Już czas

fot. Adam Olszak

Zamykasz za mną drzwi
I palisz mosty
Abym nie tęsknił za tym co minęło
Nie zrobił kroku wstecz

Otwierasz morze
Bym zostawił za sobą
Przeszłość jak zamkniętą księgę
Zapisaną do ostatniej strony

A gdy każesz falom
Odciąć możliwość powrotu
Można już tylko naprzód
Do nowej ziemi
Którą przygotowałeś

Ty sam walczysz o mnie
Ze mną samym
Bym nie pozwolił zwątpieniu
Zatruć serca i woli
Jadem niedowierzania
I nie zamienił Twej obietnicy
Na gorzki piasek pustyni

Ufam więc pora ruszać
Pora wracać
Do siebie
Od tego co korzystne
Do tego co słuszne
Do wolności trudnej
Lecz pięknej jak Twoja miłość

Oczekiwanie

fot. Adam Olszak

Nocy wierszolubna
mrokiem spowita
Otulasz miękko myśli niespokojne
Wspomnienia chwil pięknych
wyświetlasz w pamięci
Nie pozwalasz zasnąć
Czuwać każesz niezłomnie
by miłość odświeżyć

Chciałbym już w mroku Twym  brodzić
ale pod powiekami
zamiast snów szalonych
marzenia nienasycone

Wiem, że jest Ktoś, kto kocha
na przekór złym doświadczeniom
i że siła miłości
przełamie klątwy odwieczne
więc tęsknota nie pali
ale daje siłę

Miłość to nie dyktando
Ma swoją ortografię
logikę nielogiczną
i drogi na mapach nieznane
Tu intuicja kompasem
i myśl co jak błyskawica
rodzi się na krawędzi
szaleństwa i geniuszu

Więc chociaż niebo zasnute
lęków i zranień chmurami
ja wierzę nieporuszenie
że promień słońca osuszy
wilgoć co na powiekach
pojawia się niczym ulewa
która kwiaty akacji
jak dywan na betonie
beznamiętnie rozwija

Każda sekunda mówi
że już wkrótce jutrzenka
zapali niebo na wschodzie

Przed zaśnięciem

fot. Adam Olszak

Gdzieś nad głową ciemne skrzydła snu
Bezszelestnie przecinają noc
Krąży wokół jak spłoszony ptak
Co do gniazda by powrócić chciał
Lecz bezładnych myśli rwący bieg
Nie pozwala choć na chwilę spocząć mu

Tam daleko Ty zasnęłaś już
Przecież jutro wstanie nowy dzień
Co przeminie jak wiosenny deszcz
W nim codzienne sprawy stopią się
Rzeka czasu cicho porwie je
Niczym piasek który wartko niesie w dal.

Dłoń wyciągam by odnaleźć Cię
Przy mym boku… ale pustka łka
Chciałbym zasnąć, we śnie widzieć znów
Jak idziemy razem śmiejąc się
Już niedługo – szepce w duszy ktoś
Niecierpliwość moją pohamować chce.

Snem czy jawą jesteś – nie wiem sam
Kto Cię utkał z moich marzeń mgły?
I pozwolił, bym zachwycił się
Twoim pięknem… abym wiedział, że
Dwie połówki jabłka złączył los
By już razem sen na jawie mogły żyć

Już się zbliża… miękko muska mnie
Na powieki kładzie ciepłą dłoń
I powoli w oniryczny świat
Wolno wchodzę bramą ciszy, by
Znów Cię znaleźć, w stronę słońca iść
Obecnością Twą oddychać, sycić się…

Na pożegnanie

fot. Adam Olszak

Nie ma już dróg,
którymi do siebie szliśmy
ani tych ścieżek wydeptanych…
I dobrze.
Niech rosną na nich kwiaty,
jak blizny w miejscu ran.

Niech odpływają już
wspomnienia
razem ze snami
gdy obudzeni
nowy dzień witamy.

Wiosna i Ty

fot. Adam Olszak

Znowu wiosna.
Triumf zieleni i kwiatów
i ptaków rozmowy.
Jasno i ciepło,
wiatru rześki powiew…

I Twoja obecność:
wytrwała, uparta
jak człowiek, gdy po zwycięstwo sięga.

Więc można tak kochać?
Nie chwilę,
lecz w każdej chwili?
w radości,
w smutku,
w zwątpieniu…
Wciąż trwać ze sobą
w dusz zjednoczeniu?

Rozmowa

fot. Adam Olszak

Z kruchej filiżanki
Unosi się miłość
Mgła słów
Sączy się niespiesznie
Wibruje delikatnie
Poruszeniami serca
Osiada na duszach
Niczym krople rosy
Skrzące się błyskiem porozumienia

Rozmawiamy

Walc

fot. Adam Olszak

fot. Adam Olszak

Stanął czas
Smutku cień
Zalewa
Serce
Falą łez
Nie wiem już
Za kim tak
W bezsenną tęsknię noc?

Nowy dzień
Boli wciąż
Może się
Wreszcie
Zdarzy cud?
Znajdę Cię
Zejdą się
Splątane drogi dwie?

I porwę Cię do tańca
Chociaż ten jeden raz
Zanim rozczarowanie
Radości żar zgasi w nas
Nim w popiół się zamieni
Zbyt krótki życia czas…

A może jednak warto żyć
Nad szarość codzienności wzbić
Nadziei nową szansę dać
Z otchłani zniechęcenia wstać?

A może lepiej razem iść
Niż w samotności gorzkiej tkwić
Zaryzykować na przekór wszystkim
Uwierzyć w nowy, lepszy czas?

Zostawmy zło za sobą
Życie zbyt piękne jest
By rozgrzebywać rany
Podrażniać je solą z łez
By nad przeszłością płakać
Wylewać morze łez.

Zatańczmy znowu z życiem
Razem popłyńmy w dal
Wtuleni w rytmie walca
Bo jeszcze się nie kończy bal
Chcę go przetańczyć z Tobą
Ten najpiękniejszy bal!

My way

fot. Anna Rivus

Gdy czas obedrze nas
Ze snów i marzeń, co daremne
Gdy rękom braknie sił
Gdy chmury skądś napłyną ciemne
I kiedy wbije nóż
Ktoś, kto się zwał przyjacielem
Do głowy ciśnie się
Myśli tak wiele…

Lecz choć niełatwo jest
A każdy dzień jak walka z cieniem
I nieraz chce się wyć
Pochylić kark przed zwątpieniem
Kolejny robisz krok
Bez lęku patrzysz w oczy wrogom
I masz odwagę iść
swą własną drogą!

Bo przecież wiesz, że każdy dzień
W ulotnym mija rytmie serca drgnień
Więc zamiast wciąż w przeszłości tkwić
Ty chcesz zachłannie życie pić
By szczęście znaleźć, by do gwiazd
Iść swoją drogą!

Czy lepiej z boku stać,
czy mierzyć siły na zamiary?
W bezpiecznym cieple trwać,
czy z losem złapać się za bary?
Czy tym się kłaniać, co
fałszem okryci są jak togą?
Czy głowę podnieść, by
iść własną drogą?…

Przecież już wiesz, gdzie twój wiedzie szlak
I choć upadasz, choć sił nieraz brak
Choć chciałeś już powiedzieć „pas!”
Wstajesz, by w podróż ruszyć jeszcze raz
I choć pod górę, choć pod wiatr
Iść własną drogą!

Trochę

Fot. Adam Olszak

Skoro już żyć mi przyszło:
Trochę westchnę
Zjem trochę
Trochę wypiję
Szalem się trochę owinę

Trochę posłucham
Pomówię trochę
Trochę zobaczę
Trochę pokażę

Trochę posiedzę
Trochę poleżę
Trochę pobiegnę
Potknę się czasem

Trochę przeproszę
Trochę oskarżę
Trochę zaufam
I trochę zdradzę

Przeminę całkiem…

O pochlebcach

fot. Adam Olszak

Rozpoznają zapisane wyrazy
Usłyszane słowa
Z hukiem uderzają w dłonie
Dobrotliwie kiwają głowami…

Rozumie się zawsze po cichu
Czasem bez słowa
By zrozumieć
Znajdujemy czas
I miejsce

Dowiadujemy się w pośpiechu
Między wyjściem
A wejściem
Rozszarpując serce.

Różo

fot. Adam Olszak

Różo
Esencjo piękna
Rozkwitła wbrew logice
Pomiędzy ruinami
W ciemnym kącie ogrodu

Delikatność twych płatków
Na przekór zniechęceniu
Wabi skrzydła motyli
W labirynty myśli
Bez promieni słońca

Autobus do sensu
Ma tutaj przystanek
Zjawia się znienacka
Poza rozkładem
Lada moment odjedzie

Wsiadam
Zbyt długo czekałem
Ale już nie sam
Szczęście
Jest Tobą

Trwamy

fot. Anna Rivus

Utkani z lęków i marzeń
obowiązków
pragnień
zdarzeń…

Swego prawa do szczęścia
niepewni
samym sobie
wierni – niewierni.

Z sercem przeszytym pytaniami
jak Ten, Który kocha obejdzie się z nami?

Czy bieg rzeki dla nas
zawróci?
Czy jak człowiek – wykorzysta,
odrzuci?

Paradoksami życia miotani
znienawidzeni
ukochani,
odrzuceni – wybrani.
Trwamy.
Wciąż trwamy…

I każdego dnia
słońce wschodzi nad nami.

 

Tęsknię

fot. Adam Olszak

Tęsknię do Ciebie, Który Jesteś…
choć dajesz się znaleźć
pozwalam, by jak fale
niosły mnie złudzenia

i tęsknię do Ciebie, Który…
promieniem słońca muskasz
policzek
w słów serdecznych
wymianie… Jesteś

w zmęczeniu nad ranem
w znudzeniu, które
jęczy: „znowu tak samo”
w zwątpieniu…
nie chcę już wracać do siebie

moje ja poobijane – tęskni do Ciebie.

Samotność

fot. Adam Olszak

W myślach biegną cienie ludzi
Rosną jak chmury gnane wiatrem
Mijają
Poranek jest zimny

Uściski, ukłony
Gest nad słowem zawieszony
Niechby chociaż słońca promyk
Żar ognia

Wyrazy uznania
Nadziei
Życzenia z głębi dobrego wychowania
Mówią, że będzie dobrze
Ale nie mówią – dlaczego

Łza – zdrajczyni – opuszcza
Ukradkiem oko
Trochę ciepła.

Na zawsze

fot. Adam Olszak

Przez powieki zamknięte widziałem Ciebie
Kiedy jeszcze nie miałaś twarzy
Nie wiedziałem, kim jesteś
Lecz tęskniłem za Tobą
Szukałem

Tyle pomyłek, rozczarowań
Potykałem się, lecz szedłem dalej
Wierzyłem, że w końcu Cię znajdę
Że się spotkamy
I już zostaniesz

Gdy na zakręcie życia
Pojawiłaś się niespodzianie
Serce dało znak, bym przystanął
Podszedł do Ciebie
Nie pozwolił Ci odejść

Warto było brnąć przez manowce
Warto było czekać
Szczęście ma Twoją twarz
Jesteś częścią mnie
Na zawsze

Ciężka dola Anioła Stróża

fot. Adam Olszak

Anioł Stróż na obłoku siedzi zadumany:
Jak ich poznać ze sobą, jak serca otworzyć?
W noc bezsenną obmyśla strategiczne plany
By dwie połówki jabłka w jedną całość złożyć.

Patrzy Anioł na Ziemię i wzdycha głęboko
Bo daleko od siebie dwa serca stęsknione
A do tego spowite zmęczenia pomroką
Pyłem codziennej walki z życiem oprószone…

Od zawsze za sobą tęsknią
Nie wiedząc o swym istnieniu
Lecz ugrzęźli w monotonii,
W zmurszałym zobojętnieniu

I jeszcze ta wolna wola
Którą uszanować trzeba
Nie da się do szczęścia zmusić
Lub siłą wciągnąć do nieba

Więc chociaż by się chciało krzyknąć wprost do ucha
By klapki spadły z oczu ślepych, choć otwartych
Cierpliwie drobnych zdarzeń układanka krucha
Prowadzi ich do portu ramion rozpostartych.

Jeszcze tylko dwa zakręty
Jeszcze tylko trzy potknięcia
Aż się przetną drogi krzywe
I pochwyci ją w objęcia…

Tęsknota

fot. Adam Olszak

Jak dziwnie pusto i cicho
Choć wiem, że żyjesz i jesteś
Lecz teraz rozmawiasz z Bogiem
Twój czas jest tylko dla Niego

Opowiedz Mu naszą historię
O krętych drogach przez życie
Marzeniach lękiem zduszonych
Przegranych szansach na szczęście

Opowiedz Mu o miłości,
O sercach za nią stęsknionych
Samotnych połówkach jabłka
Co wreszcie się odnalazły

Ja żyć próbuję normalnie
Choć serce rwie się do Ciebie
A cień rozgląda się wokół
Za Twoim cieniem stęskniony

Rozum próbuje być dzielny
Mówi, że już niedługo
Co z tego, kiedy dla serca
Każda sekunda jak wieki

Więc uczę się jak być z Tobą
Gdy nie ma Ciebie w pobliżu
Jak czerpać radość i siłę
Z prostego faktu, że jesteś

Lecz wierzę, że przyjdzie chwila
Gdy już przy Tobie zostanę
Dwie drogi złączą się w jedną
Dalej pójdziemy już razem….

 

Przemienienie

fot. Adam Olszak

Zaprowadź mnie na górę wysoką
Mów, mów do mojego serca
Pozwól mi poczuć, że nic nie muszę
Abyś mnie kochał bezinteresownie

Nasyć moje oczy
Widokiem Twojej chwały
Napełnij moje serce
Dotykiem Twojej miłości
Przemów do rozumu
By wiedział, że jesteś blisko

Otul mnie szczelnie obłokiem
Który zakryje mą małość
Przemów głosem co jak strzała
Jak ostrze rozpalone
Zrani lecz nie zabije
Wypali gangrenę smutku
I użalania nad sobą

Powstrzymaj pragnienie by działać
Abym usiadł i patrzył
Wreszcie zatrzymał się w biegu
Posłuchał, co chcesz mi powiedzieć

A później każ zejść na ziemię
Do spraw codziennych i zwykłych
Na drogi co przez Golgotę
Prowadzą ku radości
Spotkania przy pustym grobie

Tęcza

fot. Adam Olszak

Jesteś moją tęczą
Dotykiem piękna
Znakiem obietnicy
Miejscem spotkania słońca
Ze łzami nieba
Wylanymi nad światem

Pojawiasz się delikatnie
Jak miękki promyk nadziei
Wśród drzew co ciszą zdziwione
Prostują z ulgą konary
Liczą stracone liście
I opłakują zniszczone kwiaty
Które już nie wydadzą owoców

Wyrastasz wprost z milczenia
Co po burzy nastało
Okrywając przemoczoną ziemię
Niczym koc zziębnięte ramiona

Igrasz przede mną ze światła utkana
Na tle chmur co odpływają powoli
Odgrażając się pomrukiem grzmotów
Że dzieło zniszczenia
Jeszcze niedopełnione

A Ty po prostu jesteś
Koisz oczy i serce
Mówisz, że może być pięknie
I że to jednak dobro
Mieć będzie ostatnie słowo

Bądź…

Z Tobą…

fot. Adam Olszak

fot. Adam Olszak

Za oknem ciemność… lecz już świt nadchodzi
Dziś sen na próżno wokół domu krąży
Kiedy wtuleni w siebie rozmawiamy
Słów ciepłym deszczem miłość podlewając

Z Tobą czas biegnie szybko, choć łagodnie
Z Tobą naczynia same się zmywają
Wypełniasz przestrzeń swoją obecnością
Oddycham Tobą jak świeżym powietrzem

Gdy jesteś – wszystko jest na swoim miejscu
Codzienne sprawy stają się odświętne
Zauważone w swojej zwyczajności
Celebrowane jak ważna rocznica

Lubię spoglądać w głębię Twoich oczu
Bo w nich przebija Twe duchowe piękno
Dziękuję za to, że chcesz się nim dzielić
Niczym kwiatami, co spadają z nieba

Chcę Cię smakować, poznawać w zachwycie
Uczyć się Ciebie, z Tobą ruszyć w drogę
Po łuku tęczy wspiąć się na dach świata
O świcie pobiec plażą w stronę słońca…

Page 1 of 5

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén