Kategoria: Poezja (Page 2 of 4)

Wędrowiec i wyspa

fot. Adam Olszak

WĘDROWIEC:
Niczym wyspa nieznana kusisz tajemniczością
Jak forteca warowna niezdobyta przez los
Spokojną tchnie harmonią słów życzliwych zatoka
Wytchnienie obiecuje niesiony z wiatrem głos

WYSPA:
Poczuj się tu bezpiecznie, wędrowcze utrudzony
Chcę dać ci odpoczynek… połóż się w cieniu drzew
Będę czuwać nad tobą… niech snu ci nie zakłóca
Fal morskich szum daleki albo syreni śpiew…

WĘDROWIEC:
Czy to jest port spokojny?
Czy tu zamieszkać mogę?
Czy po krótkim wytchnieniu
Znów muszę ruszyć w drogę?

Czy miejsce to przyjazne
Mym domem odtąd będzie?
Czy jestem tu przechodniem,
Który przystanął w pędzie?

WYSPA:
To wielka tajemnica czekania cierpliwego
Choć nieraz lata całe, i chciałoby się już
By ktoś mnie odkrył wreszcie, poznał i się zachwycił
Odnalazł swoje miejsce wśród niebezpiecznych mórz

Zgłębiaj moje sekrety
Poznawaj mnie wytrwale
Rozmowy całonocne
Słowa, co jak korale

Pozbieram je starannie
Naszyjnik z nich ułożę
Skarby we mnie ukryte
Tobie w ofierze złożę

WĘDROWIEC:
Sycę się twoim pięknem… oddycham twą zielenią
Ścieżek stopą nietkniętych rysować mapę chcę
Zdobyć gór twoich szczyty… ogród zaczarowany
Znaleźć, gdzie niebo z ziemią miękko przenika się.

WYSPA:
Lecz wiedz, że jest gdzieś we mnie miejsce ciemne i mroczne
Dolina śmierci skryta w tajemnic szarej mgle
Tutaj żyją demony nigdy nienasycone
Tu wstyd z rozczarowaniem przed światłem kryją się.

WĘDROWIEC:
Odważnie wchodzę w ciemność
I tego nic nie zmieni
Miłość jest moją siłą
Nie boję się Twych cieni!

Chcę kochać… i pozwolić
miłości się dogonić
Zapalić się i płonąć…
Nie będę się już bronić…

Pomiędzy węzłami

fot. Adam Olszak

Splątane linie ludzkich losów
Błędnych decyzji i uniesień
Porażek i nadziei złudnych
Co na manowce sprowadzały

Choć droga prostą się zdawała
Ktoś ją ozdobił zakrętami
I niepotrzebnie skomplikował
Przecież zbyt łatwo być nie może

Zawiłe ścieżki tworzą pętle
Które nie dają się rozplątać
Niczym gordyjski węzeł słynny
Co mieczem musiał być przecięty

A może jednak ktoś się znajdzie
Co ład zobaczy w tym chaosie?
Po krzywych liniach prosto pisząc
Sens nada triumfom i upadkom

Lecz póki co pytania trudne
Bez odpowiedzi pozostają
A czasem nawet jeszcze bardziej
Pychą i złością zaciemnione

Lecz zanim wszystko się wyjaśni
Cóż nam innego pozostaje
Jak dnia każdego trwać z godnością
Szukając prawdy co wyzwala?

A jeśli dzień się przeżyć uda
Bez nienawiści i obłudy
To świat się trochę lepszym staje
Bo dobro wraca pomnożone…

Gra o sens

fot. Adam Olszak

W lustrze widzisz co rano
Swą twarz tak bardzo zmęczoną
Znów bolesny upadek
Choć miało  pięknie tak być
Kto twym życiem kieruje
Diabeł, Bóg czy przypadek?
Tyle dróg jest łatwiejszych
Lecz ty niełatwo chcesz żyć

I znowu do gry z losem siadasz
jak hazardzista uparty
Blefujesz i stawkę podbijasz
łykając wściekłości łzy
Choć on, drwiąc z ciebie bezczelnie,
znaczone rozdaje karty
Godność i duma ci każą
zachować reguły gry.

Czy życie twoje jest filmem,
gdzie zasnął reżyser pijany?
Milczy niebo, gdy pytasz
A jednak rolę swą grasz
I choć zranią cię czasem
ludzie podli i mali
Nie chcesz giąć karku przed nimi
Odważnie patrzysz im w twarz

Bo życie to taniec na linie
Nad krawędzią otchłani
Patrzy niebo i piekło
Czasem zerknie sam Bóg
Więc chociaż sił już brakuje
Znów rzucasz światu wyzwanie
Tańczysz najpiękniej jak umiesz
Swych marzeń  przekraczasz próg

Bo życie to droga pod górę
Nad przepaścią w ciemności
Gdzie każdy krok jest wysiłkiem
I walką o tlenu kęs
Lecz czasem błyśnie w ciemnościach
Nadziei małe światełko
Które ci wiarę przywraca
Że to wszystko ma sens

 

Litania

fot. Adam Olszak

Ty, który wbrew swemu prawu
Kazałeś Mojżeszowi
sporządzić węża miedzianego
By ratować od śmierci
Ludzi ukąszonych jadem

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który wejrzałeś na łzy Batszeby
I skruchę serca Dawida
Choć okazał wielką niewdzięczność
Odrzucając Twoje nakazy
A z ich związku wyprowadziłeś Salomona
Którego umiłowałeś błogosławiąc mu obficie

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który pogankę Rut
Wpisałeś do rodowodu swojego syna
I uczyniłeś ją babką króla Dawida
Za to, że w imię miłości do swego męża
Wybrała tułaczkę w obcej ziemi

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który pobłogosławiłeś Tamar
Ryzykującej życie i dobrą sławę
By dać potomstwo swemu małżonkowi

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który zacząłeś rozmowę
Z samarytańską kobietą
Nie bacząc na jej wątpliwą reputację
I objawiłeś jej swoją największą tajemnicę
Bo dostrzegłeś w jej sercu
Wielkie pragnienie miłości

– Zmiłuj się nad nami!

Ty, który działasz przeciwko sobie
Który za nas przepłacasz
Sam siebie oskarżasz
Aby nas ratować
I jesteś czystym przebaczeniem
Płynącym z samej Twej istoty

– Zmiłuj się nad nami!

Dopiero wtedy

fot. Adam Olszak

Kilometry przejechane
W pogoni za szczęściem
Gonisz za nim
Jak za uciekającym czasem
Szukasz go
Jak perły zgubionej w rynsztoku
Chcesz je oswoić
Jak nieufne zwierzątko

A ono przecież
Jest tak blisko
Bliżej się już nie da
Tam wewnątrz Ciebie
Zdeptane
Znękane
Rzucone niedbale w kąt.

Czeka aż się zatrzymasz
Aby wyjść z ukrycia
Wystawić nieśmiało głowę
Przytulić się ufnie jak dziecko
Zakwitnąć w promieniach słońca
Jak kwiat bezpieczny w ogrodzie

Ale dopóki biegniesz
Zaślepiony pędem
Nie masz szans tego zobaczyć
Więc musisz się przewrócić
Może nawet potłuc
Poczuć błoto na twarzy
I siniaki na ciele

Dopiero wtedy zrozumiesz
Jak ważne są małe rzeczy
Pozwolisz sobie na słabość
Nauczysz się odróżniać
Podziw od miłości
I dopiero wtedy
Zaczniesz naprawdę żyć.

Małe przerażone „ja”

fot. Adam Olszak

Kim jestem? Wciąż nie wiem. Szukam odpowiedzi.
Maski na mej twarzy. Maski, maski, maski.
Trzymają się mocno lękiem przyklejone
Gdy tańczę przed światem, by słyszeć oklaski

Gdzieś tam pod maskami jestem ja prawdziwy
Gdzieś tam żyje moje „ja”, co przerażone
Błądzi samo w ciemnym nieprzyjaznym lesie
Wrócić chce do domu tułaczką zmęczone

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
W ciemności zgubione
Przed ludźmi schowane
Drogi szuka wciąż
Drogi szuka wciąż

Maleńkie światełko na krańcach ciemności
Jasne okna domu majaczą w oddali
Wewnątrz moje serce tak bardzo spragnione
By siebie pokochać, by się w jedność scalić

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Z miłości stworzone
Dla miłości żyje
Bardzo kochać chce
I kochanym być

Małe przerażone „ja”
Małe przerażone „ja”
Poranione wrażliwe płochliwe
Połamane ukryte prawdziwe
Odnalazło drogę
Wróciło do domu
Puka do mych drzwi
Puka do mych drzwi

Pragnienie i lęk

fot. Adam Olszak

On spragniony miłości niczym pustynia wody
Ona niczym igła kompasu rozedrgana
Choć go bardzo pragnęła, jednak myśl o bliskości
Lękiem ją napełniała, paliła niczym rana.

W rytmie sinusoidy miłość ich falowała
Ciągłych zbliżeń, oddaleń rytm powracał niezmienny
Gdy on mocniej naciskał, ona się oddalała
Gdy on walczyć przestawał, stawał dla niej się cenny.

Niczym żuraw i czapla taniec swój prowadzili
W korowodzie uników, kłótni, rozstań, powrotów
W grze pozorów, wymówek, niespełnionych nadziei
Marzeń zwiędłych, co życie czerpią z nowych zalotów.

I tak życie minęło… dwie planety samotne
Na dwóch krańcach wszechświata trwały nieporuszone.
Aż umarły w milczeniu, szczęścia nigdy nie znając
W żarówkowe księżyce swych iluzji wpatrzone

Lecz czy miłość prawdziwa na tym właśnie polega
By skutecznie unikać najmniejszego draśnięcia?
Czasem musi zaboleć, aby przebić skorupę
”Ja” schowane głęboko wyswobodzić z zamknięcia.

Zamiast ciągle się wahać – lepiej odejść zwyczajnie
Zniknąć za horyzontem niczym chmury o świcie
Nie ma sensu słowami bez pokrycia się mamić
Kochać – to być najbliżej. Kochać – to dzielić życie…

Moje „ja” zgubione…

fot. Adam Olszak

Moje „ja”, od którego uciekłem
Dla spokoju, kariery, wygody
Opuszczone. Zepchnięte w niepamięć,
Jak kamienie wrzucone do wody.

Jak się siebie zaparłem? I kiedy?
Z lęku nożem do gardła przytkniętym
Uwierzyłem, że może tak trzeba:
Słuchać innych, choć z sercem pękniętym…

„Ja” prawdziwe… niechciane. Zdradzone
Za srebrniki spokoju świętego
Prestiż, splendor, znaczenie i podziw
Życie sztuczne zamiast prawdziwego.

Lecz co zrobić z duszą udręczoną?
Jak jej rany uleczyć bolące?
Wciąż pozory, kamuflaż, kontrola,
Aby ukryć pęknięcie krwawiące.

Lecz dziś w sobie znajduję odwagę
Aby spotkać swe „ja” porzucone
Strach pokonać, co jarzmo nakłada
I odnaleźć marzenia zgubione…

Modlitwa nad ranem

fot. Adam Olszak

Nie pytaj mnie proszę o miłość
Słowa mogą mówić wiele
Lecz nie znaczyć nic
Miłość to nie deklaracje
To decyzje, wybory i czyny
Jeśli popatrzysz na nie
To nie mam szans

Raniłem Cię już tyle razy
Że wszystkie moje zapewnienia są śmieszne
Wiem, że mi przebaczasz
Ale ja nie umiem wybaczyć sam sobie

A Ty ciągle przychodzisz
Ze swą miłością nieodwołalną
i cierpliwie pytasz:
„Czy kochasz mnie?”

Cały jestem…

fot. Adam Olszak

Zapadam się w popiół
Ze spalonych marzeń
Połamanych ideałów
Daremnie szukam oparcia
Popiół wszędzie popiół
W ustach uszach oczach przełyku płucach
Cały jestem popiołem
Cały jestem prochem

Spadam wciąż spadam
W głąb studni bezdennej
Bez punktu odniesienia
Pogrążony w ciemności
Cały jestem spadaniem
Cały jestem krzykiem

Rozpadam się
Na miliony kawałków
Bezużyteczny
Jak stłuczony dzban
Cały jestem cierpieniem
Cały jestem bólem
Pragnieniem nieistnienia
I kłębkiem bezsensu

Czy jest ręka co chwyci
I złoży w całość na nowo
Czy jest słońce co ciemność
Rozjaśni o świcie
Czy jest źródło co sensem
Napełni raz jeszcze

Przyjdź
Wołam

Czasem warto…

fot. Adam Olszak

Czasem warto dojść do ściany
Spojrzeć w oczy niepewności
Zgasić lampę swej wszechwiedzy
Zakosztować bezsilności.

Choć mi mówią: wszystko możesz
W Twoich rękach Twoje życie!
Widzę, że i przegrać trzeba,
Stracić… łzę uronić skrycie.

Bo nie wszystko w życiu bywa
Czyste, jasne, oczywiste.
Oprócz dni skąpanych w słońcu
Są też i poranki mgliste…

Po co? Abym nie zapomniał
Że człowiekiem jestem tylko
Że nie jestem wszechmogący
Że me życie – krótką chwilką.

Lecz choć ciemność znów spowiła
Zakamarki mojej duszy
Ufam: rano słońce wzejdzie
I zwątpienia mgłę osuszy.

Ale nawet gdyby zgasło
Niczym lampa wypalona
Wierzę, że znów walczyć będą
Wyczerpane me ramiona.

Znów zaczynam, mimo bólu
Walkę, by sens znaleźć życia
Wiele pięknych chwil przede mną
Nowych lądów do odkrycia!

Wiosna

fot. Adam Olszak

Zima ustępuje wiosną zawstydzona
Cofa się niechętnie, na północ odpływa
Tylko dziury w asfalcie niczym świeże rany
Resztki brudu, którego śnieg już nie zakrywa

Lecz gdy promień światła padnie na kałuże
Mokry asfalt skrzy się jak kolie brylantowe
Poszarzałe ulice, popękane mury
Odzyskują piękno
To co złe minęło
I wszystko jest nowe

Skuleni jak pająki w zimnie i ciemności
Oczy przecieramy blaskiem oślepieni
Wybudzeni z apatii, drętwej rezygnacji
Skazańcy ułaskawieniem nagłym zaskoczeni

Warto było do ciebie iść wiosno niepowstrzymana
Warto było przez zaspy brnąć resztkami woli
Za nami nocy ciemnej sny przygnębiające
Budzimy się do życia, które już nie boli…

Produkt

fot. Adam Olszak

Jestem produktem
Perfekcyjnym wytworem
Geniuszy marketingu
Mistrzem autoprezentacji
Kreatorem wizerunku

Liczy się tylko prezencja
Maska jak etykieta
Sztuczny uśmiech jak cukierkowa reklama
Wojna pozorów i złudzeń
Kolejne zwycięstwa odtrąbione na Facebooku
Wystawiam się na sprzedaż
Za prestiż i uznanie
Kupujecie mnie
Za walutę podziwu i zazdrości

Nikt nie pyta o cenę
Ani co czuję i myślę
Bo przecież muszę być szczęśliwy
Każdy by był na moim miejscu

Produktu się nie kocha
Tylko używa
Ma spełniać oczekiwania
Zaspokajać potrzeby
Poprawiać samopoczucie
Produkt nie może mieć wad
Ani wołać o miłość
To kłopotliwe i niepożądane
Produkt ma znać swoje miejsce
I nie żądać niemożliwego

Produkt upadł na ziemię
Brudny i potłuczony
Z pękniętego opakowania
Wypadł rój niewygodnych pytań
Wątpliwości rozsypane
Niczym okruchy szkła
O które łatwo się skaleczyć
Produkt rozczarował
Przeceniony
Do utylizacji

Czy teraz wreszcie
Pozwolicie mi być sobą?

Uczucia nie lubią światła

fot. Adam Olszak

Uczucia nie lubią światła
Kryją się w sercu głęboko
Chowają się w zakamarkach
Niechętnie wypływają na powierzchnię

Niełatwo je wyrazić
Są trudne do ogarnięcia
Ciężko nadać kształt czemuś
Co przed kształtem się broni

Ty dajesz mi odwagę
By zajrzeć w głąb siebie
Dajesz mi słowa
By zamknąć w nich kosmos

Dajesz natchnienie
By nazwać nienazwane
Dajesz umiejętność
Zatrzymania w locie kropli deszczu

Zachwycam się Twoim pięknem
Harmonią ciała, ducha i umysłu
Każda sekunda pełna Ciebie
Niech tak będzie już zawsze

Tajemnica

fot. Adam Olszak

Jesteś Tajemnicą
pełną sprzeczności

Wszechobecny choć milczący
mocarz pełen pokory
miłość bezwarunkowa i wypełniająca
żar i chłodzący powiew
zagadka nigdy nierozwiązana

Przenikasz mnie na wylot
znasz lepiej ode mnie samego
meandry mojego myślenia

Może więc Ty mi powiesz
czemu to istnienie tak boli?

Czy dlatego
że jestem kroplą rosy
co tęskni za Oceanem
i pragnie się zatracić
w Pełni wszelkiego istnienia?

Dajcie mi spokój

fot. Adam Olszak

Przeładowany mózg
eksploduje jak pęknięty balon
Brudzi sufit i ściany
Informacyjną papką

Mam dość

Zalany powodzią słów
Terabajtami danych
Zbieram pospiesznie
To co mi jeszcze zostało

Dołączam do rzeki uchodźców
Płynącej w nieznane
Wyrzucony ze swego „ja”
Przez autorytety
Co wiedzą najlepiej

Nie obchodzą mnie wasze wojny
Wasze oburzenia i święte racje
Ja chcę po prostu normalnie żyć
Dajcie mi spokój
Wreszcie

Pytania bez odpowiedzi

fot. Adam Olszak

Oczywistość gdzieś się zatraciła
Nie ma już prostych odpowiedzi
Kształty są jasne i nieostre
Wątpliwości jak rój szerszeni

Mała iskra może rozniecić pożar
Choć chmury ciemne deszcz niosą
Ktoś powyrywał drogowskazy
Każdy krok to ryzyko potknięcia

Wszystkie dogmaty nagle podważone
Rozłożone na pierwsze czynniki
Pytania rzucam na wiatr
Wiedząc że utoną w milczeniu

Twoje oczy jak morska latarnia
Wśród fal wszechogarniającego chaosu
Ale do ciszy bezpiecznej przystani
Jeszcze daleko przez mielizny i skały

Okrutna jest wolność i bezlitosna
Choć tak bardzo jej pragniemy
Ciężarem nieznośnym się staje
Gdy nikt nie zdejmie odpowiedzialności

Błądzić jest rzeczą ludzką
Choć czasem cena bardzo wysoka
Gdy niepewność sprzymierzy się z lękiem
Tylko miłość stawi im czoła

Dzień Kobiet

fot. Adam Olszak

Kiedyś goździki i rajstopy
Dziś bombonierki i tulipany
Wirtualne róże i całusy
Życzenia i zapewnienia

A wszystko to wyraz bezradności
Hołd nieświadomie złożony
U bram niezdobytej twierdzy
Biała flaga
W obliczu metafizycznej pułapki

Jesteście Tajemnicą

Nieprzeniknione w swej głębi
Skomplikowane i nieproste
Zagadki nierozwiązywalne
Pragmatycznym męskim umysłem
Wyzwania rzucone
Chęci wyjaśnienia wszystkiego.

Nie zmieniajcie się
Proszę

Spadanie

fot. Adam Olszak

Ciemność tak gęsta
Że nieprzenikniona
Owija duszę
Jak gruba zasłona
Blokuje oddech
Obezwładnia lękiem
Sprawia że się staję
Cały cichym jękiem
Dochodzącym z dna….

Spadam jak kamień
Połamane skrzydła
Upadły anioł
Zaplątany w sidła
Nie wiem, kim jestem
Odrzucam sam siebie
Nie mam już miejsca
Na ziemi ni w niebie
Spadam, spadam wciąż!

Czy ktoś mnie chwyci?
Czy ktoś jęk usłyszy?
Czy krzyk bezgłośny
Rozmyje się w ciszy?
Gdzie szukać światła?
Jak zbudzić odwagę?
Jak się zatrzymać,
Chwycić równowagę?
Bezsilność jak noc.

Już nie mam siły
Walczyć z nieważkością
Ciągle przegrywać
Ze swoją małością
Na twarzy błoto
Ze wstydem zmieszane
Wnika w mą duszę
Przez łzy co nad ranem
Z oczu sączą się

Gdzie jest nadzieja?
I jak ją obudzić?
Dać sobie szansę
Lub przestać się łudzić?
Walczyć uparcie
Czy już zejść ze sceny?
Jak się uwolnić
Od duszy gangreny?
Pytam, pytam wciąż…

Zapominanie

fot. Adam Olszak

Papierem ściernym drapię
Gładkie lustro pamięci
Wymazać chcę Twój obraz
Twój uśmiech, zapach, dotyk
Wierzyć, że nie istniejesz

Nie jest łatwo się pozbyć
Twego portretu z duszy
Wyryty w niej misternie
Intymnością tak czułą
Wniknął we mnie głęboko

Wyrachowany rozum
Przegrywa starcie z sercem
Daremnie myśl podsuwa
Że teraz będzie łatwiej
Ono ciągle wie swoje

Bo serce ból zasysa
Ze wspomnień chwil szczęśliwych
Cierpienie jest ich częścią
Wpisane w nie od zawsze
Trudno jest to zrozumieć

Choć głowę noszę prosto
I dziarsko się uśmiecham
Mówię sobie: „Tak lepiej”
To przecież ciągle tęsknię
Nie kochać Cię – nie umiem

Czy zejdą się znów kiedyś
Nasze drogi dziur pełne
Poorane przez życie
Kręte i pogmatwane?
Kto ich mapę wytyczy?

Page 2 of 4

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén