Kategoria: Religijne

Trwamy

fot. Anna Rivus

Utkani z lęków i marzeń
obowiązków
pragnień
zdarzeń…

Swego prawa do szczęścia
niepewni
samym sobie
wierni – niewierni.

Z sercem przeszytym pytaniami
jak Ten, Który kocha obejdzie się z nami?

Czy bieg rzeki dla nas
zawróci?
Czy jak człowiek – wykorzysta,
odrzuci?

Paradoksami życia miotani
znienawidzeni
ukochani,
odrzuceni – wybrani.
Trwamy.
Wciąż trwamy…

I każdego dnia
słońce wschodzi nad nami.

 

Tęsknię

fot. Adam Olszak

Tęsknię do Ciebie, Który Jesteś…
choć dajesz się znaleźć
pozwalam, by jak fale
niosły mnie złudzenia

i tęsknię do Ciebie, Który…
promieniem słońca muskasz
policzek
w słów serdecznych
wymianie… Jesteś

w zmęczeniu nad ranem
w znudzeniu, które
jęczy: „znowu tak samo”
w zwątpieniu…
nie chcę już wracać do siebie

moje ja poobijane – tęskni do Ciebie.

Tęsknota

fot. Adam Olszak

Jak dziwnie pusto i cicho
Choć wiem, że żyjesz i jesteś
Lecz teraz rozmawiasz z Bogiem
Twój czas jest tylko dla Niego

Opowiedz Mu naszą historię
O krętych drogach przez życie
Marzeniach lękiem zduszonych
Przegranych szansach na szczęście

Opowiedz Mu o miłości,
O sercach za nią stęsknionych
Samotnych połówkach jabłka
Co wreszcie się odnalazły

Ja żyć próbuję normalnie
Choć serce rwie się do Ciebie
A cień rozgląda się wokół
Za Twoim cieniem stęskniony

Rozum próbuje być dzielny
Mówi, że już niedługo
Co z tego, kiedy dla serca
Każda sekunda jak wieki

Więc uczę się jak być z Tobą
Gdy nie ma Ciebie w pobliżu
Jak czerpać radość i siłę
Z prostego faktu, że jesteś

Lecz wierzę, że przyjdzie chwila
Gdy już przy Tobie zostanę
Dwie drogi złączą się w jedną
Dalej pójdziemy już razem….

 

Przemienienie

fot. Adam Olszak

Zaprowadź mnie na górę wysoką
Mów, mów do mojego serca
Pozwól mi poczuć, że nic nie muszę
Abyś mnie kochał bezinteresownie

Nasyć moje oczy
Widokiem Twojej chwały
Napełnij moje serce
Dotykiem Twojej miłości
Przemów do rozumu
By wiedział, że jesteś blisko

Otul mnie szczelnie obłokiem
Który zakryje mą małość
Przemów głosem co jak strzała
Jak ostrze rozpalone
Zrani lecz nie zabije
Wypali gangrenę smutku
I użalania nad sobą

Powstrzymaj pragnienie by działać
Abym usiadł i patrzył
Wreszcie zatrzymał się w biegu
Posłuchał, co chcesz mi powiedzieć

A później każ zejść na ziemię
Do spraw codziennych i zwykłych
Na drogi co przez Golgotę
Prowadzą ku radości
Spotkania przy pustym grobie

Wołanie z dna serca

fot. Adam Olszak

Gdy Bóg wysłuchał modlitwy Sary
I słów Tobiasza pełnych goryczy,
Na długo zamilkł, współczuciem zdjęty
Że rozpacz trapi jego stworzenia

Natychmiast Rafal, posłaniec z nieba
Wyruszył w podróż z młodym Tobiaszem
Aby go chronić i aby Sarę
Wyrwać z zachłannych szponów demona

Jak znaleźć wytrych do serca Boga?
Jaka modlitwa ma taką siłę,
Że Stwórca świata ku niej się zwraca
I nie zostawia bez wysłuchania?

To słowa, które płyną wprost z serca
Z jądra ciemności nieprzeniknionej
Z pęknięcia na dnie duszy człowieczej
Co źródłem wszelkich zwątpień i lęków

Bóg, który dla nas zstąpił do piekieł
I wyszedł żywy z grobu otchłani
Na pastwę śmierci nas nie zostawia
Lecz walczy o nas z nami samymi

Czasem nam w podróż wyruszyć każe
Która okazją jest, by dorosnąć
Odważnie spojrzeć w ślepia demonów
Pokonać lęki, rozerwać więzy

I nie porzuca nas, gdy zbłądzimy
Gdyż Aniołowie Jego czuwają
Dyskretnie krzywe prostując ścieżki
By nie powiodły nas ku przepaści

Warto więc wołać w bezsenne noce
Choćby się wiara w popiół zmieniała
By skarga duszy bólem dręczonej
Mogła poruszyć ojcowskie serce…

Litania

fot. Adam Olszak

Ty, który wbrew swemu prawu
Kazałeś Mojżeszowi
sporządzić węża miedzianego
By ratować od śmierci
Ludzi ukąszonych jadem

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który wejrzałeś na łzy Batszeby
I skruchę serca Dawida
Choć okazał wielką niewdzięczność
Odrzucając Twoje nakazy
A z ich związku wyprowadziłeś Salomona
Którego umiłowałeś błogosławiąc mu obficie

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który pogankę Rut
Wpisałeś do rodowodu swojego syna
I uczyniłeś ją babką króla Dawida
Za to, że w imię miłości do swego męża
Wybrała tułaczkę w obcej ziemi

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który pobłogosławiłeś Tamar
Ryzykującej życie i dobrą sławę
By dać potomstwo swemu małżonkowi

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który zacząłeś rozmowę
Z samarytańską kobietą
Nie bacząc na jej wątpliwą reputację
I objawiłeś jej swoją największą tajemnicę
Bo dostrzegłeś w jej sercu
Wielkie pragnienie miłości

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który działasz przeciwko sobie
Który za nas przepłacasz
Sam siebie oskarżasz
Aby nas ratować
I jesteś czystym przebaczeniem
Płynącym z samej Twej istoty

– Zmiłuj się nad nami!

Modlitwa nad ranem

fot. Adam Olszak

Nie pytaj mnie proszę o miłość
Słowa mogą mówić wiele
Lecz nie znaczyć nic
Miłość to nie deklaracje
To decyzje, wybory i czyny
Jeśli popatrzysz na nie
To nie mam szans

Raniłem Cię już tyle razy
Że wszystkie moje zapewnienia są śmieszne
Wiem, że mi przebaczasz
Ale ja nie umiem wybaczyć sam sobie

A Ty ciągle przychodzisz
Ze swą miłością nieodwołalną
i cierpliwie pytasz:
„Czy kochasz mnie?”

Tajemnica

fot. Adam Olszak

Jesteś Tajemnicą
pełną sprzeczności

Wszechobecny choć milczący
mocarz pełen pokory
miłość bezwarunkowa i wypełniająca
żar i chłodzący powiew
zagadka nigdy nierozwiązana

Przenikasz mnie na wylot
znasz lepiej ode mnie samego
meandry mojego myślenia

Może więc Ty mi powiesz
czemu to istnienie tak boli?

Czy dlatego
że jestem kroplą rosy
co tęskni za Oceanem
i pragnie się zatracić
w Pełni wszelkiego istnienia?

Popielec

fot. Adam Olszak

Biorę do ręki
Niespełnione marzenia
Pęknięte iluzje
Życiowe błędy
Poplamione ideały
Niezrealizowane plany

Wspomnienia co kłują jak ciernie
Słowa raniące o jedno za dużo
Chwile których się wstydzę

Wrzucam je w ogień
Przebaczający
Juz nie mają władzy
Nad moim myśleniem
Stają się popiołem
Co woła że marność

Sypię go na głowę
Zaczynam od nowa.

Pytania w drodze

fot. Adam Olszak

Jak krótka droga nas dzieli
Od szczęścia i świata u stóp
Do smutku i cienia doliny
Gdzie diabeł ukrywa swój łup

Liściem jesteśmy na wietrze
Plewą niesioną przez wiatr
Gdy podmuch nas wyżej poniesie
Wierzymy, że nasz jest ten świat…

Za moment nadciąga chmura
I słońce szczelnie zakryte
Smutek się gęsty rozlewa
Kontury rzeczy rozmyte

Jak równowagę zachować
Jak mądrość zdobyć co trwa
Rozpoznać to, co możliwe
Od tego, w co obłęd nas pcha?

Marność – Kohelet powiada
– Lecz nad tą marnością jest Ktoś
Kto do miłości nas stworzył
Kto nas przenika na wskroś

Kto trzyma nas w swoim ręku
Policzył każdy nasz włos
Chce, byśmy byli szczęśliwi
Ważny dla Niego nasz los.

Lecz rany w sercu sprawiają
Że nie wierzymy Mu już
Lęk przed Nim, brak zaufania
Życie zamknięte na klucz…

Ale On czeka cierpliwie
By w progu powitać cię
Nie będzie robił wymówek
Tylko miłości twej chce.

Więc wracaj… wracaj do domu
Serce błądzące gdzieś tam
Tu twoje miejsce, tu właśnie
Wróć… jarzmo goryczy złam…

Po czerwonym dywanie

fot. pixabay.com

Staruszka z wózkiem na zakupy
Idzie do nieba
Po czerwonym chodniku
W niemodnym płaszczu
Moherowym berecie

Zmieszana i zawstydzona
Nie rozumie dlaczego
Kłaniają się jej aniołowie
Ministrowie czekają w kolejce
Prezesi przepuszczają w drzwiach

Przecież nic nie zrobiła
Nie zbawiła świata
Nie wynalazła szczepionki
Nie załatała budżetu
Nie rozbroiła bomby atomowej

Mogła się tylko modlić
Cierpliwie bawić wnuki
Odwiedzać chorą sąsiadkę
Ale to przecież normalne
Więc o co tyle krzyku

Lecz każdy krok w stronę światła
Sprawia że lepiej rozumie
Boga co płaci stokrotnie
Za rzeczy nawet te małe
Lecz wykonane z miłością

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén