Month: Luty 2017 (Page 1 of 2)

Jesteś moim aniołem

fot. Adam Olszak

Jak brzydkie kaczątko ze wzrokiem spuszczonym
Taka byłam zanim pokochałeś mnie
Zagubiona w akcji, niewierząca w siebie
Wszystkich zadowolić wciąż starałam się.

Ciągle wystraszona, bez swojego zdania
W milczeniu cierpiałam, kiedy spadał cios
Ale dzięki tobie poczułam odwagę
Nagle świat zdumiony usłyszał mój głos!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

Już się nie dam stłamsić, wcisnąć w cudze ramy
Chcę żyć swoim życiem i nie cofnę się
Ty mi dałeś siłę, wiarę i nadzieję
By odnaleźć szczęście, już wiem czego chcę!

Jesteś moim aniołem stróżem
Swoją miłością otulasz mnie
Każdym uśmiechem, gestem pełnym ciepła
Sprawiasz że coraz pewniej czuję się!

W obliczu decyzji

fot. by Lidia Kozenitzky, available from http://commons.wikimedia.org/wiki/User:Effib

W jutro zbyt mocno wychyleni
Albo przeszłością zaczadzeni
Nie spostrzegamy, jak ucieka
Chwila obecna – niczym rzeka.

Czas brania odpowiedzialności
I pokonania bezradności.
Więc choćby mocno w twarz Ci wiało
Swym lękom spojrzyj w oczy śmiało

A co pomyślą lub powiedzą
Ludzie, co zawsze lepiej wiedzą?
Rozważ: to Twoje czy ich życie?
Wolisz żyć w smutku czy w zachwycie?

Możesz się więc zaangażować
W życie… lub głowę w piasek schować.
Jesteś kowalem swego losu,
Posłuchaj zatem serca głosu

Bo tylko serce słucha marzeń,
Nie kalkuluje przyszłych zdarzeń,
Wierzy nadziei wbrew nadziei,
Która pękniętą duszę sklei

Pociąg już stoi na peronie
Możesz wziąć sprawy w swoje dłonie
Morze Czerwone się otwiera
Nie jutro, nie za miesiąc. Teraz.

Chmura

fot. Adam Olszak

Ciemna chmura w oddali
Budzi lęk przed nieznanym
Sparaliżowany
Świat czeka na cios

Jako chłopiec
Uciekałem przed nią
Szukałem schronienia
Na odludnym strychu świata

Jako mężczyzna
Wchodzę w nią odważnie
Pozwalam się ogarnąć
By odkryć zdumiony
że składa się z miłości
choć wymieszanej z cierpieniem

Tylko to połączenie jest prawdziwie płodne
Zdolne porwać pod niebo, zmienić planet bieg
Jak chemiczna reakcja wyzwala energię
Porywa do walki, pokonuje lęk.

Przeniknięci

fot. Adam Olszak

Spojrzeniem, dotykiem, czułymi słowami
Muśnięciem co niczym afrodyzjak działa
Zbliżenie tworzymy pomiędzy duszami
Wpierw zanim w amoku połączą się ciała

Zbliżamy się teraz ku sobie wstydliwie
Miłosne wyznania nieśmiało szepczemy
Swe wargi wilgotne chwytamy łapczywie
Uczucia jak wino z ust swoich pijemy

Na górę urwistą wspinamy się razem
A z każdą sekundą nasz oddech przyspiesza
Gdy instynkt pociąga wewnętrznym nakazem
Namiętność gorącą natura rozgrzesza

Wtem wybuch wulkanu nas w niebo porywa
Rozbłyska w kosmosie galaktyka nowa
Gdy ciała wibrują, ekstaza nadpływa
W przeciągłym okrzyku, gdzie gubią się słowa!!!!

***
A potem na ziemię powoli spadamy
Z tysiąca kawałków złożeni na nowo
Złączeni namiętnie serc swoich słuchamy
Intymność scalamy szeptaną rozmową…

Mam dość!

fot. Adam Olszak

Kwiaty kup dla cioci
Ładnie ubierz się
Pięknie się uśmiechaj
Nigdy nie mów „nie”

Zawieź na zakupy
Wszak samochód masz
Zawsze bądź pogodny
Miej radosną twarz

Odczepcie się
Ode mnie wreszcie
Zacznijcie własnym życiem żyć
Swe rady też
Sobie zabierzcie
Bo ja mam dość! Chce mi się wyć!

Czemu nic nie mówisz
Napisz, załatw, daj
Bądź jak złota rybka
Swoją rolę graj

Odczepcie się
Ode mnie wreszcie
Zacznijcie swoim życiem żyć
Swe rady też
Sobie zabierzcie
Bo ja mam dość! Chce mi się wyć!

Cały staję się głosem

fot. DN

Zamknięty przed światem w budce
Utartych schematów myślenia
Odgrodzony namiastką prywatności
Przygarbiony tęsknotą
Próbuję wyłowić
Twój głos spośród szumu

Mówisz do mnie z daleka.
Dystans pomiędzy nami
Wyrósł niespodziewanie
Lecz uparcie szukamy
Nici porozumienia.

Czy słowa są w stanie na nowo
Zespolić dwa światy pęknięte?
Czy raczej niosą pożogę
Zarzewie huraganu
Który zmiecie doszczętnie
To, co jeszcze zostało?

Cały staję się głosem
Nasączam go miłością
Wierząc że ona uleczy
Rany przez lęk zadane…

Pytania w drodze

fot. Adam Olszak

Jak krótka droga nas dzieli
Od szczęścia i świata u stóp
Do smutku i cienia doliny
Gdzie diabeł ukrywa swój łup

Liściem jesteśmy na wietrze
Plewą niesioną przez wiatr
Gdy podmuch nas wyżej poniesie
Wierzymy, że nasz jest ten świat…

Za moment nadciąga chmura
I słońce szczelnie zakryte
Smutek się gęsty rozlewa
Kontury rzeczy rozmyte

Jak równowagę zachować
Jak mądrość zdobyć co trwa
Rozpoznać to, co możliwe
Od tego, w co obłęd nas pcha?

Marność – Kohelet powiada
– Lecz nad tą marnością jest Ktoś
Kto do miłości nas stworzył
Kto nas przenika na wskroś

Kto trzyma nas w swoim ręku
Policzył każdy nasz włos
Chce, byśmy byli szczęśliwi
Ważny dla Niego nasz los.

Lecz rany w sercu sprawiają
Że nie wierzymy Mu już
Lęk przed Nim, brak zaufania
Życie zamknięte na klucz…

Ale On czeka cierpliwie
By w progu powitać cię
Nie będzie robił wymówek
Tylko miłości twej chce.

Więc wracaj… wracaj do domu
Serce błądzące gdzieś tam
Tu twoje miejsce, tu właśnie
Wróć… jarzmo goryczy złam…

Niech stanie się!

fot. Adam Olszak

W oczach Twych otchłań
Pożądasz mnie
Patrzysz namiętnie
Wolno zbliżasz się
Twój oddech parzy
Emanuje żarem
Nie wiesz, co to wstyd
Uwodzę cię wzrokiem
Zwiewną mgłą się staję
Krok po kroku wchodzę
Przed tobą na szczyt

Wąska ścieżka twych ramion
tak ciasna… a jednak brnę
pchana wewnętrznym pragnieniem
by z tobą połączyć się

Niech stanie się tajemnica
Splecionych w jedno ciał,
Harmonii bliskich dusz
Niech tęcza w nas wybuchnie
Niech to stanie się już!
Roztopić chcę się w tobie
Przeszyć na wylot cię
Niech ta chwila trwa
jak wieczność
jak sen
jak nieważkości stan

W bezsenne noce czekałam
Łykając gorzkie łzy
Na chwilę tę.
Twą twarz
Tak dobrze znam
W mym sercu los ją wyrył
Już nie oddam cię
Chcę życia wszystkie smaki
Z tobą poznawać co dzień
Przy tobie wciąż współistnieć
Nieodłączna jak cień

Choć zagadką na zawsze
Zostanę niezgłębioną
Ty jeden poznasz mapę
Moich do szczęścia dróg

Niech stanie się tajemnica
Splecionych w jedno ciał,
Harmonii bliskich dusz
Niech tęcza w nas wybuchnie
Niech to stanie się już!
Roztopić chcę się w tobie
Przeszyć na wylot cię
Niech ta chwila trwa
jak wieczność
jak sen
jak nieważkości stan

Tu i teraz złączmy się
Pragniesz mnie
Pragnę Cię
Niech trwa
Niech trwa
Niech trwa
Ta chwila jak sen

Może właśnie tak trzeba

fot. Adam Olszak

Twoje oczy jak studnie pełne tajemnic
Widzę w nich miłość i ból
smutek i lęk, radość i szczęście
Rozum, pragnienia i serce
Splecione w zażartej walce
Konglomerat uczuć i zdarzeń
Prawdziwy ekran duszy
Każda sekunda to nowe odkrycie

Czasem spojrzenie wystarczy
Nie trzeba mówić za dużo
Gdy każde słowo coś znaczy
Realne aż do bólu
Jak karta rzucana na stół
W rozgrywce gdzie stawką jest życie

Gdzieś tam – tuż obok nas
Bóg patrzy spod przymkniętych powiek
On już zna zakończenie
My idziemy we mgle
Szukamy drogi po omacku
Co jest prawdą, a co iluzją
Co odpowiedzialnością, a co słabością
Są tylko pytania nie ma odpowiedzi

A może to właśnie tak trzeba
W ciemnościach i bez drogowskazu
Upadać i powstawać
Aby w końcu dorosnąć
Odnaleźć swój kompas w sercu
Uwolnić w sobie odwagę
I zacząć żyć naprawdę

Po czerwonym dywanie

fot. pixabay.com

Staruszka z wózkiem na zakupy
Idzie do nieba
Po czerwonym chodniku
W niemodnym płaszczu
Moherowym berecie

Zmieszana i zawstydzona
Nie rozumie dlaczego
Kłaniają się jej aniołowie
Ministrowie czekają w kolejce
Prezesi przepuszczają w drzwiach

Przecież nic nie zrobiła
Nie zbawiła świata
Nie wynalazła szczepionki
Nie załatała budżetu
Nie rozbroiła bomby atomowej

Mogła się tylko modlić
Cierpliwie bawić wnuki
Odwiedzać chorą sąsiadkę
Ale to przecież normalne
Więc o co tyle krzyku

Lecz każdy krok w stronę światła
Sprawia że lepiej rozumie
Boga co płaci stokrotnie
Za rzeczy nawet te małe
Lecz wykonane z miłością

Kochać to ryzykować

fot. pixabay.com

Pęknięty lizak w kształcie serca
Leży na bruku rozdeptany
Starczyła chwila nieuwagi
By się wyśliznął z drżącej dłoni

Łatwo ból zadać mimowolnie
Powiedzieć słowo nieopatrzne
I nagle rysa się pojawia
Co nie chce się zabliźnić szybko

Czasem pęknięcie da się skleić
Lecz trzeba dużo cierpliwości
By odbudować zaufanie
Bo rany goją się powoli

Lecz działać trzeba jak najprędzej
Żeby szczelina niepozorna
Nie stała wielką się przepaścią
Której się już zasypać nie da

Czy lepsze serce popękane
I na zranienie tak wrażliwe
Czy niczym górski kryształ gładkie
Zastygłe w chłodnej kamienności?

Kochać to także ryzykować
Zranienie albo ból po stracie
Lecz kto nie kocha – ten nie żyje
Zamknięty w swym osamotnieniu…

Czas decyzji

fot. pixabay.com

Stoisz na rozstajach dróg, co w dal prowadzą
Pytasz o decyzje, które sens nadadzą
Sekundom, co płyną niczym w rzece woda…
Miłość i spełnienie to Twoja nagroda.

Strach karmi się smutkiem, odwaga – nadzieją.
Czasem ponad głową zdarzenia się dzieją
Czasem w ciężkim trudzie codziennym kiełkują
Szczyty zdobywają ci, co ryzykują.

Trwoga może ścisnąć za gardło nieznośnie,
Szantażuje, skamląc pod drzwiami żałośnie
Nie przewidzisz wszystkich możliwych wydarzeń
Lecz nie pozwól nigdy pozbawić się marzeń!

Udręka to straszna, ogromne cierpienie
W lustrze wspomnień widzieć szans straconych cienie
I rozpamiętywać przeszłość, co nie wróci
Niczym przy ruletce zgorzkniali bankruci.

Wiesz, czym się smucili ci, co umierali?
Nie brakiem kariery … lecz że nie kochali
I że żyli w maskach, by innym dogodzić
To pęknięcie serca trudno załagodzić…

Możesz więc pójść naprzód przez morze otwarte
Lub obstawiać nadal lęku zgraną kartę
Poddać się pokornie, wrócić do niewoli
I nie myśleć więcej o duszy, co boli…

Chociaż boleć będzie… jak cierń wbity w rękę
Który niewyjęty ciągłą sprawia mękę.
I ból ten zagłuszyć próbujesz daremnie
Póki nie zrozumiesz: „Me szczęście jest we mnie!”

To jest czas decyzji, czas rozstajnych dróg
Wybierz mądrze, abyś w lustro spojrzeć mógł!

Zatrzymaj się!

fot. Adam Olszak

Dokąd tak biegniesz, serce przerażone,
Dzikim obłędem wiecznie napędzane!?
Że szczęście w innych lub gdzieś indziej leży
Wierzysz… i płaczesz samotne nad ranem

W tym owczym pędzie co donikąd wiedzie
Uciekasz – przed kim? Nie wiesz… Całe życie
Szukasz tej jednej perły drogocennej
Którą poniesiesz do domu w zachwycie

Lecz zamiast perły szkiełka kolorowe
Życie podsuwa… mienią się fałszywie
Aby je zdobyć, marnujesz swe siły
Rzucasz się na nie i chwytasz łapczywie…

A przecież szczęście jest tak blisko Ciebie
Ono jest w Tobie… tam na dnie głęboko
Tę walkę musisz sam ze sobą stoczyć
Ze swoim lękiem stanąć oko w oko

Zielone ślepia chorych wyobrażeń
Zgasisz gdy spojrzysz prosto w ich źrenice
One zaszkodzić ci nijak nie mogą
Ty sam wyznaczasz ich władzy granice

Twe szczęście samo pragnie Cię odnaleźć
Biegnie za Tobą, wzywa Cię codziennie
Więc się zatrzymaj… i wsłuchaj się w siebie
W przeciwnym razie – miotasz się daremnie…

Korytarze

fot. Adam Olszak

Betonowe korytarze
skapane w zimnym świetle
nie widzą nigdy słońca
prowadzą głęboko pod ziemię

Czasem trzeba zejść i tam
by wyjść po drugiej stronie
i choć strzałka każe skręcić
ty idziesz po swojemu
na przekór drogowskazom

Pogrążony w samotności
kontemplujesz posępny urok
odrapanych ścian
goniąc myśli co biegną
od banałów do spraw największych

Trzeba wracać na powierzchnię
zanurzyć się na nowo
w ciemne objęcia nocy
aby iść dalej
choć sam nie wiesz dokąd

Góry

fot. Adam Olszak

Tyle codziennych spraw i dylematów
To, czym żyjemy, co jest życia treścią
Wybory trudne i zwykłe, codzienne
Bo każde życie – inną opowieścią

A góry patrzą spod przymkniętych powiek
Na ludzkich istnień długie korowody
Dla nich jesteśmy tylko krótkim mgnieniem
Maleńkim pyłkiem, w rzece kroplą wody…

Swym majestatem mogą odczarować
Sprawy, co się tak bardzo ważne zdają
I oglądane z innej perspektywy
Drobiazgiem mało znaczącym się stają

Warto więc w góry zawitać czasami
By złapać dystans, by trochę ochłonąć
Aby proporcje właściwe przywrócić
Zapałem, wiarą na nowo zapłonąć.

Tylko ty wiesz

fot. Adam Olszak

Najpierw myśl niczym błysk na umysłu krańcach głos
Jest idea, intuicja, wszystko proste zdaje się
Zrobić pstryk, działać w mig, na loterii szczęścia los
Sławę i czerwony dywan widzisz w każdym swoim śnie

Teraz jest chwila ta gdy z kanapy zwlec się czas
I wykonać najtrudniejszy najważniejszy pierwszy krok
Walczysz wciąż z sobą sam nagle okazuje się
Że grabarzem swoich marzeń jesteś ty – no co za szok!

Jednak nie, ruszasz się, powolutku w górę pniesz
Wtem upadek i trudności wokół ciebie piętrzą się
Poddać się? Dalej trwać? Pytasz stale, szukasz wciąż
Lecz uparcie idziesz naprzód z tymi, co wspierają cię

Wreszcie jest, widzisz sens, wreszcie coś udało się
Nagle tłumy masz przyjaciół, sukces wielu ojców miał
Lecz ty wiesz, że to blichtr, że po prostu zwodzą cię
Przyjacielem ten jest tylko, kto w trudnościach z tobą trwał

Tylko ty jeden wiesz, jaką cenę płaci się
Za sukcesu smak i radość, że na szczycie jesteś już
Tylko ty znasz ten stan, gdy na przekór wszystkim trwasz
Tylko ty wiesz, co to znaczy, kiedy jednak radę dasz!

Nie czekaj już dłużej

fot. Adam Olszak

Ściana deszczu za oknem wyrosła
I skutecznie odgradza od słońca
Wątpliwości wirują w mej głowie
Niczym ćmy co do ognia wciąż lgną
W taki dzień chcę mieć ciebie tak blisko
Jak koszulę co szczelnie przy ciele
Widzieć dobrych twych oczu spojrzenie
Twoje ciepło i dotyk chcę czuć

Bo ty jesteś lekarstwem na troski
Antidotum na smutki i żale
Dajesz spokój gdy zamęt dokoła
Cierpliwością rozbrajasz wciąż mnie
Więc nie czekaj, nie czekaj już dłużej
Przybądź szybko i usiądź tu przy mnie
Niech obecność twa chmury rozproszy
Niech już słońce zaświeci nam znów

Znów cię nie ma… tęsknota narasta
Niczym fala przypływu ogromna
Patrzę na nią i stoję bezradny
Nie potrafię powstrzymać już jej
Niech mnie porwie, pod niebo wyrzuci
Niech do ciebie na grzbiecie zaniesie
Kilometry na miłość zamieni
Co potężna jest bardziej niż lęk

Bo ty jesteś lekarstwem na troski
Antidotum na smutki i żale
Dajesz spokój gdy zamęt dokoła
Cierpliwością rozbrajasz wciąż mnie
Więc nie czekaj, nie czekaj już dłużej
Przybądź szybko i usiądź tu przy mnie
Niech obecność twa chmury rozproszy
Niech już słońce zaświeci nam znów

…Bądź oazą pośrodku pustyni
Codziennością jak chleba kawałek
Bądź powietrzem co oddech napełnia
Tylko tobą oddychać już chcę…

Boję się

fot. Adam Olszak

Boję się
Porażki
Choroby
Niepowodzenia
I własnego cienia.

Lęk ma wielkie oczy.
Czai się przyczajony
Rzuca kłody pod nogi
Realny, choć nieokreślony.

Boję się
Ryzyka
Cierpienia
Niezadowolenia innych
Utraty reputacji

Lęk chce odebrać mi Ciebie
Stawia mur między nami
Podniosłem głowę
Popatrzyłem mu hardo w oczy
Zniknął.

Kocham.
Przestałem się bać.

Jesień

fot. Adam Olszak

Jestem gdzieś daleko
Na Antarktydzie emocji
Dusza dygoce w chłodzie
Smagana wątpliwości strugami

A jeszcze tak niedawno
Chodziliśmy za rękę
Skąpani w słońca promieniach
Wszystko zdawało się proste

Jesień przyszła po cichu
Zaciągnęła niebo chmurami
Nie miała cienia litości
Dla drzew, które z liści odarła

Dni krótkie i pochmurne
Dusza w kłębek zwinięta
Zasłania się tarczą wspomnień
Przed pytań natrętnych hałastrą

Przyjdź do mnie proszę, po cichu
Połóż mi rękę na czole
Niech mnie przeniknie ciepłem
Twoja obecność duchowa…

Niepewność

fot. DN

Chmura na horyzoncie
Sieje w umyśle
grozę niepewności

W obliczu kataklizmu
Miasto przygasza swe światła
Gotowe walczyć by przetrwać
Bezlistne gałęzie drzew
Szemrzą niespokojne pacierze

Ustalone schematy
Truchleją przed nieznanym
Pękają mury rutyny
Drżą utarte ścieżki

Ten obłok skrywa tajemnicę
Marzeń, co ciałem się stają
Poczęte w noc bezsenną
Ze związku serca i woli
Wbrew staremu światu
I na jego zgubę

To co nowe – przeraża
Potrzeba odwagi
By iść naprzód
By wzrastać
Zmieniać życie swe.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén