradności.
Więc choćby mocno w twarz Ci wiało
Swym lękom spojrzyj w oczy śmiało

A co pomyślą lub powiedzą
Ludzie, co zawsze lepiej wiedzą?
Rozważ: to Twoje czy ich życie?
Wolisz żyć w smutku czy w zachwycie?

Możesz się więc zaangażować
W życie… lub głowę w piasek schować.
Jesteś kowalem swego losu,
Posłuchaj zatem serca głosu

Bo tylko serce słucha marzeń,
Nie kalkuluje przyszłych zdarzeń,
Wierzy nadziei wbrew nadziei,
Która pękniętą duszę sklei

Pociąg już stoi na peronie
Możesz wziąć sprawy w swoje dłonie
Morze Czerwone się otwiera
Nie jutro, nie za miesiąc. Teraz.

Chmura

fot. Adam Olszak

Ciemna chmura w oddali
Budzi lęk przed nieznanym
Sparaliżowany
Świat czeka na cios

Jako chłopiec
Uciekałem przed nią
Szukałem schronienia
Na odludnym strychu świata

Jako mężczyzna
Wchodzę w nią odważnie
Pozwalam się ogarnąć
By odkryć zdumiony
że składa się z miłości
choć wymieszanej z cierpieniem

Tylko to połączenie jest prawdziwie płodne
Zdolne porwać pod niebo, zmienić planet bieg
Jak chemiczna reakcja wyzwala energię
Porywa do walki, pokonuje lęk.

Czas decyzji

fot. pixabay.com

Stoisz na rozstajach dróg, co w dal prowadzą
Pytasz o decyzje, które sens nadadzą
Sekundom, co płyną niczym w rzece woda…
Miłość i spełnienie to Twoja nagroda.

Strach karmi się smutkiem, odwaga – nadzieją.
Czasem ponad głową zdarzenia się dzieją
Czasem w ciężkim trudzie codziennym kiełkują
Szczyty zdobywają ci, co ryzykują.

Trwoga może ścisnąć za gardło nieznośnie,
Szantażuje, skamląc pod drzwiami żałośnie
Nie przewidzisz wszystkich możliwych wydarzeń
Lecz nie pozwól nigdy pozbawić się marzeń!

Udręka to straszna, ogromne cierpienie
W lustrze wspomnień widzieć szans straconych cienie
I rozpamiętywać przeszłość, co nie wróci
Niczym przy ruletce zgorzkniali bankruci.

Wiesz, czym się smucili ci, co umierali?
Nie brakiem kariery … lecz że nie kochali
I że żyli w maskach, by innym dogodzić
To pęknięcie serca trudno załagodzić…

Możesz więc pójść naprzód przez morze otwarte
Lub obstawiać nadal lęku zgraną kartę
Poddać się pokornie, wrócić do niewoli
I nie myśleć więcej o duszy, co boli…

Chociaż boleć będzie… jak cierń wbity w rękę
Który niewyjęty ciągłą sprawia mękę.
I ból ten zagłuszyć próbujesz daremnie
Póki nie zrozumiesz: „Me szczęście jest we mnie!”

To jest czas decyzji, czas rozstajnych dróg
Wybierz mądrze, abyś w lustro spojrzeć mógł!

Korytarze

fot. Adam Olszak

Betonowe korytarze
skapane w zimnym świetle
nie widzą nigdy słońca
prowadzą głęboko pod ziemię

Czasem trzeba zejść i tam
by wyjść po drugiej stronie
i choć strzałka każe skręcić
ty idziesz po swojemu
na przekór drogowskazom

Pogrążony w samotności
kontemplujesz posępny urok
odrapanych ścian
goniąc myśli co biegną
od banałów do spraw największych

Trzeba wracać na powierzchnię
zanurzyć się na nowo
w ciemne objęcia nocy
aby iść dalej
choć sam nie wiesz dokąd

Jak orły

Polskim lotnikom, walczącym w Bitwie o Anglię.

Polscy lotnicy z Dywizjonu 303, fot.wikipedia.pl

Polscy lotnicy z Dywizjonu 303, fot.wikipedia.pl

Tam wysoko pod niebem
Gdzie wzrok nie sięga człowieczy
Na śmierć i życie batalia
Z najeźdźcą okrutnym trwa
Gdy ciemność ziemię spowija
Kto złu może się przeciwstawić?
Gromada polskich szaleńców
Co dumę i odwagę ma!

I chociaż nikt szans wam nie daje
Bez lęku się w górę wzbijacie
Jak orły co lecą do słońca
Bo wolność wciąż w duszach im gra
Nie chcecie zaszczytów i sławy
O godność i honor walczycie
Pod flagą Tej co nie zginęła
Zwycięstwa smak każdy z was zna

Jak wroga w serce porazić
By spadł w płomieniach na ziemię
Wielu ratują nieliczni
Heroizm sprawia ten cud
Na koniec zamiast defilad
Niewdzięczność i zapomnienie
Lecz orły znów w górę wzlatują
Nad małość świata i brud

Bo poddać się nigdy nie wolno
Choć nawet cierpienie przygniata
Jakkolwiek los się potoczy
Wytrwale zaczynaj co dnia
Więc wstawaj, ruszaj do walki
Życie to skarb Twój największy
Poszybuj odważnie, wysoko
Nadzieja skrzydła ci da!

Miałeś wszystko

fot. Adam Olszak

Gratuluję, jest Pan ojcem! Chłopak jak marzenie!
Tak się cieszę, jestem dumny! Jak dwie krople wody!
Moje geny, moja przyszłość i moja nadzieja
Musi mieć markowe rzeczy, życiowe wygody.

Jest na pewno bardzo zdolny, bystrze się uśmiecha
Po mnie ma inteligencję, mężczyzna prawdziwy
Już niedługo zacznie mówić, chodzić jak najprędzej
Zrobię wszystko, aby w życiu był bardzo szczęśliwy

Więc przedszkole. Niepubliczne! Prywatne koniecznie
Niech pamięta, że do wyższych celów jest stworzony
Jeśli szkoła, to najlepsza. Pływanie, angielski
Może dżudo, gra na skrzypcach? Sukces zapewniony!

Mój syn nie był dzisiaj w szkole? To nie jego wina!
Jakich wy nauczycieli tutaj zatrudniacie?
Co tu robią ci panowie w niebieskich mundurach?
Narkotyki? Pan żartuje! W co wy go wrabiacie?

Synu, czemu to zrobiłeś? Wezmę adwokata!
Kto cię skrzywdził, powiedz tylko, my cię obronimy!
Czemu milczysz? Spojrzyj na  nas! Nic nie odpowiadasz?
Czy nie widzisz, ile z matką dla ciebie robimy?

Jak to wszystko się popsuło? Miało być tak pięknie!
Kiedy mur milczenia między nami zbudowałeś?
Tak się bardzo staraliśmy! Czego więc zabrakło?
Skąd ta pustka w twoich oczach? Przecież wszystko miałeś…

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén