Category: Romantyczne

Różo

fot. Adam Olszak

Różo
Esencjo piękna
Rozkwitła wbrew logice
Pomiędzy ruinami
W ciemnym kącie ogrodu

Delikatność twych płatków
Na przekór zniechęceniu
Wabi skrzydła motyli
W labirynty myśli
Bez promieni słońca

Autobus do sensu
Ma tutaj przystanek
Zjawia się znienacka
Poza rozkładem
Lada moment odjedzie

Wsiadam
Zbyt długo czekałem
Ale już nie sam
Szczęście
Jest Tobą

Na zawsze

fot. Adam Olszak

Przez powieki zamknięte widziałem Ciebie
Kiedy jeszcze nie miałaś twarzy
Nie wiedziałem, kim jesteś
Lecz tęskniłem za Tobą
Szukałem

Tyle pomyłek, rozczarowań
Potykałem się, lecz szedłem dalej
Wierzyłem, że w końcu Cię znajdę
Że się spotkamy
I już zostaniesz

Gdy na zakręcie życia
Pojawiłaś się niespodzianie
Serce dało znak, bym przystanął
Podszedł do Ciebie
Nie pozwolił Ci odejść

Warto było brnąć przez manowce
Warto było czekać
Szczęście ma Twoją twarz
Jesteś częścią mnie
Na zawsze

Ciężka dola Anioła Stróża

fot. Adam Olszak

Anioł Stróż na obłoku siedzi zadumany:
Jak ich poznać ze sobą, jak serca otworzyć?
W noc bezsenną obmyśla strategiczne plany
By dwie połówki jabłka w jedną całość złożyć.

Patrzy Anioł na Ziemię i wzdycha głęboko
Bo daleko od siebie dwa serca stęsknione
A do tego spowite zmęczenia pomroką
Pyłem codziennej walki z życiem oprószone…

Od zawsze za sobą tęsknią
Nie wiedząc o swym istnieniu
Lecz ugrzęźli w monotonii,
W zmurszałym zobojętnieniu

I jeszcze ta wolna wola
Którą uszanować trzeba
Nie da się do szczęścia zmusić
Lub siłą wciągnąć do nieba

Więc chociaż by się chciało krzyknąć wprost do ucha
By klapki spadły z oczu ślepych, choć otwartych
Cierpliwie drobnych zdarzeń układanka krucha
Prowadzi ich do portu ramion rozpostartych.

Jeszcze tylko dwa zakręty
Jeszcze tylko trzy potknięcia
Aż się przetną drogi krzywe
I pochwyci ją w objęcia…

Tęcza

fot. Adam Olszak

Jesteś moją tęczą
Dotykiem piękna
Znakiem obietnicy
Miejscem spotkania słońca
Ze łzami nieba
Wylanymi nad światem

Pojawiasz się delikatnie
Jak miękki promyk nadziei
Wśród drzew co ciszą zdziwione
Prostują z ulgą konary
Liczą stracone liście
I opłakują zniszczone kwiaty
Które już nie wydadzą owoców

Wyrastasz wprost z milczenia
Co po burzy nastało
Okrywając przemoczoną ziemię
Niczym koc zziębnięte ramiona

Igrasz przede mną ze światła utkana
Na tle chmur co odpływają powoli
Odgrażając się pomrukiem grzmotów
Że dzieło zniszczenia
Jeszcze niedopełnione

A Ty po prostu jesteś
Koisz oczy i serce
Mówisz, że może być pięknie
I że to jednak dobro
Mieć będzie ostatnie słowo

Bądź…

Z Tobą…

fot. Adam Olszak

fot. Adam Olszak

Za oknem ciemność… lecz już świt nadchodzi
Dziś sen na próżno wokół domu krąży
Kiedy wtuleni w siebie rozmawiamy
Słów ciepłym deszczem miłość podlewając

Z Tobą czas biegnie szybko, choć łagodnie
Z Tobą naczynia same się zmywają
Wypełniasz przestrzeń swoją obecnością
Oddycham Tobą jak świeżym powietrzem

Gdy jesteś – wszystko jest na swoim miejscu
Codzienne sprawy stają się odświętne
Zauważone w swojej zwyczajności
Celebrowane jak ważna rocznica

Lubię spoglądać w głębię Twoich oczu
Bo w nich przebija Twe duchowe piękno
Dziękuję za to, że chcesz się nim dzielić
Niczym kwiatami, co spadają z nieba

Chcę Cię smakować, poznawać w zachwycie
Uczyć się Ciebie, z Tobą ruszyć w drogę
Po łuku tęczy wspiąć się na dach świata
O świcie pobiec plażą w stronę słońca…

Wędrowiec i wyspa

fot. Adam Olszak

WĘDROWIEC:
Niczym wyspa nieznana kusisz tajemniczością
Jak forteca warowna niezdobyta przez los
Spokojną tchnie harmonią słów życzliwych zatoka
Wytchnienie obiecuje niesiony z wiatrem głos

WYSPA:
Poczuj się tu bezpiecznie, wędrowcze utrudzony
Chcę dać ci odpoczynek… połóż się w cieniu drzew
Będę czuwać nad tobą… niech snu ci nie zakłóca
Fal morskich szum daleki albo syreni śpiew…

WĘDROWIEC:
Czy to jest port spokojny?
Czy tu zamieszkać mogę?
Czy po krótkim wytchnieniu
Znów muszę ruszyć w drogę?

Czy miejsce to przyjazne
Mym domem odtąd będzie?
Czy jestem tu przechodniem,
Który przystanął w pędzie?

WYSPA:
To wielka tajemnica czekania cierpliwego
Choć nieraz lata całe, i chciałoby się już
By ktoś mnie odkrył wreszcie, poznał i się zachwycił
Odnalazł swoje miejsce wśród niebezpiecznych mórz

Zgłębiaj moje sekrety
Poznawaj mnie wytrwale
Rozmowy całonocne
Słowa, co jak korale

Pozbieram je starannie
Naszyjnik z nich ułożę
Skarby we mnie ukryte
Tobie w ofierze złożę

WĘDROWIEC:
Sycę się twoim pięknem… oddycham twą zielenią
Ścieżek stopą nietkniętych rysować mapę chcę
Zdobyć gór twoich szczyty… ogród zaczarowany
Znaleźć, gdzie niebo z ziemią miękko przenika się.

WYSPA:
Lecz wiedz, że jest gdzieś we mnie miejsce ciemne i mroczne
Dolina śmierci skryta w tajemnic szarej mgle
Tutaj żyją demony nigdy nienasycone
Tu wstyd z rozczarowaniem przed światłem kryją się.

WĘDROWIEC:
Odważnie wchodzę w ciemność
I tego nic nie zmieni
Miłość jest moją siłą
Nie boję się Twych cieni!

Chcę kochać… i pozwolić
miłości się dogonić
Zapalić się i płonąć…
Nie będę się już bronić…

Jesteś

fot. Adam Olszak

Jesteś kwiatem co wyrósł pośrodku pustkowia
W smutku mrocznej dolinie, w pyle marzeń i snów
Mimo suszy palącej, mimo wiatrów przeciwnych
Wśród bezdusznych kamieni, ostrych jak kolce słów.

Życiodajnym strumieniem, co pustynię przenika
Duszę miękko obmywasz z gorzkiej zwątpienia rdzy
Jak rzęsista ulewa, co na ziemię spękaną
Spada z nieba łagodnie niczym kojące łzy.

Wierzyłem, że kiedyś Cię znajdę
W noce zimowe z tęsknoty utkane
Ciemnością spowite
Bez sekundy snu
W chmurach porannych widziałem
Twój portret jutrzenki poświatą pisany
Obecność Twą czułem, gdy zakwitł
Majowym wieczorem krzak bzu.

Jesteś wiosną po zimie i pobudką z koszmaru
Ciepłym wiatrem, co topi rozczarowań mych lód
Pierwszym słońca promieniem, co poranek zwiastuje
Wlewasz w serce otuchę i nadzieję na cud!

Wierzyłem, że kiedyś Cię znajdę
W noce zimowe z tęsknoty utkane
Ciemnością spowite
Bez sekundy snu
W chmurach porannych widziałem
Twój portret jutrzenki poświatą pisany
Obecność Twą czułem, gdy zakwitł
Majowym wieczorem krzak bzu.

A dziś odnalazłaś się sama
Gdy już zwątpiłem że kiedyś Cię spotkam
I szukać przestałem
Bezwolny jak głaz
Więc teraz rozgość się, proszę
To miejsce czekało na Ciebie
Niech szept naszych rozmów wieczornych
Już zawsze odmierza nam czas…

Piosenka o przemijaniu

fot. Adam Olszak

Niełatwo cierpieć kiedy spada cios
A diabli wzięli twe wszystkie teorie
Nie biec na oślep, nie psioczyć na los
Z godnością pisać wciąż swoją historię
Każdego dnia…

Cierpliwie znosić przemijania ból
Gdy rany szarpią dopiero zadane
Pozostać sobą, nie odgrywać ról
Choć dusza wyje w udręce nad ranem
Jak struna drga…

Czy lepsze serce jest marmurowe
Czy żywe z ciała, co zranić się da?
Murem kamiennym się obwarować
Czy łapać chwilę obecną, co trwa?
Choć miłość może przynieść cierpienie
Stale jej szukasz, wyglądasz co dzień
Kiedy nadchodzi, wszystko rozjaśnia
Przy Twoim cieniu widzisz drugi cień.

….Więc chociaż rozejść mogą się drogi
A ból po stracie ciężki jak życie
To krok do przodu robisz z nadzieją
Że przecież słońce wstanie o świcie
Rozpali żar!

Błąkamy się jak mewy samotne
Gotowe walczyć o zdobyczy kęs
Lecz czasem chmura zjawia się czarna
Co każe pytać w milczeniu o sens
Pokochać kogoś – to ryzykować
Kto podszedł blisko, może wbić ci nóż
Lecz bez miłości dusza obumiera…
Jak pusta studnia, którą pokrył kurz.

***
Ci, co odeszli, są  też częścią nas
Gdzieś w tkankę serca wrośnięci głęboko
Film z ich twarzami zakończy nasz czas
Kiedy ze śmiercią zielonooką
Spotkamy się…

W ciemności marzę

fot. Adam Olszak

Noc zasnuta mgłą
Sekretem ziemię okrywa
Zmierzch gęstnieje wciąż
powoli ciemność nadpływa
Gdy szarość spowija mnie
W półmroku marzę i śnię
Wspominam te chwile szczęśliwe
Gdy życie sens miało i cel
Gdy oczy twe dobre widziałam
Gdy obok mnie byłeś co dzień…

Gdzie podziały się
Te chwile co radość nam niosły
Kto odebrał je
Okrutny i bezlitosny
Czy diabeł zrządził czy Bóg
Czy szczęścia ludzkiego wróg
Że nie ma cię znowu w mym życiu
Że pustka została i ból
Że zagrać mi przyszło w tej sztuce
Najbardziej bolesną z ról

Lecz chociaż ból serce przeszywa
Dziś ci za wszystko dziękuję
Przy tobie byłam szczęśliwa
Wciąż kocham i nie żałuję
Choć zabrał mi ciebie zły los
Ja w niebo wzbijam dziś głos
Czasami warto jest żyć
Dla kilku chwil
Szczęśliwych tak…

Gdzie odszedłeś stąd
Kto wezwał cię tak niespodzianie
Jak odnaleźć sens
Na nowo gdy nic nie zostanie
Budować niełatwo jest tam
Gdzie człowiek zostaje sam
Wśród ruin dymiących i zgliszczy
Co życiem Twym były ze snu
Obudzić się trzeba boleśnie
Otworzyć oczy bez tchu…

Lecz chociaż tęsknota za tobą
Nad głową wciąż tkwi jak urwisko
Wciąż wierzę że ty gdzieś istniejesz
Że jesteś przy mnie tu blisko
Choć uśmiech twój zniknął już stąd
Odkrywam nadziei znów ląd
I wierzę że ujrzę cię znów
Gdy witasz mnie
Na skraju snu…

…ja widzę cię stale w mych snach
Obecność twą czuję gdy w drzwiach
Wiatr świecy płomieniem poruszy
Ja wtedy wiem
Że jesteś tu
…że kocham wciąż….

Ciemność przenikam wzrokiem

fot. Adam Olszak

Ciemność przenikam wzrokiem
Sen odleciał daleko
Życie puste i smutne
W teatrze iluzji gram
We mgle marzeń majaczy
Czyjaś twarz rozmazana
Szarpie duszę pytaniem:
Skąd tak dobrze ją znam?

Kiedy się wreszcie odnajdziesz
Tak znany, choć nieznajomy?
Kiedy w mym życiu zamieszkasz?
Kiedy stworzymy dom?
Przyjdź już, bo sił mi brakuje,
Pozwól się wreszcie odnaleźć
Stań tak realny przede mną
Ja czekam na przekór łzom!

Przyszedłeś niespodziewanie,
Gdy biegłam naprzód w amoku
Wiarę mi przywróciłeś,
Że można inaczej żyć!

Odnalazłeś się wreszcie
Wyśniony i wyczekany
Zamieszkałeś w mym życiu
Razem stworzymy dom!
Zostań już ze mną na zawsze
Chcę się budzić przy Tobie
Warto było na Ciebie
Czekać na przekór łzom.

Twój obraz w pamięci

fot. Adam Olszak

Co zrobić gdy stoisz
Wśród dymiących zgliszczy
Bo na twoich oczach
Dom zawalił się?
Czy grzebać w ruinach,
Rozdrapywać rany
Czy iść nową drogą
Cicho roniąc łzę?

Co zrobić, gdy życie
Kpi z ciebie okrutnie
Niczym stary szuler
Wciąż nabiera cię?
Czy odejść od stołu
Z cynicznym uśmiechem
Czy wierząc zuchwale
Zacząć nową grę?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Czy chcesz odbudować
Mosty, co spalone
Wzajemną pretensją,
jadem gorzkich słów?
Miłością wyleczyć
Uczucia zranione
Odrodzić namiętność
I zaufać znów?

Bo obraz Twój ciągle z pamięci
Wymazać się nie pozwala
Choć żal i duma zraniona
Uparcie zniszczyć go chcą
Nut kilka, zapach, wspomnienie
Na nowo miłość rozpala
Jak powiew wiatru ożywia
Iskry co ledwie się tlą.

Może już pora?…

fot. Adam Olszak

Co mnie w Tobie urzekło
I dlaczego tak późno
Choć tak długo się znamy
Mijaliśmy się zawsze
Jakieś słowo życzliwe
Mimochodem rzucone
To zbyt mało, by miłość
Wykiełkowała z ziarna
Ku słońcu wspięła się!

Może wreszcie już pora
by się zwrócić ku sobie
Może w końcu czas nadszedł
Prosto w oczy popatrzeć
Może znajdę odwagę
By odważnie powiedzieć
Jak ważna jesteś dla mnie
Jak bardzo z Tobą być chcę!

Czasem chwila wystarczy
Żeby miłość wybuchła
Albo rośnie powoli
Jak roślinka nieśmiała
Miłość do włoskiej kawy
Też jest dobrym pretekstem
Aby spotkać się z Tobą
I pozostać na dłużej
Rozpalić w duszy żar!

Bo nadeszła już pora
by się zwrócić ku sobie
Bo już w końcu czas nadszedł
Prosto w oczy popatrzeć
Już znalazłem odwagę
By odważnie powiedzieć
Jak ważna jesteś dla mnie
Jak bardzo z Tobą być chcę!

…Już zawsze żyć będziemy
Ty dla mnie, dla Ciebie ja!

Cały staję się głosem

fot. DN

Zamknięty przed światem w budce
Utartych schematów myślenia
Odgrodzony namiastką prywatności
Przygarbiony tęsknotą
Próbuję wyłowić
Twój głos spośród szumu

Mówisz do mnie z daleka.
Dystans pomiędzy nami
Wyrósł niespodziewanie
Lecz uparcie szukamy
Nici porozumienia.

Czy słowa są w stanie na nowo
Zespolić dwa światy pęknięte?
Czy raczej niosą pożogę
Zarzewie huraganu
Który zmiecie doszczętnie
To, co jeszcze zostało?

Cały staję się głosem
Nasączam go miłością
Wierząc że ona uleczy
Rany przez lęk zadane…

Może właśnie tak trzeba

fot. Adam Olszak

Twoje oczy jak studnie pełne tajemnic
Widzę w nich miłość i ból
smutek i lęk, radość i szczęście
Rozum, pragnienia i serce
Splecione w zażartej walce
Konglomerat uczuć i zdarzeń
Prawdziwy ekran duszy
Każda sekunda to nowe odkrycie

Czasem spojrzenie wystarczy
Nie trzeba mówić za dużo
Gdy każde słowo coś znaczy
Realne aż do bólu
Jak karta rzucana na stół
W rozgrywce gdzie stawką jest życie

Gdzieś tam – tuż obok nas
Bóg patrzy spod przymkniętych powiek
On już zna zakończenie
My idziemy we mgle
Szukamy drogi po omacku
Co jest prawdą, a co iluzją
Co odpowiedzialnością, a co słabością
Są tylko pytania nie ma odpowiedzi

A może to właśnie tak trzeba
W ciemnościach i bez drogowskazu
Upadać i powstawać
Aby w końcu dorosnąć
Odnaleźć swój kompas w sercu
Uwolnić w sobie odwagę
I zacząć żyć naprawdę

Nie czekaj już dłużej

fot. Adam Olszak

Ściana deszczu za oknem wyrosła
I skutecznie odgradza od słońca
Wątpliwości wirują w mej głowie
Niczym ćmy co do ognia wciąż lgną
W taki dzień chcę mieć ciebie tak blisko
Jak koszulę co szczelnie przy ciele
Widzieć dobrych twych oczu spojrzenie
Twoje ciepło i dotyk chcę czuć

Bo ty jesteś lekarstwem na troski
Antidotum na smutki i żale
Dajesz spokój gdy zamęt dokoła
Cierpliwością rozbrajasz wciąż mnie
Więc nie czekaj, nie czekaj już dłużej
Przybądź szybko i usiądź tu przy mnie
Niech obecność twa chmury rozproszy
Niech już słońce zaświeci nam znów

Znów cię nie ma… tęsknota narasta
Niczym fala przypływu ogromna
Patrzę na nią i stoję bezradny
Nie potrafię powstrzymać już jej
Niech mnie porwie, pod niebo wyrzuci
Niech do ciebie na grzbiecie zaniesie
Kilometry na miłość zamieni
Co potężna jest bardziej niż lęk

Bo ty jesteś lekarstwem na troski
Antidotum na smutki i żale
Dajesz spokój gdy zamęt dokoła
Cierpliwością rozbrajasz wciąż mnie
Więc nie czekaj, nie czekaj już dłużej
Przybądź szybko i usiądź tu przy mnie
Niech obecność twa chmury rozproszy
Niech już słońce zaświeci nam znów

…Bądź oazą pośrodku pustyni
Codziennością jak chleba kawałek
Bądź powietrzem co oddech napełnia
Tylko tobą oddychać już chcę…

Smutna kolęda

fot. Adam Olszak

Wigilijny śnieg spowił świat dotykiem bieli
Że się Chrystus nam rodzi śpiewają anieli
Czemu w tę noc radosną tak
Tęsknię i jest mi Ciebie brak
Czemu nas dzieli odległość tak wielka
Czemu tu nie ma Cię dziś?

Sucha studnia bez wody
Stajenka bez Dzieciątka
Tak bez Ciebie me życie
Puste i traci smak
Więc pokonam przeszkody
I z mojego zakątka
Ruszam w drogę o świcie
Gwiazda wskaże mi szlak

Smutnej kolędy słowa płomień świecy złoty
Śle do Ciebie w kopercie utkanej z tęsknoty
Gdy wszyscy dziś radują się
Ja Twoją twarz na jawie śnię
I film ze wspomnień na powiek ekranie
Wyświetlam mokrym od łez

Sucha studnia bez wody
Stajenka bez Dzieciątka
Tak bez Ciebie me życie
Puste i traci smak
Więc pokonam przeszkody
I z mojego zakątka
Ruszam w drogę o świcie
Gwiazda wskaże mi szlak

…Ruszam, aby być z Tobą
Życiu przywrócić smak…

Nie płoszmy tej ciszy

fot. Adam Olszak

Pod niebem sierpniowym leżymy objęci
Otuleni milczeniem niczym kołdrą puchową
Chłód nocy przed ciepłem ciał naszych umyka
Wycofuje się cicho aby magii nie spłoszyć
Szczęścia chwili…

Patrzymy jak gwiazdy spadają bezgłośnie
Każda z nich to marzenie co spełnione zostanie
Muzyka kosmosu ogarnia nam serca
Nie wyrażą jej nuty, nie oddadzą jej słowa
Tylko cisza…

Pył gwiezdny powoli opada na ziemię
Chcielibyśmy go z nieba sypać ludziom na głowy
Zaplatać warkocze komecie Halleya
Na pierścieniach Saturna wypić kawę poranną
Spontanicznie…

Godziny tej nocy zbyt szybko mijają
Perseidy gonitwę swą po niebie prowadzą
Sen krąży dokoła lecz zbliżyć się boi
Tracić czasu nie wolno gdy sekunda jak wieczność
Pełna wzruszeń…

Milczymy dotykiem łagodnym złączeni
Czasem cisza miłością napełniona wystarczy
Nie trzeba jej płoszyć zbędnymi dźwiękami
Słowa mogą coś znaczyć lecz nie mówią niczego
Niepotrzebne…

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén